facebooktwitteryoutube
Aktualności - 14 Wrz, 2017
- 4 komentarze
Czar górskiego grzybobrania.

Środa, 13 września 2017 roku w Kotlinie Kłodzkiej. Podczas, gdy część nizinna województwa dolnośląskiego nadal czeka na jesienny wysyp grzybów (z terenu są subtelne sygnały, że idzie ku lepszemu), tereny podgórskie i górskie, cały czas dostarczają frajdy grzybiarzom. Mniej lub więcej. Wyżej, niżej, grzyby pojawiają się z różnym natężeniem. Najważniejsze, że są. Że można wejść do lasów i przy odrobinie szczęścia, wynieść kosz pachnących i pięknych grzybów. We wczorajszym dniu, miałem wielką przyjemność udać się na wspólne grzybobranie z Sylwią i Andrzejem. Dla mnie osobiście – mistrzami włóczęgi po lasach Kotliny Kłodzkiej. ;))

Start wycieczki miał miejsce dobrą godzinę po wschodzie naszej życiodajnej gwiazdy. Widzieliśmy kilka zaparkowanych aut w pobliżu skraju lasu. Przed nami, jacyś grzybiarze, wartko udawali się w leśne czeluści. Pogoda bardzo przyjemna, nie za ciepło, nie za zimno. Coraz bardziej czuć w powietrzu i widać w lasach, nadchodzącą, wielką przemianę z późnego lata do złotej jesieni. Jeszcze kilka tygodni i nastąpi absolutnie wyjątkowy spektakl jesiennych barw.

Pierwsze grzybki, zaczęliśmy znajdywać niedługo po rozpoczęciu trzynasto-wrześniowej wycieczki. Nie wierzę w przesądy o cyfrze numer 13, czy też o owianym złą sławą „piątku trzynastego”. Trzynasty dzień września, przypadł w tym roku na środę. Tym bardziej, nie należało mieć obaw, że coś pójdzie nie tak, gdybym jednak słuchał zabobonów. Warunki hydrologiczne dla grzybków nie powalają na kolana, ale góry to góry. Przeważnie więcej pada, często mamy tu niższe temperatury niż na nizinach. Czyli dla grzybów jest po prostu korzystniej.

Górskie prawdziwki… Można się rozmarzyć i zatracić bez reszty. Gdy znajdujesz pięknego, „wypasionego” i dorodnego prawdziwka, którego ciężko wyjąć ze ściółki, krew w żyłach przyśpiesza wraz z biciem serca. A to dopiero początek. Co się dzieje w głowie i myślach grzybiarza, jak rozglądasz się wokół i widzisz następne, kompletnie przeurocze „beczułki/bambaryłki”? Chyba nie muszę odpowiadać… Mega-odlot i gęsia skóra. Co tam gęsia! Raczej jak u aligatora lub warana! ;))

Borowiki, w swój unikatowy i niezwykle szlachetny sposób zaczęły nas „oprowadzać” po górskich lasach. To trzeba zobaczyć. To trzeba przeżyć. Żadna, nawet najbardziej wykwintna i poetycko zrelacjonowana wycieczka nie odda w pełni tego, co się widzi i odczuwa w realu. Tego napięcia, kiedy idziesz i „nosem” czujesz, że to jest to miejsce, w którym zaraz ujrzysz brązowe kapelusze króla grzybów. Raz z igliwia, innym razem ze ściółki, mchu, liści lub delikatnej i giętkiej trawy.

Mniejsze i większe. Grubsze i chudsze. Niektóre – przyozdobione – po degustacji przez leśną zwierzynę lub ślimaki. Mamy urodzajny grzybowo rok w części górskiej naszego województwa. Najpierw fenomenalny lipiec, a teraz rozkręcający się na dobre wrzesień. Chociaż końcówka sierpnia też miejscami darzyła grzybami. Prawdziwki to największy rarytas tych wysypów. Dyrygent numer jeden, głównodowodzący i przewodnik grzybowej orkiestry w jednym. ;))

Kiedy tak chodziliśmy od stoku do stoku. Przez zagajniki, wzdłuż potoków lub przy drogach. Bardzo ostro w górę lub w dół. Zacząłem się zastanawiać nad słowami Sylwii i Andrzeja… Często piszą w swoich grzybowych relacjach: „Zaczarowana Kotlina Kłodzka”. Albo: „Kotlina Kłodzka wciąż zaczarowana”. Dlaczego? Czy to oznacza, że mieszkają tam czarodzieje, magowie, wróżki, elfy, trolle, duchy i duszki? Może i mieszkają, ale czy na pewno im o to chodzi?

