Przejdź do treści
Jagodowa niedziela w Bukowinie.

Niedziela, 20 lipca 2025 roku w Bukowinie Sycowskiej. Stacja kolejowa przez kilka miesięcy będzie nieczynna, w oddali widać maszyny, które będą służyć przy remontach torowiska i innych pracach. Chmury dobrej pogody cumulus humilis leniwie płyną pod błękitem nieba. Klon srebrzysty “Bukowianin” jeszcze wegetuje na okruchach drzewnego życia.

Na polach Bukowiny dojrzewają zboża. Być może, kiedy piszę te słowa, rolnicy już rozpoczęli żniwa. Obok łanów zbóż wiją się ukryte ścieżki, częściowo zarośnięte trawami i polnymi kwiatami.

Przechodzę jedną z nich, ciepło lipcowego Słońca ogrzewa te piękne tereny, które obecnie mienią się złocisto-ciemno-zielonymi barwami.

Życie tętni wśród trawiasto-kwiatowych skupisk. Wszędzie coś fruwa, brzęczy, świergota, panuje ruch jak w pszczelim ulu, choć na pierwszy rzut oka, nikogo tu nie ma.

Misternie ukształtowane kwiaty cykorii, przyciągają do siebie owady, które korzystają z ich dobrodziejstwa i zajadają się pyłkiem. Niektóre tylko przysiadają aby odpocząć.

Stare buty porośnięte mchem, wciąż leżą przy drodze prowadzącej do lasu. I znowu do głowy przychodzi filozoficzna refleksja, że tyle pozostanie po grzybiarzach…

Brzozy pieszczą oczy biało-czarnymi barwami pni i subtelnym szumem swoich giętkich gałązek. Wchodzę do ich świata na kilka minut i zapominam o wszystkim.

Za brzozami unosi się cudowny aromat sosnowego lasu, który w gorące letnie dni, wydobywa się z hipnotyzującą siłą żywicznego aromatu. Z wnętrza kniei dobiegają dźwięki zwierzyny, która zwietrzywszy człowieka, szybko czmycha jeszcze głębiej.

Wśród spontanicznie rosnących sosen i traw biegają jaszczurki, uwijają się pracowite mrówki, polują pająki. Jeden z nich zawieruszył się na gałązce sosny i spadł mi na czapkę. Położyłem go ostrożnie na ziemi.

Obrałem kierunek na Borowikowy Bór – miejsce fantastyczne, kultowe, grzybowe i jagodowe. W drodze do niego przeszedłem po cudnych polach i łąkach otoczonych lasami.

Te miejsca są bardzo bliskie mojemu sercu, piękne, spokojne i wyciszające. O każdej porze roku, czas tu płynie w rytmie harmonii oraz beztroski.

Letni ciepły wiatr porusza z gracją tę krainę soczystej zieleni, sprężystych gałęzi, falujących traw, dojrzewających zbóż. W cieniu jest bardzo przyjemnie i komfortowo, na Słońcu trochę za ciepło, ale do wytrzymania.

Spoglądam za marzeniami schowanymi za pagórkami Bukowiny. Skrywają się w lasach, przy drzewach, w paprociach i machach. To one napędzają dużą część mojego hobby i kształtują leśny charakter.

Wędrują ze mną podczas każdej wyprawy. Przenoszą do najpiękniejszych chwil z przeszłości, kształtują teraźniejszość i nie dają odpowiedzi na przyszłość. Marzenia i pamięć o leśnych przeżyciach, przygodach to indywidualny pamiętnik człowieka lasu.

Każdy leśny włóczęga ma swój. Jedyny, niepowtarzalny, zawinięty w zwoje emocji, których nie da się wyrazić słowami. Bo jak opisać fenomen przyrody, ograniczonym alfabetem i to co jest bezkresem leśnego świata? To się widzi, słyszy, czuje w sercu, rozpiera radością od wewnątrz, ale żaden opis tego nie wyrazi i nie odda.

Moją wędrówkę podszytą marzeniami przerwały czubajki kanie. Kilka z nich wyrosło na tych czarujących łąkach, ale tylko 3 sztuki nadawały się do wzięcia i spożytkowania.

Forma pozostałych, była już nadszarpnięta temperaturą i brakiem wody. Opalanie nie jest wskazane dla grzybów, zwłaszcza bez naturalnego filtra, którym zazwyczaj jest zadrzewienie. ;))

Kanie mocno mnie ucieszyły. Na początku jesiennego sezonu grzybowego, zazwyczaj stanowią “ucieczkę” niecierpliwych gatunków i są zwiastunem, że za kilka dni “dojedzie” peleton czyli zasadnicza część grzybowej ekipy.

Czy obecne, lipcowe kanie są zapowiedzią nadjeżdżającego letniego peletonu? W części kraju tak się dzieje, ale w Bukowinie może być różnie. Opady są tam mniejsze niż np. we Wrocławiu i okolicach, niemniej trzeba poczekać na rozwój sytuacji. Tym bardziej, że w najbliższych dniach, ponownie ma całkiem nieźle popadać.

