facebooktwitteryoutube
Aktualności - 27 Lip, 2017
- 4 komentarze
Grzybobranie po zbójnicku, HEJ!

Środa, 26 lipca 2017 roku. Od wspaniałego grzybobrania w Kotlinie Kłodzkiej nie minął tydzień, a ja z Andrzejem, już nie mogliśmy wytrzymać „presji” lasu i kombinowaliśmy, aby ponownie wyskoczyć w zaczarowane lasy i poszukać cudownych grzybów w ich gęstwinach. Do leśnego-grzybowo-presyjnego duetu dołączyła Sylwia – małżonka Andrzeja. Dzień urlopu wzięty i wczesnym rankiem, wyruszyliśmy z Wrocławia do Kotliny, którą – pod wpływem naszej ostatniej wyprawy i relacji z niej – odwiedzili znajomi grzybiarze, m.in. Marianna (prowadząca najbardziej kurkowego bloga – Pieprznik.pl) i Wojciech, który znany jest m.in. dzięki „Leśnym opowiadaniom Wojciecha). ;))

Do Kotliny przyjechaliśmy kilka minut po 6. z rana. Tym razem nie było żadnych aut na miejscu postojowym. Po ostatnich ulewach, spodziewaliśmy się trudnych (przede wszystkim śliskich) warunków włóczęgowych. Jednak nie było tak źle. Podczas podróży, widzieliśmy m.in. mgłę wpływającą z gór w doliny. Co za widok! Wysiadając z auta, można było poczuć się jak jesienią. Zaledwie kilkanaście stopni, mnóstwo wilgoci i liczne zamglenia. To w końcu góry. Wysokość około 800-850 m n.p.m. Czyli jeszcze wyżej niż ostatnio. Kilka chwil przygotowania, założenie dodatkowych ubrań i drrrryń! Pora w las! ;))

Dwóch zbójników i Pani zbójnikowa wyruszyli górskim szlakiem na wycieczkę i zbójowanie po tamtejszych grzybowiskach. ;)) W końcu, jak to mawiał Kwiczoł w Janosiku: „Zbójować trza! Sława jest z roboty, a nie z tego, co ludzie plotą”! Pierwsze miejscówki zdecydowanie puste. Liczne ślady po innych „zbójnikach” w postaci pociętych korzeni prawdziwków. Kilka dużych sztuk się ostało, ale po obfitych deszczach i nasiąknięciu wodą, nie nadawały się do wzięcia.

Jednak wchodząc coraz głębiej w lasy, sporadycznie, zaczęły się pojawiać sztuki godne uwagi i przede wszystkim chapnięcia do koszyka. Jak to z prawdziwkami bywa, często trafiały się przy leśnych ścieżkach i duktach. W lesie – z uwagi na całkowite zachmurzenie, było jeszcze ciemnawo, toteż robiąc fotki, aparat wymuszał ode mnie użycia lampy błyskowej. Po upłynięciu kilkudziesięciu minut, odnieśliśmy wrażenie, że kulminacja lipcowego wysypu grzybów w górach jest już zdecydowanie za nami.

Niemniej – wszędzie miałem okazję, aby zawiesić nad czymś oko, a w konsekwencji – aparat fotograficzny. Chociażby pojedyncze głazy lub kamienie i oczywiście różne gatunki grzybów. Dopóki jest dużo wilgoci to jakieś grzyby cały czas się wykluwają. W mniejszej lub większej ilości, ale zawsze można spotkać przedstawicieli z tego niezwykłego i arcy-różnorodnego świata. Ostatnio było sporo m.in. gołąbków i goryczaków. Tych drugich obecnie jest jeszcze więcej. Rosną całymi rodzinami, wręcz stadami.

