Aktualności Grzyby Las Perły dendroflory

Grudniowa wędrówka śladami ciszy po lasach.

Grudniowa wędrówka śladami ciszy po lasach.

Środa, 10 grudnia 2025 roku. Ostatnia zaplanowana przeze mnie wycieczka na tereny Wzgórz Twardogórskich i okolic w tym roku. Listopadowy incydent zimowy przeszedł do historii. Aura przypominała połowę marca a nie połowę grudnia. Wyprawę rozpoczynam w Drołtowicach. Przede mną kilka pięknych godzin w samotności i grudniowej ciszy leśnej krainy.

Wschodzące Słońce za zasłoną malowniczo podświetlonych chmur, rozpoczyna nowy dzień na drołtowickiej ziemi. Po zachodniej, bezchmurnej części nieba wędruje Księżyc. Zbliża się do ostatniej kwadry, aby za nieco ponad tydzień zniknąć z pola widzenia w tajemniczym nowiu.

Wędruję polną ścieżką, zbliżając się do pięknej starej alei, którą buduje kilka gatunków drzew. To w niej rosną dwa, znacznie wyróżniające się okazy, które zaprezentuję w następnym cyklu pereł dendroflory Wzgórz Twardogórskich i okolic.

W alei rosną przede wszystkim jesiony wyniosłe, robinie białe, dęby szypułkowe, klony pospolite i kilka gatunków krzewów. Aleja jest długa i prowadzi do drołtowickich lasów.

Na skraju lasu rozpoczęła się ceremonia porannych cudów. Mglista poświata snuje się nisko nad ziemią, strzeże tajemnic lasu i jego mieszkańców. Nad mgłą unosi się cisza – mistrzyni spokoju w białej szacie.

Słońce wzniosło się ponad korony drzew. Już od rana panuje nienaturalnie ciepła aura. W powietrzu unosi się intensywny zapach wilgoci po obfitych, listopadowych opadach i tych z początku grudnia.

Po wejściu do lasu obracam się za siebie. Na kilka godzin pozostawiam świat rozległych pól i łąk, spowitych porannymi zamgleniami. Dokumentuję obrazy namalowane przez przyrodę, przy czym pędzel artysty trzyma tu las.

Po wejściu na tereny leśne, wita mnie grudniowa cisza. Bezwietrzna energia lasu, od razu zaczyna na mnie działać. Las jest przepełniony wilgocią, której tak często brakuje w miesiącach wiosenno-letnich.

Teraz Słońce zaczyna “wypędzać” mgłę ze ściółki, która wije się w pętli tajemnic oraz pytań bez odpowiedzi. W skupieniu podziwiam i zachwycam się jej mocą.

Mgła jest duchem przyrody. Pojawia się nagle, bezszelestnie, przenika każdą szczelinę. Dla niej nie istnieją mury, kraty i bramy. I tak jak duch, potrafi nagle “rozpłynąć” się, zniknąć i pozostawić po sobie to, co zwiastowało jej nadejście. Czyli ciszę.

Grudniowa pajęczyna zmoczona poranną rosą, lepka, giętka i sprężysta. Nawet ona nie złapie i nie powstrzyma ducha mgły, który swobodnie przepływa przez jej misternie utkane struktury.

Z pewnej perspektywy pajęczyna jawi się jako gwiazda lasu, którą akcentują słoneczno-mgliste reflektory. Tuż obok w gęstym borze, mgła koncentruje swój temperament na ścieżce, która przecina ten bór.

Gdy tylko Słońce mocniej przyświeciło, na bardziej otwartych leśnych przestrzeniach, mgła nagle zanikła. Jak duch. Bezszelestnie. Czy odeszła już na dobre? Na szczęście jeszcze nie.

Miałem kilka pomysłów na wybór szlaku do Bukowiny. Wygrał nurt sentymentalny, który prowadzi do dendrologicznych patriarchów drołtowickich lasów.

I ponownie jak duch, pojawiła się mgła. Zawisła w leśnej gęstwinie, rozkładając przeźroczyste ramiona, tradycyjnie czyniąc to w bezszelestnej ceremonii rześkiego poranka.

Gałązki młodych sosen zostały przyozdobione przeźroczystymi perełkami kropelek wody. Napęczniałe od wilgoci mchy, zaakcentowały swoje głębokie, przepiękne, intensywnie zielone barwy.

