Przejdź do treści
Borowikowymi ścieżkami.

Wtorek, 8. września 2026 roku. Drugie wrześniowe grzybobranie w lasach Bukowiny Sycowskiej. Poranek jest bardzo chłodny, ale w ciągu dnia temperatura podskoczy aż do 30-stu stopni C.

Będzie to pierwszy z dwóch gorących/upalnych dni, po których dosyć mocno się ochłodzi. Byłem bardzo ciekawy, jak rozwinął się wysyp prawdziwków, którego początek miał miejsce na początku miesiąca.

Ponieważ temperament tego wysypu, wciąż ma charakter letni, to można było spodziewać się kontynuacji klucia owocników tylko w niektórych miejscach.

Z rana zrobiłem szybki obchód po kilku miejscach i nazbierałem do obiektywu tradycyjny zestaw zdjęć z terenów, które należą do czołówki najbardziej reprezentatywnych klimatów Bukowiny Sycowskiej.

Temperatura szybko szła do góry, dlatego musiałem schować bluzę do plecaka. Tak jak kilka dni wcześniej, byłem jedynym grzybiarzem, który wysiadł z rana z pociągu na bukowińskiej stacyjce.

Z grzybowych celów, numerem jeden były prawdziwki, oczywiście przy okazji zaplanowałem sprawdzić wiele miejsc na inne gatunki, w tym na koźlarze, podgrzybki, maślaki, kanie, siedzunie czy ceglasie.

W lesie zrobiło się już dosyć mocno sucho, wilgoci w wierzchniej warstwie ściółki, było dużo mniej niż pięć dni wcześniej.

Prawdziwki jednak dały radę i wykluły swoich przeuroczych reprezentantów. Ich zdrowotność była na podobnym poziomie, czyli około 65/70 %, przy czym w niektórych miejscach notowałem przewagę zdrowych owocników, w innych zdecydowanie robaczywych.

Wyprawa ta była bardzo podobna do poprzedniej. Przez cały czas spędzony w lesie nie spotkałem innych grzybiarzy, wyjątkiem był jeden podchmielony i rozweselony miejscowy, który po południu postanowił przejść się z pieskiem na spacer i przy okazji sprawdzić kilka grzybowych miejsc.

Jednak jego dość odmienny stan trzeźwości pozwalał mi na stwierdzenie, że w tym dniu, jegomość ten lasów i grzybów raczej nie podbije. 🙃

Skupiłem się na swoich wydeptanych wiele lat temu borowikowych ścieżkach i bardzo skrupulatnie, przy pełnym delektowaniu się późnoletnim/wczesnojesiennym lasem, deptałem kolejne miejsca po kultowych kniejach i borach Bukowiny.

Prawdziwki czekały na mnie. Praktycznie wszystkie odwiedzone przeze mnie miejscówki, nie miały w sobie śladów po wcześniejszych grzybiarzach pod postacią resztek krojonych lub oskrobanych grzybach.

Niektóre owocniki dorosły do większych rozmiarów. Większość z nich była zdrowa lub przynajmniej zdrowa w kapeluszach, ponieważ trzony często miały zasiedlone przez czerwie.

Prawdziwki spotykałem na różnych stanowiskach. Część wyrosła w zeszłorocznych liściach na stosunkowo suchych siedliskach.

Inne wykluły się w jagodowych krzewinkach lub w wilgotniejszych miejscach z przewagą pięknych, zielonych mchów.

Jedne z najpiękniejszych borowików znalazłem w młodych buczynach. Szkoda, że połowa z nich nie nadawała się do zbioru z powodu dzikich, wijących się lokatorów. 🐛 😜

W buczynach tych, gdzie rosną niewielkie kępki jagodowych krzewinek, wśród zeszłorocznych, wyschniętych liści i domieszką paproci, borowiki wyglądają naprawdę czarująco.

Młoda buczyna daje grzybom specyficzny klimat – jest tu cień, wilgotna ściółka i spokojna, leśna atmosfera.

W młodej buczynie prawdziwki wyglądają tak, jakby wyrastały z samego serca jesiennego lasu. Ich kapelusze pojawiają się pomiędzy bukowymi liśćmi niczym małe, brązowe latarnie wskazujące drogę kolejnym znaleziskom.

Czasem wystarczy odsunąć kilka liści, aby pod nimi odkryć młodego, zdrowego borowika, który dopiero rozpoczyna swoje leśne życie. Jeden prawdziwek często daje nadzieję na następne, dlatego każdy kolejny krok staje się jeszcze bardziej uważny.

Wzrok wędruje od jednego buka do drugiego, a pod każdym z nich czai się pytanie: czy właśnie tutaj pokaże się kolejny kapelusz?