Znajdowaliśmy dużo prawdziwków w fazie okazałej/kapcenia lub rozkładu. W fazie okazałej/kapcenia – niektóre z nich były jeszcze na tyle w przyzwoitym stanie, że nadawały się do wzięcia. Te z fazy rozkładu pozostały nietknięte z oczywistych przyczyn. Ale na  fotkach będą trwać wiecznie. Gdyby wszystkie prawdziwki z tych faz, które znaleźliśmy, były dobre to pełen bagażnik w aucie byłby gwarantowany. Osiągnięcie przez borowiki tych faz, świadczy o przegapieniu ich przez innych zbójników, kiedy te były jeszcze w fazach nadających się do zbioru.

Harnaś Andrzej, niektóre duże borowiki „szantażował”, aby naprowadziły nas na swoich mniejszych i zdrowych braci. ;)) Trafił się też sędziwy gniewus (borowik ceglastopory). Stare porzekadło brzmi: „Im dalej w las, tym więcej grzybów”. Chociaż na razie bez maga-euforii, każdy ze zbójników, coś wrzucał do koszyka. A to ładny prawdziwek, za chwilę 2-3 podgrzybki lub po kilka kurek. Można zadać pytanie – to jak w końcu jest z tym wysypem? Jest czy go nie ma?

Po sprawdzeniu naprawdę sporego kawałka terenu kotlinowych lasów, trzeba nieco dokładniej opisać sytuację ponieważ jest ona trochę zawita. Przede wszystkim, jeśli chodzi o prawdziwki to obecnie na pewno jest po wysypie. Młodych egzemplarzy jest mało, trzeba się dużo nachodzić i mieć szczęście, aby na nie trafić. Przeważają stare, rozpadające się kapciory i ślady cięć korzeni przez wcześniejszych grzybiarzy. Podgrzybki są pod dużym znakiem zapytania. Z jednej strony, pojawiają się młode, jędrne i zdrowe owocniki na grubych nóżkach. Z drugiej strony – można znaleźć dużo owocników robaczywych, nadpsutych lub spleśniałych. Albo są to tzw. spontaniczne wypryski, albo szykuje się ich wysyp.

Gdyby goryczaki były jadalne to do lasu trzeba by przyjechać z przyczepą. Według mnie – ten gatunek ma obecnie swoją letnią kulminację wysypu. Są miejsca, gdzie rosną ich dziesiątki, jeśli nie setki. Spotykaliśmy bardzo dużo owocników w fazie klucia i puchnięcia. Jak malowane. Niżej podałem przepis, jak wywołać super burzę na grzybowych portalach. Oczywiście to w ramach żartu. Nie polecam wywoływania takiej dyskusji, bo ludzie za bardzo się pienią i będą skakać sobie do oczu. ;))

Z innych gatunków, które zbieramy, na pewno warto napisać o kurkach i mleczajach świerkowych. Pieprzniki zaczynają pokazywać się w większej ilości, przeważnie w rodzinkach, skupiających 10-20 osobników. To może być zapowiedź pojawienia się ich w większej ilości. Mleczaje świerkowe – wydaje mi się, że ten gatunek też zintensyfikował swoją obecność w lesie. Mając dobre miejscówki na nie, powinno się wyjść z lasu zadowolonym.

Sporadycznie pokazują się młode maślaki żółte w towarzystwie modrzewi. Podobnie jak kurki – w kilkunastoosobowych rodzinkach pokazują się kolczaki rudawe i obłączaste. Ich nie zbieramy, ale – być może są grzybiarze, którzy lubują się w „kłaczkowatych” i dla nich to jest cenna informacja. To tyle o podstawowy asortyment. Dla koneserów nadal rosną muchomory czerwieniejące. Po opadach, warto szukać tylko młodych osobników (tylko ostrożnie bo rośnie mnóstwo muchomorów plamistych!). Wszystkie starsze, maksymalnie nasiąknęły wodą i nie nadają się do zbioru.