Zaczarowana ponieważ często zbierają tam grzyby w dużych ilościach, podczas gdy w nizinnej części trudno o muchomora? Częściowo na pewno tak. Ale to nie jest jeszcze pełna odpowiedź. To tylko jeden punkt wyjaśnienia „czaru” górskich lasów. Nic nie mówiąc o tym moim wspaniałym towarzyszom wyprawy, postanowiłem sam sobie odpowiedzieć na to pytanie, które powtórzę: Dlaczego Kotlina Kłodzka jest wciąż zaczarowana?

Żeby pełniej odpowiedzieć na to pytanie, wpadłem na pomysł, aby „łapać” do obiektywu obrazy górskiej przyrody, które w szczególny sposób powodują u mnie chęć jej podziwiania. Oczywiście prym wiodły grzyby. Obecnie pojawia się ich coraz większa różnorodność i naturalną koleją rzeczy jest to, że pasjonat grzybów rozgląda się po ściółce i drzewach za tymi artystycznymi wytworami przyrody, zachwycając się ich kształtami, kolorami i wyglądem.

Kiedy weszliśmy do dosyć ciemnego zagajnika świerkowego, ujrzałem niezwykle maczugowatego w trzonie prawdziwka. Ależ to był okaz! Siedział w ściółce niczym betonowy słup. Trzeba było go mocno rozkręcić, aby wyjąć. Raz w lewo. Raz w prawo. I tak wiele razy. W końcu ujrzałem, cały jego grzybowy majestat. To typowa faza „puchnięcia” borowika. W takim stadium, grzyby są bardzo okazałe, urodziwe i mają ponadprzeciętnie zbójnickie trzony. Balsam na oczy i grzybowe emocje. ;))

Chociaż szaleństwo grzybobrania ogarnęło nas bez reszty, nie zapominaliśmy, że las to nie tylko grzyby. Wokół tyle się dzieje, że nie da się przejść obok i zupełnie obojętnie. Nie da się też nie poczuć wyjątkowych, leśnych zapachów wilgoci, liści, drzew i oczywiście grzybów. To jakby dopełnienie całości. Zarówno zmysły wzroku, jak i węchu mają w lesie najprawdziwszą i pisaną przez naturę ucztę. Czyli śmiało można napisać, że las to niewyczerpana oferta piękna dla duszy i ciała. ;))

Stary buk i okazały prawdziwek w jego pobliżu. Czy trzeba coś więcej, że zawołać: Łał! Taki widok nigdy się znudzi. Obraz ten gra w sercach grzybiarzy bardzo długo. Mózg to zapisuje i wówczas, kiedy jesteśmy w innym miejscu i widzimy innego buka, przypominamy sobie tą zaczarowaną chwilę, której głównymi twórcami było drzewo, grzyb i mech. Po prostu chwilo trwaj! Pomijając już walory smakowe i zapachowe grzybów, trzeba powiedzieć coś, co było już miliony razy powiedziane: „Taki widok jest po prostu piękny.” I dlatego nas zachwyca.

Warto opisać ogólną sytuację grzybową w lasach Kotliny Kłodzkiej, ściślej – wokół Polanicy-Zdrój, gdyż to tam wczoraj nas poniosło. ;)) Uwodnienie ściółki przeciętne z tendencją do suchej w miejscach gęstych (świerczyny, buczyny). Głównymi gatunkami jadalnymi są prawdziwki i podgrzybki. Prawdziwki w około 50% robaczywe, z tym, że z tej robaczywej pięćdziesiątki, około 30% miało robaczywe tylko trzony. Czyli można rzec, że na 10 znalezionych prawdziwków, 7 miało zdrowe kapelusze, natomiast tych całkowicie zdrowych było 5. To dobry wynik, ale – gdyby porządnie popadało, może być lepszy.