Za gęstym młodnikiem i leśną polaną rosną patriarchowie drołtowickich lasów. Ale zostało ich niewielu. Część z nich padło z powodu starości, presji grawitacji i naturalnych katastrof. Leżą i powoli wnikają do wnętrza ziemi, z której kiedyś wykiełkowały.

Przegląd drzewnej starszyzny rozpoczynam od dwóch dębów “Pradziadków”. Dendrologiczny duet wciąż jakoś się trzyma, choć ich organizmy toczy wiele przypadłości.

Paradoksalnie, w tej ciężkiej dla nich fazie życia, prezentują się bardzo urokliwie. Starość to nie choroba. To duma, że udało się dożyć do tak słusznego wieku.

Kilka metrów dalej rośnie dąb “Prehistoryk”. Częściowo odarty z kory, z ubytkami większości korony. A jednak przetrwał. Wiele młodszych i zdrowych drzew padło. “Prehistoryk” trzyma się i ukazuje nieprawdopodobną siłę woli.

W bliskim sąsiedztwie rośnie kolejne dendrologiczne cudo i dąb legenda. Fantastyczny “Prabór” – obwodowy rekordzista (prawie 6,5 metra) wśród patriarchów drołtowickiego lasu.

Jego pień to czysta poezja. Dziuple, mchy, wyryte na korze trudy życia i radość, że wciąż dźwiga setki kilogramów korony, która co roku błyszczy na wiosnę świeżymi listkami.

Dąb “Prabór” to dendrologiczna ikona tych terenów. Towarzystwo pozostałych patriarchalnych dębów powoduje, że miejsce to jest dla mnie szczególne i wyjątkowo intensywne w doznaniach przyrodniczo-duchowych.

Ostatni z “Wielkiej Piątki” to dąb “Pradawny”, którego kondycja zdrowotna w ostatnich latach wyraźnie się pogorszyła. Pożegnałem czcigodnych Strażników Drołtowickiego Lasu i wyruszyłem dalej.

Mglista zasłona po raz kolejny pojawiła się w głębi kniei. Była przy mnie, otaczała ze wszystkich stron, leniwie i bezszelestnie przemieszczając się wraz z lekkimi podmuchami wiatru.

Przy drodze spojrzałem na tablicę informacyjną i znajdujący się kilka metrów za nią tajemniczy głaz. Jak już kiedyś wspomniałem przy opisie pomnikowych dębów – głaz powstał 17.11.1876 r. na pamiątkę 50-lecia objęcia majątku Drołtowice przez Wilhelma Gottlieba von Korn Rudelsdorf i posadzenia z tej okazji 50.ciu dębów.

Droga prowadząca do tablicy i głazu obecnie przypominała grzęzawisko. Pomyślałem sobie – kurczę, dlaczego takiej wilgoci nie było w tych lasach u progu jesieni? Wówczas sezon grzybowy byłby znacznie lepszy.

Wiele leśnych dróg była błotnista z licznymi kałużami. Uwielbiam taki nasączony las. Rześki, pachnący, przyjemnie chłodzący. Tylko temperatura była – delikatnie mówiąc – lekko nienormalna jak na drugi tydzień grudnia.

Po przejściu na drugą stronę szosy, z każdym krokiem byłem bliżej granicy lasów Bukowiny, choć dla mnie, lasy te nie mają i nie znają granic. W całości tworzą kompleks relaksacyjno-grzybowo-jagodowo- duchowy. 🙃 

Lustrzane odbicie w kałuży korony dębu bezszypułkowego, stało się spontaniczną inspiracją do zrobienia ciekawego zdjęcia.

Obrałem kierunek na Golę Wielką i Bukowinę Sycowską. Zbliżałem się do lasów, w których złoto-zielone barwy w całej ofercie bledszych i głębszych odcieni, można spotkać przez cały rok.

Kolejne kałuże i leśne oblicze w wodzie odbite. A po obu stronach drogi piękny las z licznym młodym samosiewem.

Przeszedłem obok otwartego terenu po zrębie zupełnym. Rozpiąłem bluzę, ponieważ zrobiło się bardzo ciepło. Uaktywniły się niektóre owady. Grudniowa “wiosna” na kilka godzin opanowała leśną atmosferę.

Teraz czekał mnie dłuższy marsz przez zwarte i niezwykle barwne fragmenty leśnej krainy. Czułem się jak w marcu a nie przed połową grudnia. Ciepło, słonecznie, wręcz komfortowo.

