Przejdź do treści
Czerwcowe jagody.

Czwartek, 25 czerwca 2026 roku. Trzecia jagodowa wyprawa w tym sezonie i ponownie rozpoczynam swoją leśną eskapadę od Bukowiny Sycowskiej. Do Polski zmierza bardzo silna fala upałów, której kulminacja ma przypaść na weekend.

Zanim dojdę na jagodowe stanowiska, podziwiam tradycyjne i piękne w Bukowinie, harmonijne połączenie pól uprawnych, łąk i lasów. To krajobrazowa wizytówka tych terenów.

Jest to jeden z wielu argumentów przemawiających za tym, żeby nic nie zmieniać. Od dziesiątek lat pola, łąki i lasy Bukowiny stanowią jedność i harmonię, którą należy zachować dla następnych pokoleń.

Piszę o tym dlatego, że wiele takich pięknych miejsc w Polsce zostało zaśmieconych krajobrazowo, choćby przez budowę wielkich farm fotowoltaicznych lub nadmierną koncentrację domków i osiedli. Macki tej brzydoty, mogą i tu sięgnąć.

Czasami do tego niechcianego kompletu dochodzą wielkie hale magazynowe, zakłady, itp. Dlatego należy chronić te proste i genialne jednocześnie rozwiązania, które wypracowały poprzednie pokolenia mieszkańców Bukowiny i przylegających do niej miejscowości.

Mój plan na czwartkową wyprawę był prosty, podobny jak dziesiątki poprzednich. Najpierw “zakopię się” w jagodach, a po południu, w ramach przerwy dla rozprostowania stawów i kręgosłupa, rzucę okiem tu i ówdzie za grzybami.

Pierwsze miejscówki grzybowe sprawdziłem jeszcze przed zbieraniem jagód, bowiem znajdują się po drodze do jagodowego boru.

Wprawdzie bywały czerwce, w których z grzybowego punktu widzenia było bardzo ciekawie, ale w tym roku tak nie jest. Zresztą w wielu poprzednich czerwcach też było licho.

Po szybkim sprawdzeniu wybranych miejscówek na koźlarze, borowiki, podgrzybki, czubajki, kanie czy maślaki, zaszyłem się w krzewinkach borówek.

Nie znalazłem ani jednego grzyba rurkowego, nadzieją były jeszcze dwie miejscówki na krasnoborowiki ceglastopore, ale i one okazały się puste.

Zatem należało wziąć się ostro do pracy i rozpocząć skubanie czyli “dojenie” jagód. W tym roku, leśne skarby nafaszerowane witaminami i innymi dobrami mocno zaskoczyły.

Wiosenne przymrozki, które nie odpuszczały prawie do końca kwietnia oraz skrajnie sucha wiosna, napawały wielkim pesymizmem co do pomyślności sezonu jagodowego.

Tymczasem sezon rozkręcił się na dobre i już mogę napisać, że będzie on prawdopodobnie co najmniej tak dobry jak sezon 2025.

Udało mi się nazbierać 24 litry owocowych kulek, które zostały przetworzone na soki, koktajl i kompoty, a część z nich “poległa” na talerzu w pierogach. 😉

Z grzybowego punktu widzenia, ciekawiej zrobiło się podczas przerwy w zbieraniu jagód. Na około 40/50 minut wyskoczyłem prześwietlić kilka pobliskich miejsc, których nie odwiedziłem w drodze na jagody.

Odkryłem stanowisko rzadkiego boczniaka łyżkowatego – smacznego grzyba jadalnego. Nie wziąłem znalezionych owocników do konsumpcji, niemniej obejrzałem je dokładnie i zrobiłem kilka zdjęć.

Za to stara dobra miejscówek na kurki nie zawiodła i dla nich nie byłem już tak wyrozumiały. 🙃 Dwie solidne garście wystarczyły jako ekstra dodatek do rodzinnej jajecznicy.

Smaku i aromatu do kurek dodał jeden zdrowy borowik, który wyrósł w dębach czerwonych, choć mykoryzowo, raczej związał się z rosnącym w pobliżu dębem szypułkowym.