My uganialiśmy się głównie za prawdziwkami, podgrzybkami i – przy okazji – za kurkami. Niektóre grzyby rosły na stromych zboczach i pochyłościach. Aby je zerwać, należało uprawiać tzw. „grzybing stoking” – czyli wdrapywanie się po stoku w celu zerwania wypatrzonego grzybka. Ta forma ruchu na świeżym powietrzu jest znacznie bardziej emocjonująca i zdrowsza od parodii (moim zdaniem) marszu, tzw. Nordic walking. Na dalszych zdjęciach Andrzej sfotografował mnie w „zbójnickiej akcji rosołowej” na stoku. Polecam! ;))

Młodych i średnich prawdziwków było mniej niż ostatnio. I chyba dlatego, każdy znaleziony prawdziwek niezmiernie nas cieszył i musiał mieć zrobioną fotkę. Nie sztuką jest nazbierać grzybów, kiedy mamy wielki wysyp. Misterium i wartość grzybiarza zaczyna się tam, gdzie grzybów nie ma za wiele i trzeba polegać na sile woli, doświadczeniu, determinacji, szczęściu i nie poddawaniu się. Andrzej z Sylwią posiadają wszystkie te cechy i często jest to klucz do grzybowego sukcesu. Jako „zbójnik pomocniczy”, także łatwo się nie poddaję i pieczołowicie towarzyszyłem im, przechodząc kilometr za kilometrem. ;))

Patrząc dzisiaj, po opadnięciu emocji na prawdziwkowe sukcesy, należy stwierdzić, że w sumie to wyszło super! Łapnęliśmy sporo pięknych okazów, które już są poddane intensywnemu procesowi przerobu na susz. ;)) I pozostają nam do oglądania fotki oraz wspomnienia emocji, towarzyszące ich znalezieniu. Ten gatunek ma w sobie taką moc, że nawet po wielu godzinach zbójowania (chodzenia) w górę i dół po stokach, natychmiast zapominasz o zmęczeniu, jak dostrzeżesz, gdzieś wysoko dorodnego prawego i rwiesz po niego ostro do góry. ;))

Dwie sprawy jeszcze pragnę poruszyć. Lasy, po których chodziliśmy to lasy gospodarcze, a więc takie, które – ogólnie mówiąc – po osiągnięciu wieku rębnego są wycinane celem pozyskania i sprzedaży drewna. W miejsce wyciętego lasu, leśnicy sadzą nowy las. Niemniej czasami ma się bardzo duży żal, że wycinane są najdorodniejsze drzewa, szczególnie wzdłuż dróg, potoków i strumieni. Takie miejsca są niezwykle atrakcyjne turystycznie i biologicznie. Po wycięciu drzew w tych miejscach, robi się łyso, gorąco, zaczyna rosnąć trawa, a miejscówki grzybowe diabli biorą. Czyli z miejsca super atrakcyjnego robi się kicha. ;((

Niestety, w wielu miejscach, ogołocono drogi i potoki ze starodrzewia świerkowego, który tam przeważał. Szkoda, że chociaż w takich miejscach, nie można wstrzymać wycinek. Idąc wzdłuż drogi w upale, bez cennego cienia rzucanego przez drzewa to żadna atrakcja turystyczna, a zmora i niechęć do powrotu w to miejsce. Takie działanie skutecznie odstraszy turystów. Tak to odbieram i zdania nie zmienię!!! Przecież wiadomo, że turyści najczęściej chodzą szlakami i drogami, a nie wdrapują się po stromych i niebezpiecznych stokach. Do tego dochodzi „szał” wycinania brzóz. Zauważyłem, że gatunek ten jest w wielu miejscach dosłownie wycięty do ostatniego egzemplarza. Dlaczego??? Gryzie? Kopie? A może świetnie hajcuje się w piecach z kominkami…

