facebooktwitteryoutube
Aktualności - 16 Sie, 2017
- 2 komentarze
Wczesno-sierpniowy przegląd lasu.

Zastanawiałem się, czy zrobić relację z mojej wczesno-sierpniowej wycieczki na Wzgórza Twardogórskie. W końcu mamy przerwę po czerwcowo-lipcowych pojawach grzybów, czyli dla kogoś poszukującego informacji o grzybach, ta jedna już jest. Generalnie nie ma grzybów. Tydzień wysokich temperatur szybko pogorszył warunki do wzrostu kapeluszników. Ale kto by się tym przejmował. Brak grzybów nie oznacza braku różnorodności wydarzeń z życia lasu. ;))

Wycieczkę rozpocząłem od wyjazdu pociągiem z Wrocławia Nadodrze. Postanowiłem pokazać nazwę stacji z perspektywy budynków stojących naprzeciwko dworca. Taki odskok od tradycyjnego pokazywania stacyjki. Tymczasem na pierwszym peronie rozpoczął się remont dachu. Nareszcie, bo podczas deszczu, woda na głowę lała się strumieniami. Po przyjeździe do lasu, skupiłem się na zbiorze jeżyn. Pyszne, dojrzałe, soczyste. Na soki, konfitury, wino lub na świeżo. Po prostu pycha! ;))

Jeżyny na Wzgórzach, najchętniej rosną po skrajach lasów ponieważ jest to roślina ciepło-światłolubna. Nie oznacza to ich braku w bardziej zacienionych miejscach, czy nawet w środku lasu. Zauważyłem, że jeżyny chętnie „wspinają” się na drucianych siatkach, które leśnicy ustawiają w miejscach odnowień sztucznych lub naturalnych. Po trzebieżach lub zrębach dociera więcej światła słonecznego, które natychmiast jest wykorzystywane przez kłujące pyszności.

Jednym z pierwszych grzybów, którego znalazłem był koźlarz topolowy. Wymęczony bidulka upałami, przygarbiony jak grzybowy Quasimodo, zaczerwiony jak śliwki-robaczywki, przeczołgany niczym żołnierz na poligonie pod Świętoszowem. Ale był grzybowym twardzielem, bo jeszcze rósł. Ostatnim wysiłkiem trzonu udawał, że wszystko jest w porządku i dumnie trwa na grzybowej straży w topolach osikach. Pozostawiłem go w lesie z prośbą o wysianie współtowarzyszy w miesiącu wrześniu. ;))

Następne grzybki to przedstawiciele saprofitów. Ten drugi to ponurnik aksamitny nazywany do niedawna krowiakiem aksamitnym. Wyjątkowo upodobał sobie z grzybiarzami zabawę w robienie w konia. Szczególnie młode owocniki, które łudząco przypominają kapelusze podgrzybkowych „czarnych łebków”. Ileż to razy dałem się nabrać! Taki grzybowo-smerfny „Zgrywus”. Dobrze, że jeszcze nie obsypuje grzybiarza zarodnikami dla wzmocnienia efektu zaskoczenia. ;)) Po goryczakach to chyba drugi, najbardziej psikuśny gatunek grzybów w okresie letnim.

I kolejny przedstawiciel zjadaczy drewna (może wiesz, co to za gatunek?). A na drugim zdjęciu kurki rosnące pod dębami czerwonymi w pobliżu podgrzybków tęgoskórowych, którym poświęciłem odrębny wpis. To stanowisko jest o tyle ciekawe, że znajduje się wyłącznie w otoczeniu dębów czerwonych. Czyli można przyjąć, że przedstawiciele pieprzników mikoryzują z dębami czerwonymi. Skoro mowa o pieprznikach to ślę pozdrowienia dla Marianny, która prowadzi bloga pod nazwą ( http://pieprznik.pl/ ). ;))

Czas na wagę ciężką. Przedstawiciel boletus edulis, czyli borowika szlachetnego. Po kilku dniach gorączki, sfatygowany do granic grzybowej wytrzymałości, popękany, sponiewierany i zaatakowany przez robaki. Ale i tak gęba mi się ucieszyła na jego widok. Tak już mam. ;)) Zdjęcie obok to koźlarz pomarańczowożółty. Wygląd, jak na takie warunki – całkiem, całkiem. I to na tyle bo w środku larwalne disco polo live. ;)) Nawet ten gatunek, który słynie ze zdrowotności, czasami ulega presji robaczanej.

