Aktualności Grzyby Las

Jagodowy weekend w Bukowinie Sycowskiej cz. 1. Sobota.

Jagodowy weekend w Bukowinie Sycowskiej cz. 1. Sobota.

Sobota, 20 czerwca 2026 roku. Wczesny poranek w Bukowinie Sycowskiej. Kilka godzin wcześniej nad jagodowo-grzybową krainą przetacza się masywny, dobrze zorganizowany układ burzowy. Na szczęście nie wlecze ze sobą tak silnych porywów wiatru, jakie odnotowano w wielu miejscach na trasie burzy, w tym we Wrocławiu. Za to wylewa z siebie ponad 30 litrów wody na metr kwadratowy i odchodzi w głąb kraju.

Bukowina o poranku pachnie świeżością, krople wody wciąż spadają z mokrych gałęzi i liści. Wejście do lasu przypomina bramę u wrót zielonej świątyni, w której gęstwina roślin wygląda niezwykle intrygująco i zachęca do wejścia po leśną przygodę.

Po przekroczeniu zielonych wrót i przejściu kilkuset metrów, rozpoczynają się moje kultowe, najwspanialsze lasy jagodowo-grzybowe. Wszędzie słychać spadające krople deszczu, las emanuje radością i wysublimowanym pięknem letniego poranka.

W zagłębieniach na drodze stoi woda, ściółka pod wpływem ciepła słonecznych promieni zaczyna parować i podkręcać atmosferę niezwykłości. Już za chwilę, już za moment odkryję pierwsze jagodowe karty w sezonie 2026.

Ileż to pytań i teorii namnożyło się w mojej głowie. Czy jagody nie przesuszyła skrajnie sucha wiosna. Czy kwiatostany nie wymarzły podczas bardzo późnych, kwietniowych przymrozków? Wreszcie, pierwsze spojrzenie na krzewinki granatowych pereł.

I mam odpowiedź. Są! I to w całkiem sporych ilościach! Przetrwały suche zimne wiatry, przetrwały przymrozkową chłostę. Nabrzmiały po deszczu i zaczynają przybierać barwy chmur burzowych, które je podlały.

Spokojnie oglądam arcydzieło dojrzewania wylęgarni leśnych smakołyków i witamin. Przejdę kilkadziesiąt metrów i wyruszę jeszcze dalej, w głąb jagodowego świata.

Owoce idealne przygotowane do zbioru. Prosto z leśnej działki, odświeżone i umyte. Najwyższa jakość! Zaczynam podskubywać krzewinki, ale zasadniczy zbiór planuję jakieś 2 km dalej, gdzie zazwyczaj owoców jest jeszcze więcej.

Niemniej już jest bardzo dobrze. Obfitość jagód jest większa niż przypuszczałem i zakładałem podczas rozpoczęcia tegorocznego Tour De Las & Grzyb.

Mam iść dalej, ale nie mogę się powstrzymać i postanawiam zebrać pierwsze 2 litry. Ściółka i krzewinki są bardzo mokre. W południe, kiedy Słońce mocno przygrzeje, będą już suche.

Następnie wyruszam dalej. Wszędzie unosi się ten wspaniały zapach lasu po obfitym deszczu. Co rusz widzę unoszącą się parę, która pojawia się i znika bezszelestnie jak leśne duchy.

Poranny klimat lasów jest jak z bajki. Jedna burza zrodziła milion cudów leśnej krainy! Zanim dojdę na docelowe miejscówki jagodowe, czeka na mnie wysyp tych cudów. 

Bukowe listki po nocnej kąpieli opalają się na Słońcu. Błyszczą pośród cieni wielkich świerków i jodeł.

Las uczy, że największe i najpiękniejsze przemiany dokonują się bez hałasu.

W lesie wiosna nie odchodzi nagle – po prostu pewnego ranka budzi się już lato.

Przejście wiosny w lato jest jak szept zamieniony w pieśń: ten sam las, lecz pełniejszy głos.

Gdy w lesie dojrzewa zieleń, wiosna oddaje koronę latu bez jednej kropli żalu.

Wiosna sadzi kolory, lato zbiera ich światło.

Las najpiękniej milczy właśnie wtedy, gdy wiosna ustępuje miejsca latu.

Między ostatnim kwiatem wiosny a pierwszym dniem lata mieści się cała cierpliwość natury.

Lato zaczyna się w lesie nie od daty, lecz od zapachu nagrzanych igieł.

Tam, gdzie wiosna kończy swój taniec, lato rozpoczyna spokojny marsz przez leśne ścieżki.

Wiosna otwiera leśne okna na świat, lato wpuszcza przez nie światło.

Gdy wiosna odkłada pędzel, lato przejmuje obraz już niemal ukończony.

W przejściu wiosny w lato jest coś z dojrzewania ciszy – staje się głębsza, choć nie mniej piękna.

Las najpierw rozkwita nadzieją, a potem napełnia się spełnieniem.

Wiosna przychodzi do lasu jak obietnica, lato pozostaje jak jej dotrzymane słowo.