Druga sprawa – znacznie przyjemniejsza to odkrycie miejsca tzw. upraw pochodnych ze wspaniałymi daglezjami zielonymi. To jeden z najwyższych na świecie gatunków drzewa. Rośnie ich tam co najmniej kilkadziesiąt. Niektóre sięgają prawie 35-38 metrów. Kilka z nich to imponujące i grube olbrzymy. Kiedy Andrzej z Sylwią zaprowadzili mnie w to miejsce, które nazwałem daglezjową dolinką nie mogłem oderwać oczu od tych kolosów. Coś wspaniałego!!! Kilka zdjęć z dolinki też jest w tym wpisie. Radości miałem więcej niż wysokość tych wszystkich daglezji razem wziętych! ;))

Po wielu wspaniałych godzinach, spędzonych w lasach Kotliny Kłodzkiej, trochę zmęczeni, ale bardzo zadowoleni z grzybowych trofeów i leśnych wrażeń, wrocławscy zbójnicy przestali zbójować na stokach, dając wytchnienie przestraszonym grzybom. ;)) Jeszcze uroczyste fotografie, ogarnięcie się, przebranie i można było zaśpiewać WE ARE THE CHAMPIONS! ;)) Tak w skrócie wyglądała nasza cudowna, zbójnicko-górsko-stokowa wycieczka, którą jeszcze długo będziemy wspominać. Wybrane chwile z jej przebiegu są na 103. fotografiach, załączonych do tej relacji. Darz Grzyb! ;))

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

  • wojek //28 Lip 2017

    Witaj Paweł:)
    Daj sobie spokój z tym włóczeniem się po górach:) Janosik z Ondraszkiem zaczynaja wysyłać do komitetu protesty, że to im klientów płoszysz i nie mają jak zbójować. W jaki sposób ano taki, że już miejscowi zaczynają ustawiać znaki, tak, tak właśnie takie same jak w okolicach Bukowiny. Te z przekreślonymi sylwetkami grzybów. Nie ma dziwne, że i w takim układzie jakby turystów jest mniej.
    Ponadto tow. Lenart co Wy nam tutaj przedstawiacie?! Te zdechłe egzemplarze w dodatku mocno nadgryzione przez pełzającą zwierzynę leśną to mają być boletusy?!! Na takie boletusy to by się nawet zdechły ślimak obraził:) Ponadto Paweł jeśli chcesz zbierać ślimaczki to zapraszam do siebie na RODOS, te na pewno nie będą rzucać tekstami a odwal Ty się ode mnie ja NAPRAWDĘ NIE JESTEM GRZYBEM. A już na pewno nie jestem żadnym ślimakusem boletusem:) Sam ten weekend chyba będę musiał wytrzymac bez lasu, no chyba że zdążę podskoczyć niedaleko rowerem na zwiady. Trudno trzeba to jakoś przeżyć:
    Serdecznie pozdrawiam:)
    Darz Grzyb Pawle:)

    • Paweł Lenart //31 Lip 2017

      Cześć Wojtek! 😉
      Z Janosikiem i Ondraszkiem dogadaliśmy się i możemy zbójować, że hej! 😉
      Sylwetki przekreślonych grzybów na znakach to dobry pomysł. Odstraszy konkurencję. ;))
      Trochę prawdziwkowych kapci było na których ślimaki miały ucztę. Ale i tak zbiór był świetny. Powiadacie towarzyszu, że na RODOS macie ich całkiem sporo. Partia się Wam przyjrzy. ;))
      Zaczęły się upały, czyli… przerwa w grzybach. ;((

      Pozdrawiam, Darz Grzyb! 😉

  • wojek //03 Sie 2017

    Witaj Paweł:)
    No nie wiem komu Partia będzie się bacznie przyglądać. Zawieranie paktów bez zgody KGB z tow. Janosikiem i Ondraszkiem to strasznie kiepska sprawa. Ale wstawię sie za Wami w Komitecie przez pamięć na Wasze Bukowińskie przewagi. W szczególności za wzięcie do niewoli jaszcurki zwi….. e to znaczy smoka ognistego, który pustoszył et. etc.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    • Paweł Lenart //07 Sie 2017

      Czyli „Partia rządzi, Partia radzi, Partia nigdy Was nie zdradzi”. Darz Grzyb! 😉