Kilka mleczajów – jak domniemywam – chrząstek. A może to mleczaj biel? Nie chciało mi się dokładnie identyfikować. Mając na uwadze fakt, że mleczaj chrząstka na tych terenach jest znacznie częściej spotykany niż mleczaj biel to na „pałę” myślę, że to chrząstka. Na pewno mleczko miał białe i bardzo piekące. Niektórzy grzybiarze kiszą ten gatunek i wcinają pod postacią dodatków do dań, sałatek lub… jako zakąska pod wódeczkę. Ja tego nie praktykuję i nie polecam, ale tym, co tak robią, życzę na zdrowie! ;))

Tęgoskór cytrynowy, do niedawna nazywany pospolitym ponieważ… jest bardzo pospolity. Ale Amerykę odkryłem. Szykujcie Nobla. ;)) To taki leśny kartofel, rosnący gdzie popadnie, szczególnie przy drogach, w pobliżu rowów, na miedzach, skarpach i generalnie w takich byle jakich miejscach. I sam jest taki byle jaki. Niczym bulwa jakiegoś warzywa lub duży bobek jakiegoś zwierzaka… ;)) Kompletni laicy biorą go za truflę, piestrówkę, jeleniaka i czort wie co jeszcze.

Ale ściółeczka! Jak grzybów brak to tylko komara przyciąć! ;)) Zdarzyło Ci się spać w lesie? Jeżeli nie to naprawdę z mocą mojego donośnego głosu polecam! Ja spałem w lesie wiele razy. 2 godziny snu leśnego to lepsze niż 8 godzin w najwygodniejszym łóżku i zdania nie zmienię. Oczywiście muszą być dobre warunki i miejsce. Czyli ciepło, słonecznie, przytulne miejsce bez bliskości mrowiska, bagien lub skraju lasu, gdzie bąki i komary czyhają, aby wydoić Ciebie z krwi jak człowiek krowę z mleka. ;))

Czubajki kanie odmiana sflaczała. Upały niszczą ich gibkość, turgor i jędrność. Robaki zjadają od wewnątrz. I jak tu wrzucić takiego kotlecika na patelnię? Nic z tego. Trzeba pozostawić w lesie i czekać na lepsze kaniowo czasy. Niektóre wyglądają jak po solidnej imprezie. A może grzyby tańcują i bawią się, jak grzybiarz ich nie widzi? Kto to wie. Ponoć człowiek poznał dopiero kilka procent tajemnic przyrody. ;))

No i Pan Wrzos. Zakwitło mu się z początkiem sierpnia. Nadymał się i napuchł pod koniec lipca, aby eksplodować fioletowymi kwiatami w sierpniu. To już zwiastun zmiany pór roku, chociaż mamy jeszcze lato pełną gębą. Tak się jakoś przyjęło, że kwitnące wrzosy to znak, że do jesieni bliżej niż dalej. Żal lata? Tak jak co roku? Ale coś za coś. Nadchodzi najważniejszy czas dla grzybiarzy. Prawda, że na sercu już lżej? ;)) Borowiki, kozaki, kanie, rydze, podgrzybki, zielonki, maślaki, opieńki… Na samą myśl robi się superancko w głowie. ;))

Przy tych wrzosach to ja utknąłem w pogodzeniu (nadążaniu) słowa pisanego ze zdjęciami. Bo ile można pisać o wrzosach, poza tym, że są wspaniałe, przepiękne, miododajne, itp.? Pawle – trzeba było wrzucić mniej fotek wrzosów. Nie da się. Pierwsze wrzosy zawsze zachwycają i kilka zdjęć muszę wrzucić. Basta! A co dalej na fotkach? Spora różnorodność wczesno-sierpniowego lasu.

