Przejdź do treści
Gdy deszczowy dzień nadchodzi, tylko wariat jedzie na jagody. 🙃

Środa, 15 lipca 2026 roku. Prognozy pogody jednoznacznie wskazują, że w południowo-zachodniej Polsce wystąpią burze z silnymi ulewami, miejscami opadami gradu i niebezpiecznymi podmuchami wiatru. Nad Wrocław burza nadciąga już przed 6. z rana. Mój pociąg do Bukowiny wyjeżdża kilkanaście minut po 5. Z okna pociągu obserwuję błyskawice i czarne chmury, które zawisły nad miastem. W Bukowinie jest pochmurno, ale nie pada i wydaje się, że na razie burze ominą te tereny.

Na stacji wysiadam sam. Pstrykam kilka zdjęć i wyruszam do lasu. Na terenie kolejowym dookoła stacji panuje jeszcze spory bałagan, walają się różne klamoty, stare szyny, trochę sprzętu i narzędzi. Do tego droga dojazdowa jest w fatalnym stanie i teraz ona wymaga solidnego remontu.

Spoglądam na radary w telefonie. Widać, jak burze kotłują się kilkadziesiąt/kilkanaście kilometrów od Bukowiny. Symulacja przemieszczania się stref burz i opadów wskazuje, że wcześniej czy później coś nadciągnie nad Bukowinę. Cóż, jak już przyjechałem to idę do lasu. 😉

Na razie panuje idealna aura, niebo jest zachmurzone, temperatura komfortowa czyli warunki są bardzo dobre, aby zaszyć się w jagodowych krzewinkach. Niemniej powietrze jest wilgotne i dosyć parne, po prostu czuć, że “coś” w nim wisi i kwestią czasu jest spadnięcie tego “cosia”. 😮

Wchodzę do leśnych komnat, planuję pójść w miejsce, gdzie jagód jest w przysłowiowy bród. Potrzebuję około 30 minut żeby tam dotrzeć, choć obecnie owoców jest tyle, że wystarczy wejść do pierwszego z brzegu boru sosnowego, aby rozpocząć dobre zbiory jagodowych skarbów.

W lesie panuje cisza, wiatr ustał, w oddali słychać pomruki burzy, która zawisła gdzieś na skraju Wielkopolski. Druga kotłuje się w okolicach Trzebnicy, Milicza i Obornik Śląskich. Ponownie spoglądam na radary. Burze te mają prawie stacjonarny charakter, z ich trajektorii nie widać, aby miały ochotę przemieścić się nad Bukowinę.

W drodze na jagody, pośpiesznie przeglądam kilka miejsc na koźlarze, których wciąż nie widać. Ciągle zastanawiam się, jakie są przyczyny zaniku letnich koźlarzy pomarańczowo-żółtych? Ta myśl towarzyszy mi od dawna, nieraz wspominam o niej w jagodowych relacjach. Ostatnio również nawiązałem do tego wątku.

Przechodzę przez ostatnie miejsca przed docelowym borem jagodowym. Idę na skróty. To przywilej włóczęgi, który zna lasy jak własną kieszeń. Dzięki temu zaoszczędzę około 15 minut. Do przedreptania pozostaje jeszcze tylko fragment terenu z młodnikami.

Młody las rośnie żwawo, leśnicy urozmaicili skład gatunkowy drzew. Wcześniej rosły tu same sosny, teraz widzę zwarte gniazdo buków, gdzieniegdzie posadzono świerki i brzozy.

Za młodnikami rozpoczynam zbiory jagód. Zbieranie ruszyło z kopyta, obfitość owoców i świetna aura zachęcają do jagodowej skubaniny. Stan ten trwa mniej więcej do 10. Następnie niebo pociemniało i zaczął kropić deszcz. Spojrzałem na radary. Od południa zbliża się mocno uwodniona formacja. Nie jest to burza, ale solidna ulewa, która na 99% mnie dopadnie. Minął kwadrans i chlusnęło! Przez 20 minut muszę przeczekać ulewę. ☂ Widoczność znacznie zmalała, zrobiło się siwo. Dookoła rozbrzmiewał głośny szum letniego deszczu. Poderwał się również umiarkowany wiatr. 🌧

W końcu ulewa przeszła, wiatr się uspokoił, krzewinki i owoce zostały dokładnie umyte, a wraz z nimi leśna ściółka. Cóż wariacie, chciałeś to masz! 🙃 Kto jedzie na jagody, kiedy prognozy pogody wiele razy ostrzegają przed ulewami. Tylko wariat! 😂 Zaczynam kontynuować zbiory. Cały czas jest pochmurno, od czasu do czasu przelotnie pada, ale znacznie mniej intensywnie niż podczas wspomnianej ulewy.

Drugi większy opad deszczu dopada mnie około 12:30. Daleko mu było do przedpołudniowej ulewy, za to trwał około 2. godzin. Nie jest na tyle silny, żeby zaprzestać zbierania, niemniej runo leśne jest kompletnie przemoczone. Trochę irytują mnie przyklejające się liście do dłoni, ale to i tak jest lepsze niż zbieranie na sucho w 38 stopniach C w cieniu. 🙄😜

A kiedy wczesnym wieczorem spojrzałem na efekt mojej pracy, z radością stwierdziłem – warto było zaryzykować! Kolejny fenomenalny i chyba już przedostatni zbiór jagód w tym sezonie. Po raz drugi pękło 30 litrów. Czyli drugi raz z rzędu wyrównałem mój nowy jagodowy rekord. Pierwszy raz zebrałem trzydziestkę 11. lipca.

Po zakończeniu zbiorów musiałem się przebrać, gdyż koszulka i bluza były kompletnie przemoczone. Za to w butach miałem sucho, ponieważ założyłem gumowce. W drodze powrotnej pstryknąłem tylko kilka fotek. Ciężar niesionych owoców i spadające z drzew liczne krople deszczu, nie sprzyjały leśnej fotografii.

Zastanawiam się tylko, czy w tym dniu ktoś inny oprócz mnie, odważył się w lasach Bukowiny na zbieranie jagód? Czy gdzieś w krzewinkach siedział podobnie nawiedzony wariat-ryzykant i wbrew ostrzeżeniom meteorologicznym, podjął się jagodowej misji? 😁

Tymczasem leśne wieści niosą, że w Borach Dolnośląskich ma miejsce letni ruch grzybotwórczy, który reprezentują borowiki sosnowe, koźlarze i kurki. Może na dniach uda mi się tam pojechać, ale wszystko zależy od zasobów czasowych, których – jak większość ludzi – mam spory deficyt.
Darz Grzyb!
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.Akceptuję Odrzucić Więcej Polityka prywatności & Cookies