Młode świerki iskrzyły się w blasku promieni grudniowego Słońca. Bukowa młodzież żwawo trzyma swoje uschnięte ulistnienie w koronie.

Dawno tu nie byłem. Ostatni raz w lutym 2024 roku. Wtedy też było tak ciepło i mokro. Jeśli ktoś twierdzi, że grudniowy las to dominacja szarości, martwoty i suchoty to… chyba nie był w grudniowym lesie.

Przecież co trochę podziwiałem i fotografowałem, dryfujące wraz z przesuwającym się Słońcem po niebie, całe pakiety różnobarwnych odsłon leśnego dostojeństwa.

Stanąłem na rozdrożu. Chwila zastanowienia i idę na lewo. Na prawo wracałbym w stronę Drołtowic, a przecież mam wędrować do Goli i na Bukowinę.

A bliżej Bukowiny, moje oczy ujrzały TAKIE CUDA! I czy ktoś jeszcze będzie wątpił w wielobarwny las podczas grudniowych dni? Takie widoki to koronne argumenty, które w praktyce udowadniają postawioną tezę, że w lesie przez cały rok może być baśniowo. 🥰

Przyozdobione mchami pnie dębów, dywan ubitych liści, przebijające się przez niego kępy nagich krzewinek borówki. Lasy światłem malowane, grudniową ciszą natchnione.

Kolejny zręb po wycince drzew. Na jego skraju rośnie buk sowicie oblepiony mchami. Buk całkiem dorodny, przypominający pokrojem i sylwetką słynnego w tych lasach buka “Oko Lasu”, tylko o 40 cm szczuplejszego w “pasie”.

To chyba najbardziej podobny do “Oka Lasu” buk, którego do tej pory spotkałem. Może wrzucę go na listę pereł dendroflory do szczegółowego zaprezentowania. Jeszcze nad tym pomyślę.

Młode buki nawet zimową porę tworzą gęstwinę z liści, z której chętnie korzystają zwierzęta, skrywając się w ich złocisto-brązowym świecie.

Doszedłem do krawędzi rezerwatu “Gola”. Słońce wyraźnie obniżyło pułap, czuć było klimat nadchodzącego wieczora, który o tej porze roku rozpoczyna się już około godziny 16.

Odwiedziłem kilka znajomych drzew, w tym “pokręconego” buka, który rośnie na skraju rezerwatu oraz dwa inne, zamieszkujące jego głębsze rewiry.

Jednym z bardziej efektownie wyglądających drzew jest buk z bulwą (naroślą). Spotkałem również kilka gatunków grzybów. Ciepło i wilgoć zawsze coś pobudzą w świecie grzybów, bez względu na porę roku.

O tej porze roku i przy obecnie panujących warunkach termicznych oraz wilgotnościowych, można spotkać jadalną płomiennicę zimową (nazywaną kiedyś zimówką aksamitnotrzonową). To bardzo dobry grzyb jadalny, ale ja go nie zbieram.

Fragmenty Goli Wielkiej i rezerwatu przeszedłem w mgnieniu oka. Trwała już wieczorna złota godzina dla fotografów, jednak trzeba było się śpieszyć, bo zmrok czaił się tuż za rogiem.

Jeszcze jedno spojrzenie na las odbity w przydrożnej kałuży oraz dywan bukowych liści, “wyprasowanych” opadami deszczu i śniegu pod koniec listopada.

Kolejny rozległy zrąb i fantastyczne, ciepłe wieczorne światło, która przemienia lasy w płomienno-bajeczną krainę.

Od mglistego poranka, przez krystaliczną przejrzystość, do złotej godziny oraz nagłego nadejścia nocy. Lasy Drołtowic, Goli Wielkiej, Bukowiny Sycowskiej i ich okolic, wyglądały w środę czarująco, choć “marcowe” ciepło w połowie grudnia nie napawa optymizmem.

W leśnej ofercie niezmienne, duchowo-fotograficzne menu na najwyższym poziomie, zgodnie z regułą nieskończoności szczegółów na tle nieskończoności ogółów. Do końca roku pozostało już tylko 2,5 tygodnia, a więc nadchodzi czas, aby podsumować sezon jagodowo-grzybowy 2025 w gminie Międzybórz.

Darz Grzyb!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.