Ujęcie z młodnika brzozowego (miejsca bardzo dobrego na koźlarze pomarańczowożółte), rzut aparatu na ścianę lasu, kilka fotek ze skraju lasu na łąkę i następny las. Dalej – fotki z klasycznego, sosnowego lasu gospodarczego. Jeszcze dalej – urocze, bukowińsko-międzyborskie drogi leśne, pokazane w nieco mrocznych, ale jakże urzekających klimatach. Przed nimi – lustrzane odbicie fragmentów lasu w kałużach. W nich także dostrzegam piękno! ;))

Dalej – m.in. nawłoć i intensywna praca motyli, „bąble” pod dębowymi liśćmi czyli galasy. Ładnie tłumaczy to Wikipedia: „galas – w szerszym ujęciu do utworów galasowych zaliczane są patologiczne narośla powstałe w wyniku rozrostu tkanki roślinnej na liściach, łodydze lub korzeniach. Szczególnym utworem są galasy wytwarzane u roślin zaatakowanych przez owady – galasówki. Galasy to także brodawki korzeniowe oraz struktury określane jako czarcie miotły”.

„Powstawanie galasów może być indukowane przez wirusy, bakterie, grzyby, nicienie, roztocza lub owady. Ponadto mianem galasów określa się wyrośla na koralowcach wywoływane przez niektóre kraby z rodziny Cryptochiridae. Inni autorzy określają nazwą galas wyłącznie wyrośla powstałe w wyniku działania galasówkowatych (owady z rzędu błonkoskrzydłych), uznając je za jeden z wielu rodzajów wyrośli (cecidium). Powstają w wyniku nakłucia tkanek i złożenia w ranie jaj przez samice galasówkowatych. Funkcją tak utworzonych galasów jest ochrona żerujących wewnątrz larw”.

Tajemnica „bąbli”, czy też kuleczek rozwikłana to jadę dalej. Po galasach załączyłem dwa zdjęcia liści buka zwyczajnego podświetlone przez promienie słoneczne. Jak takich widoków brakuje w zimie! Trzeba się napatrzeć, bo to już ostatnie tygodnie takich obrazów. Od końca października do maja będzie ich deficyt. Później jest kilka fotek prezentowanego już na blogu dębu szypułkowego „Polny Wódz”. Co to jest za drzewo! Za każdym razem mnie hipnotyzuje! Ogrom i potęga! Magia i leśny czar! ;))

Na koniec Bukowinian. Klon srebrzysty z bukowińskiej stacji kolejowej. Perła dendroflory. Chociaż drzewo prezentuje się nad wyraz okazale, nie mam dobrych informacji. Od wschodniej strony, widać coraz więcej suchoczubów na tym wyjątkowym drzewie, a na pniu, kilka metrów nad ziemią, pojawiły się owocniki grzybów pasożytniczych. „Nic nie może przecież wiecznie trwać” to słowa piosenki Anny Jantar. Miałaś rację Aniu… Bukowinian prawdopodobnie rozpoczął podróż powrotną. Po ponad stu latach jej trwania od ziemi, teraz następuje zmiana kierunku i będzie przebiegać do ziemi… Oby była jak najdłuższa.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

  • wigomar //17 Sie 2017

    Fascynujące, gratuluję, byłam tam w ostatnim dniu lipca i myślę, że w tę sobotę też sobie nie odpuszczę, pozdrawiam

    • Paweł Lenart //19 Sie 2017

      Dziękuję serdecznie. Do lasu zawsze warto pojechać. 😉