Między młodą zielenią a dojrzałym cieniem mieści się najpiękniejsza chwila roku.

Wiosna uczy drzewa marzyć o liściach, lato pozwala im śnić w ich cieniu.

Kiedy śpiew ptaków stapia się z szumem liści, wiosna i lato przez chwilę idą przez las razem.

Las nie świętuje nadejścia lata – przyjmuje je z godnością starego mędrca.

Kiedy Słońce uniosło się wyżej, poranne cienie i zamglenia zanikły, ale na stałe wryły się w moją pamięć i zostały udokumentowane na fotografiach. Byłem już blisko moich docelowych stanowisk jagodowych.

Przy drodze skubnąłem inne leśne smakołyki czyli mini-truskawki. Obecnie mamy najlepszy czas na poszukiwanie i zbiory poziomek, choć jest ich znacznie mniej niż jagód.

Jeszcze tylko 10 minut drogi i zanurzam się na większą część dnia w jagodowych borach.

W cieniu sosen granatowe jagody są jak małe skarby rozsiane przez lato.

Jagodziska rozciągają się pod drzewami niczym zielone morze, na którym dojrzewające owoce są kroplami letniego światła zamkniętymi w granatowych paciorkach.

Jagodowe krzewinki są jak ciche ogrody, które las pielęgnuje dla cierpliwych wędrowców. Kto schyla się po jagody, ten choć na chwilę zwalnia do rytmu natury. Wśród jagodzisk nawet cisza ma smak lata.

Leśne runo usiane jagodami przypomina, że największe skarby często rosną najbliżej ziemi.

Jagodowe krzewinki, choć niewielkie, nadają leśnemu runu niezwykły urok. Tworzą miękką, zieloną mozaikę, po której wędruje światło przesączające się przez gałęzie. To właśnie między nimi najłatwiej odnaleźć piękno ukryte w prostocie natury.

Leśna ścieżka wijąca się przez jagodowe runo prowadzi nie tylko przez las, ale i przez spokój. Jagodniki uczą cierpliwości – najpierw zachwycają zielenią, potem nagradzają owocami.

Moją cierpliwość i upór w zbieraniu, las wynagrodził mi 25. litrami fantastycznych, czerwcowych, pachnących i świeżych owoców.

Kto raz poczuje zapach nagrzanego jagodziska, ten będzie go pamiętał przez cały rok. Las przygotował mi jeszcze jedną, fantastyczną niespodziankę.

Oto ona, a właściwie on! Jeden, ale zdrowy, piękny, pachnący i jędrny. Pierwszy bukowiński borowik 2026! 🍄‍🟫😉🌳

Jest w tym momencie coś, czego nie zrozumie ten, kto nigdy nie przemierzał leśnych ścieżek w poszukiwaniu grzybów. Najpierw pojawia się błysk zauroczenia – spod igliwia wyłania się znajomy kształt. Serce przyspiesza, a wzrok natychmiast skupia się na brązowym kapeluszu. Czy to naprawdę on?

Kilka kroków bliżej i nie ma już wątpliwości. Pierwszy borowik. Piękny, zdrowy, dumnie wyrastający z leśnego runa. W jednej chwili zmęczenie znika, a jego miejsce zajmuje radość, której trudno nie uśmiechnąć się w duchu. To nie tylko znaleziony grzyb – to nagroda za cierpliwość, uważność i godziny spędzone w lesie.

Późnym popołudniem, zmęczony, ale rozradowany i kompletnie zahipnotyzowany czerwcowymi lasami, które przygotowały mi tak wyborną ucztę dla zmysłów, maszeruję spokojnie leśnymi ścieżkami do Bukowiny.

Ostatnie spojrzenie na kultowe knieje. Co tam kultowe! Kultowe do entej potęgi, a nawet do nieskończoności! 🌳😊

Wieczorem przyjeżdżam do Wrocławia. Wysiadam na dworcu Nadodrze (oczywiście też kultowym!). Jest bardzo gorąco i parno. Nadciąga superkomórka burzowa, która już z daleka wali piorunami i maluje niebo złowieszczymi, ciemnymi chmurami. ⛈️🌧️

Czekam na autobus, burza pomału zbliża się w moim kierunku. Pioruny biją już bardzo blisko…

W końcu przyjeżdża autobus. Zaledwie dwa przystanki dalej, burza z furią zaczyna wylewać hektolitry deszczu pomieszanego z gradem. Oglądam i podziwiam ją zza autobusowych szyb, podobnie czynią to inni pasażerowie. Ulice szybko zamieniają się w wartkie strumienie wody. Kiedy docieram w pobliże domu, muszę jeszcze poczekać około 20. minut pod wiatą, aby opad stracił na intensywności. W końcu spokojnie, choć brodząc stopami w wodzie, docieram do mieszkania. 

W domu, kiedy na spokojnie analizuję jagodową wyprawę i przerabiam leśne skarby, do głowy przychodzi mi lekko szalony pomysł… A gdyby tak jutro też pojechać na jagody… No i pojechałem, ale o tym będzie już w drugim jagodowym wpisie.

Darz Grzyb! 🍄‍🟫

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.