Ślimaki nie próżnują i ciężko znaleźć grzybka nie muśniętego chociaż minimalnie przez żarłoczne ślimaczyska. Za to podgrzybki brunatne – poza nielicznymi incydentami, w 95% zdrowe. Sporadycznie można znaleźć borowiki ceglastopore (wszystkie zdrowe), kurki, kolczaki obłączaste, podgrzybki zajączki, sarniaki dachówkowate, opieńki miodowe. Prawdziwki i podgrzybki to przeważające gatunki w naszych wczorajszych zbiorach i zdjęciach. ;))

Poza nimi mamy coraz większy wysyp innych gatunków grzybów. Muchomory czerwone, rdzawobrązowe, olszówki, maślanki, mleczaje, pięknorogi, lakówki ametystowe to tylko niektórzy przedstawiciele coraz bardziej panoszącego się świata grzybów w jesiennym lesie. I dobrze. I tak ma być. Ma być grzybowo. Nadchodzi ich czas! Grzyb grzyba grzybem pogania. ;)) W końcu jesień = grzyby. To one mają być przez kilka tygodni głównymi aktorami zaczarowanych lasów. ;))

Po kilku godzinach wycieczki, pomału szykowaliśmy się do drogi powrotnej. Sylwia szła nieco za nami, a ja z Andrzejem trzymaliśmy się dosyć blisko siebie, gadając – a jakże – o grzybach. ;)) W pobliżu odnowienia sztucznego sosny i świerka, które leśnicy otoczyli płotem z metalowej siatki, aby zwierzęta nie zniszczyły młodych drzewek, przebiegły 3 sarny… Niby nic się nie stało… To tylko sarenki. Ale od tego momentu, zaczęliśmy znajdować coraz więcej grzybów. Co chwilę biegałem z aparatem, pstrykając fotki prawdziwkom, podgrzybkom i ceglasiom. ;))

Punktem kulminacyjnym „sarniego czaru” było znalezienie przez Sylwię sześciu dorodnych prawdziwków, za którymi rosły następne, następne i następne borowiki. Wycięliśmy tam chyba ze 40 przepięknych prawusów. Nakręciłem też filmik. Na dalszych zdjęciach z mojej relacji jest zdjęcie prawdziwkowej górki. To właśnie z tego super miejsca. Kosze zapełniły się na maksa. Chociaż trochę zmęczeni i obładowani grzybami, z wielkim uśmiechem wracaliśmy z powrotem. ;))

I jeszcze raz wracam do pytania. Dlaczego „zaczarowana” Kotlina Kłodzka? Ponieważ są tam wspaniałe lasy i góry. Urzekające widoki, hiper-zielone mchy. Pejzaże jak z innego świata. Efektownie ukorzenione drzewa. Szumiące strumyki i potoki. Niesamowite i wyjątkowe grzyby. Czy porównanie do bajki jest właściwe? Oczywiście, że tak. Tylko ta bajka to najprawdziwszy real. Chociaż zaczarowany to namacalny. Widoczny w każdym drzewie i miejscu.

Kotlina Kłodzka to kraina pięknem i grzybem płynąca. Ale nie każdemu otwiera ona swoje wrota. Trzeba ją pokochać, zrozumieć i obchodzić się z wielkim szacunkiem. Wtedy te wrota się otworzą i ukażą Ci swoje nieprawdopodobne i fenomenalne oblicze. Wczorajszy dzień był jak jeden wielki, pozytywny trans przyrodniczo-grzybowy-turystyczny. Na zawsze pozostanie u mnie w kategorii tych wycieczek, do których będę wracać z wielkim sentymentem i emocjami. ;))

Na dalszych zdjęciach pokazuję zaledwie milimetr, ułamek procenta tych wszystkich, wspaniałych obrazów, które oglądane na żywo w całości, nie można nazwać inaczej niż zaczarowane. Dla podniesienia doniosłości i elitarności zaczarowanej Kotliny Kłodzkiej, załączam kilka cytatów o górach… Darz Grzyb! ;))

„Kiedy jestem w górach nie istnieje świat zewnętrzny, zgiełk i pośpiech Jest tylko natura i życie razem z jej rytmem. Ktoś może powiedzieć, że to tylko mój wymysł, bo przed życiem się nie ucieknie. Zależy kto co nazywa życiem.” – Piotr Morawski

„Góry sprzyjają pokorze, czyli prawdzie o sobie samym. Uczą jej miedzy innymi przez to, że człowiek zmęczony wspinaniem nie ma ani sił, ani chęci, by udawać, by ukrywać swoja prawdziwą twarz.” – ks. Roman Rogowski