Szczególnie pięknie wyglądają młode prawdziwki w porannym, rozproszonym świetle, kiedy krople wilgoci osiadają na ściółce, a bukowe liście tworzą wokół nich naturalną oprawę. Niektóre są jeszcze malutkie i dopiero przebijają się przez leśne runo, inne zdążyły już rozwinąć swoje okazałe kapelusze.

Poza prawdziwkami znalazłem kilka ładnych krasnoborowików ceglastoporych i pierwsze wrześniowe podgrzybki.

Koszyk uzupełniły piękne koźlarze czerwone. Wyjątkowo urokliwą koźlarzową trójcę znalazłem na stałej miejscówce wśród trawy i topoli osik.

Miejscami pojawiły się inne koźlarze oraz maślaki pstre. Tym razem znalazłem tylko jednego siedzunia sosnowego, natomiast czubajki kanie są w odwrocie, choć miejscami można spotkać klujące się młode owocniki.

Grzybowy świat Bukowiny, nadal jest charakterystyczny dla letnich wysypów, tylko muchomory czerwone zdradzają, że grzybni i grzybom w strzępkach, jest już bliżej do jesieni niż do lata.

Jednak na pełną jesienną odsłonę grzybowego świata lasów Bukowiny trzeba jeszcze poczekać. To oczekiwanie jest ściśle uzależnione od wilgoci, której w ostatnich dniach sporo ubyło.

Wprawdzie po gorących dniach przeszedł front z opadami deszczu, jednak sumy opadów wyniosły około 8/9 mm. To zdecydowanie za mało na solidny rozruch podziemnej fabryki mykologicznej.

Jednymi z ostatnich gatunków, które udało mi się obejrzeć podczas wędrówki, były czernidłaki kołpakowate. Wyrosły na swoich szlagierowych stanowiskach.

Drugie wrześniowe grzybobranie w Bukowinie uważam za bardzo dobre. Tak jak na początku września, grzyby zebrane do koszyka trafiły po bardzo starannych oględzinach i selekcji w lesie. W domu przy ich przerabianiu, nie odrzuciłem ani jednego owocnika.

Za to ich zapach unosił się w całym mieszkaniu przez długi czas, gdyż prawie cały zbiór trafił do suszarek i został przerobiony na pachnący, aromatyczny susz.

Na koniec trochę leśnych krajobrazów i przemyśleń. Trudno obecnie powiedzieć, jak rozwinie się dalsza część grzybowej jesieni (choć jeszcze kalendarzowego lata) w lasach Bukowiny.

Martwi niedobór wilgoci i szybki jej ubytek przez ostatnie ciepłe dni. Prognozy pogody są na razie mocno zmienne, od cieplejszych i suchych po chłodniejsze, a miejscami wręcz zimne i wilgotne.

Pierwsze podgrzybki mogą być zwiastunem jakiegoś podgrzybkowego rozruchu, niektóre relacje grzybiarzy na FB wskazują, że miejscami jest ich całkiem sporo. Tylko czy w obecnych warunkach wilgotnościowych, zdołają uformować coś prężniejszego, czy jednak tylko punktowe wypryski?

Myślę, że najbliższa wyprawa do Bukowiny da rzetelną odpowiedź na te pytania. Jednak nie ma się co łudzić – na naprawdę mocny, masowy jesienny wysyp w lasach Bukowiny potrzebne są solidne opady deszczu, rzędu 40/50 lub więcej mm.

W lasach przechodzi kulminacja kwitnięcia wrzosów, miejscami widać już schyłek fioletowej rewii wrzosowej mody, ale wciąż można spotkać rewelacyjnie prezentujące się skupiska tej wdzięcznej krzewinki.

W szlagierowych podgrzybkowych borach było pusto. Może teraz sytuacja zmieniła się na plus? Trzeba to sprawdzić.

Miejscówki na jesienne borowiki również były puste. Bez znaczących, silnych opadów raczej nie wystartują, a jak znajdzie się jakiś odważny owocnik i zdoła się wykluć, to szybko zostanie pożarty przez czerwie lub wysuszony przez niedobór wilgoci.

Ogólna sytuacja hydrologiczna na Wzgórzach Twardogórskich, wciąż jest bardzo kiepska, co widać po poziomie wody w stawach, oczkach wodnych, rowach i licznych ciekach wodnych, z których większość jest całkowicie pozbawiona wilgoci.

O sytuacji grzybowej i dalszych grzybowych perspektywach na drugą połowę września, napiszę więcej w najbliższym dolnośląskich komentarzu grzybowym.

We wrześniowym lesie lato odchodzi bez pożegnania, zostawiając między drzewami zapach wilgoci, grzybów i nadchodzącej jesieni. 🍄🌲🌳✨🍁🌧😉
Darz Grzyb!
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.Akceptuję Odrzucić Więcej Polityka prywatności & Cookies