Przejrzałem stare dobre miejscówki na koźlarze i jedną z lepszych na borowiki szlachetne. Tam panowała grzybowa cisza. Ani jednego kapelusza z przytwierdzonym trzonem. Mimo tego, kanie rozbujały moją wyobraźnię.

Po ponad godzinnym spacerze i nachapaniu się lata do duszy, przede mną otworzył się w swym majestacie Borowikowy Bór, który wiele razy w życiu zasypał mnie prawdziwkami. W niedzielę grzybowo był pusty, za to zasypał mnie jagodami.

Piękne, dorodne, grube, liczne. Nie musiałem iść dalej. Rozpocząłem zbiory, naładowany pozytywnymi emocjami, które od rana wylała na mnie Bukowina.

Borowikowy Bór to jedno ze szczególnych miejsc na mapie lasów Bukowiny. Ma w sobie trochę z poukładanej gospodarki leśnej, a trochę z dzikiej spontaniczności. Zaciszne, nawet dość łatwe do przeoczenia dla niewtajemniczonych ludzi w bukowińskie zakamarki.

Poza borowikami i jagodami, oferuje również podgrzybki, siedzunie sosnowe, koźlarze, czasami kurki i inne rarytasy wyrastające ze ściółki.

Póki co, Borowikowy Bór przechodzi przez letnią kulminację jagodową, z której skorzystałem z wdzięcznością i radością. W zeszłym roku był bardzo ubogi w owoce, ponieważ te wymarzły. W tym roku hojnie obdarowuje “jagodowego cierpliwego”. ;))

Końcowym efektem tej jagodowej cierpliwości były 24 litry borówek czarnych. Świeżość i jakość zerowej klasy, potwierdzone certyfikatem leśnej jakości Borowikowego Boru.

W drodze powrotnej obrałem inny kierunek. Postanowiłem jeszcze raz zachłysnąć się panoramami Bukowiny i okolic tak, jak to uczyniłem w godzinach porannych.

W Bukowinie wystarczy iść przed siebie, a kalejdoskop różnorodności zaczyna się kręcić spontanicznie, ukazując przyrodniczy kunszt tej krainy.

Ujrzałem zgrupowanie młodych brzózek w słonecznym olśnieniu i podgrzybkowe pagórki rosnące naprzeciwko. A co mi szkodzi po nich przejść. Może jakiegoś grzyba znajdę.

Jednak nie znalazłem, choć wciągnęły mnie bory, których podszyt zgęstniał od młodych sosen i świerków. Spontanicznie wykiełkowały pod baldachimem starego sosnowego lasu.

Przy oczku wodnym posłuchałem żab i popatrzyłem na pływające ryby, a następnie przeszedłem jedną z dróg, prowadzącą do następnych cudnych hektarów.

Dwa leśne światy obok siebie. Jeden przestronny i gorący po wycięciu starego drzewostanu, drugi głęboki, przytulny, dużo chłodniejszy, wyściełany jagodowymi dywanami.

Niektóre paprocie wyglądają tak, jakby za długo przebywały na Słońcu. Nabrały wręcz jesiennych rumieńców.

Pod pniem dębu dostrzegłem liczne, kopulaste stanowiska mchów, a na leśnej drodze, wyjątkowo oryginalną w swym kształcie, martwą gałąź.

Jej finezję i fantazję przebił niejadowity “konaro-wąż”. ;)) Choć urwał się z drzewa, “odleciał” swym wyglądem od tysięcy innych upadłych konarów.

Stara alejka dębów czerwonych i gęsta młoda buczyna, przez kilkanaście minut częstowały mnie orzeźwiającym chłodem przed wędrówką po skraju lasu w słonecznym gorącu.

Odwiedziłem jeszcze powalony wiele lat temu świerk, który obecnie jest przedmiotem znacznego zainteresowania przez drzewojadów i grzyby.

Dotarłem na zbożowe przestworza i zielone horyzonty wiejskiego, sielskiego krajobrazu. Pełnia lata, łany zbóż, wyjątkowe chwile.

To już ostatnie kadry przed żniwami. Zboże dojrzało, minęła połowa meteorologicznego lata. Słońce wschodzi ciut później i nieco wcześniej zachodzi do snu. Pierwsze zmiany ku jesieni, właśnie się ziściły, choć lato będzie trwać jeszcze przez kilka tygodni.

Ale czy to było moje ostatnie jagodowe włóczęgostwo w tym sezonie? Przed tą wycieczką byłem odważniejszy i bardziej przekonany w tym stwierdzeniu, teraz nabrałem ostrożności. Bo gdyby tak jeszcze raz, wyruszyć na jagodowy szlak…

Na razie czekam na opady, które coraz śmielej przewijają się w prognozach na weekend. A później? To się zobaczy. Końcówkę mojej eskapady, obserwowała piękna letnia chmura kłębiasta ze szpiczastym nosem. Chmurko urodziwa – nie wtykaj nosa w niebiańskie sprawy. ;))

Ciekawe co się wydarzy lub może wydarzyć się w bukowińskim lesie na przełomie lipca/sierpnia? Czy niewielki letni peleton grzybowy przejedzie po ściółce, czy jednak trzeba poczekać na jesienny maraton grzybowy?
Darz Grzyb!
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.Akceptuję Odrzucić Więcej Polityka prywatności & Cookies