„Świat wartości w górach jest prosty i przejrzysty dla każdego. Ale jest to absolut piękna i estetycznych doznań. Nie chcesz, nie jedziesz. Nie jedziesz, nie widzisz. Nie widzisz, nie przeżywasz. Wybór należy do ciebie.” – Piotr Pustelnik

„…Góry tylko wtedy mają sens, gdy jest w nich człowiek ze swoimi uczuciami, przeżywający klęski i zwycięstwa. I wtedy, gdy coś z tych przeżyć zabiera ze sobą w doliny…” – Andrzej Zawada

„Góry upajają. Człowiek uzależniony od nich jest nie do wyleczenia. Można pokonać alkoholizm, narkomanię, słabość do leków. Fascynacji górami nie można.” – Edmund Hillary

„W górach musisz wykonać pewien wysiłek bez zapłaty. Jest to mistyka, szukanie czegoś wyjątkowego. Do tego trzeba mieć wyobraźnię i filozofię życiową. Nie każdego na to stać, nie każdemu się chce. Bo w górach nie ma granic, tam się szuka wolności. A samo przebywanie w górach łagodzi, eliminuje agresję. Są elementy rywalizacji ale rywalizacji z wyznaczonym celem, a nie z przeciwnikiem.” – Krzysztof Wielicki

„Góry mają swoją filozofię, w górach „wysoki” nie zawsze znaczy „trudny (…) Góry są tajemnicą. Stanowią wielkie misterium. Z jednej strony pasjonują i pociągają, z drugiej – wywołują lęk i budzą trwogę.” – ks. Roman Twardowski

„Kiedyś ktoś mnie zapytał: „Dlaczego chodzisz po górach?”. Odpowiedziałem, że ludzi można podzielić na dwa rodzaje:

a) na tych, którym tej pasji nie trzeba tłumaczyć

b) na tych, którym się jej nie wytłumaczy”

Piotr Pustelnik

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

  • wojek //15 Wrz 2017

    Witajcie Towarzyszu Lenart:)
    No tym razem toście już stanowczo przesadzili:)
    Primo. Zamiast opracowywać Strategiczny Plan Pozyskiwania Boletusów na własnym podwórku to Wy co? udajecie się do sąsiadów i podbieracie im boletusy jak lisek kurki z kurnika:)
    Secundo. Ten brak boletusów na Wzgórzach Twardogórskich jest bardzo podejrzany, tego jeszcze nie wiemy śledztwo trwa ale ten brak może być spowodowany działalnością niejakiego Pawła L.
    Tertio. Te bardzo podejrzane wyprawy jeszcze może byśmy zrozumieli. W końcu rozumiemy ludzi z nałogiem, no ale te czary… sami rozumiecie towarzyszu, że musieliśmy zawiadomić Św. Inkwizycję:) a i jeszcze mieszacie do Waszych ciemnych spraw naszych księży:)
    Quatro: „…Idę w górach cieszyć się życiem,
    oddać dłoniom halnego włosy
    w szelest liści wsłuchać się pragnę
    w odlatujących ptaków głosy….”
    Quinto: jako okoliczność łagodzącą przyjmujemy jak zwykle piękne zdjęcia i opis górskiego grzybobrania
    sexto mam nadzieję, że pojadę jeszcze na Pomorze Zachodnie i tam dopisze szczęście. W sierpniu boletusy się zbiesiły totalnie (no prawie)
    Serdecznie pozdrawiam:)

    • Paweł Lenart //18 Wrz 2017

      Darz Grzyb Wojtku!
      Po pierwsze, drugie, trzecie i dziesiąte. Bardzo dziękuję za świetny komentarz! 😉 Cóż, kiedy w Bukowinie grzybów nima, a zapowiadają, że sroga będzie zima, trza ino w górki skoczyć, co by słoiki grzybami napełnić. 😉
      Ta wycieczka była wspaniała. ;))

      Pozdrawiam. 😉

  • krzysiek z lasu //15 Wrz 2017

    Paweł – niesamowite zdjęcia! hipnotyzują nawet z monitora 😉 a co dopiero na żywo w górskim lesie… Mam nadzieję, że jutro, tzn. w sobotę, będziemy mieć chociaż namiastkę tego na Wzgórzach 😉 Pozdrawiam 😉

    • Paweł Lenart //18 Wrz 2017

      Może grzybowej namiastki nie było, ale mam nadzieję, że zobaczyłeś, czym są unikatowe tereny na Wzgórzach. Przynajmniej starałem się je pokazać. ;))