Tak więc grzybów w sumie nie było, ale jednak coś się znalazło, co mile podłechtało serce i wzrok grzybiarza, a w domu kubki smakowe.

No i jeszcze trochę zdjęć w drodze tam i z powrotem. Jak to mam w zwyczaju, chciałem uchwycić w obiektywie fragmenty różnorodności leśnej lasów Bukowiny. Czasami ta różnorodność zostaje wycięta…

Bardzo urokliwy fragment lasu z przebiegającym przez niego duktem leśnym, został po prawej stronie całkowicie wycięty. Przy okazji ścięto jedną z pereł dendroflory tych terenów – brzozę brodawkowatą “Dorodną”.

Gospodarka leśna ciągle przypomina mi, żeby nie traktować rosnących tu lasów jako coś stałego. Wcześniej czy później przychodzi czas wyrębu i mozolny, długi proces odradzania się danego fragmentu lasu, rozpoczyna się na nowo.

Na jednej z dróg dostrzegłem zająca. Szybko się zorientował, że coś lub ktoś drepcze w jego stronę, ale zanim czmychnął w gęste zarośla, udało mi się zrobić zdjęcia “pogromcy” kapusty na polu. 😉

Jeżyny przechodzą przez pełnię kwitnienia, w drugiej połowie lipca będzie można już zbierać pierwsze owoce. Pogoda w czwartek była jeszcze znośna, choć w południe zrobiło się gorąco.

Kończący się czerwiec w lesie ma w sobie niezwykły spokój i dojrzałość. Wiosenna świeżość powoli ustępuje miejsca pełni lata, a przyroda zdaje się oddychać głębiej i spokojniej.

Korony drzew są już gęste, soczyście zielone i rzucają przyjemny cień na leśne ścieżki. Powietrze pachnie żywicą, nagrzaną korą oraz wilgotnym mchem, który nawet podczas upałów zachowuje odrobinę chłodu.

Poranki rozbrzmiewają śpiewem ptaków, choć nie jest on już tak intensywny jak kilka tygodni wcześniej. Coraz częściej uwagę przyciąga delikatny szum liści poruszanych ciepłym wiatrem oraz brzęczenie owadów pracowicie przemierzających leśne polany.

Końcówka czerwca to również czas oczekiwania. Grzybiarze z nadzieją spoglądają na prognozy pogody, licząc na deszcze, które przyniosą pierwsze letnie wysypy grzybów.

Miłośnicy przyrody dostrzegają coraz więcej oznak nadchodzącego lipca – dni są długie, wieczory ciepłe, a zachodzące Słońce długo pozostawia między pniami drzew złocistą poświatę.

Las u schyłku czerwca uczy cierpliwości i uważności. Pokazuje, że każda pora roku ma własne piękno, a przejście od wiosny do lata jest jednym z najbardziej harmonijnych momentów w całym przyrodniczym kalendarzu.

To czas, kiedy warto na chwilę przystanąć, wsłuchać się w szum koron i poczuć, że natura nieustannie trwa w swoim odwiecznym rytmie.

Czerwiec odchodzi z lasu cicho, jak wędrowiec, który nie chce zakłócić spokoju miejsca, jakie przez cały miesiąc było jego domem. Pozostawia po sobie długie, ciepłe dni, zapach rozgrzanych sosen i wspomnienie poranków skąpanych w srebrzystej rosie.

Odchodzący czerwiec nie żegna się smutkiem. Raczej z uśmiechem przekazuje las w ręce lipca – miesiąca jagód, ciepłych nocy i długich wędrówek. Pozostawia po sobie wdzięczność za każdą chwilę spędzoną między drzewami oraz ciche przekonanie, że do tego miejsca zawsze warto wracać, niezależnie od pory roku.

Bo las nie tylko zmienia się wraz z kalendarzem – on zmienia także każdego, kto potrafi zatrzymać się w nim choć na chwilę i wsłuchać w jego ponadczasową opowieść.

Za mną są już dwie włóczęgi lipcowo-jagodowe, o których postaram się napisać jak najszybciej.
Darz Grzyb!
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.Akceptuję Odrzucić Więcej Polityka prywatności & Cookies