Aktualności Grzyby Las

Jagody, ulewy, bąki, dezercja.

Jagody, ulewy, bąki, dezercja.

Niedziela, 19 lipca 2026 roku. Historia lub się powtarzać… W zeszłym roku, ostatnia zaplanowana wyprawa jagodowa w sezonie 2025 spaliła na panewce z uwagi na ogromną ulewę, która rozpętała się wkrótce po przyjechaniu do Bukowiny ( Deszczowy spacer po Bukowinie. ). Na minioną niedzielę, prognozy jednoznacznie wskazywały, że już przed południem uaktywnią się mokre fronty atmosferyczne.

W Bukowinie od rana było pochmurno, ale deszcz nie padał. Tylko radary wskazywały, że prawdopodobieństwo opadów wynosi ponad 90%, a to oznacza, że wcześniej czy później opady mnie dopadną, pytanie tylko z jaką intensywnością i długością trwania.

Od rana zaszyłem się w krzewinkach i w szybkim tempie zacząłem skubać ich okrągłe, granatowo-fioletowe skarby. Wyjątkowo upierdliwe były bąki, które zaciekle atakowały mnie już od pierwszych minut pobytu w kniei. Owoce zbierałem mniej więcej do 10., kiedy to zaczął padać deszcz. Przez pierwsze minuty nie był to intensywny opad, ale szybko zamienił się w rzęsistą ulewę, podczas której zbieranie jagód stało się na tyle dyskomfortowe, że musiałem przerwać skubanie i schronić się pod parasolem.

Po około 20-30 minutach ulewa przeszła, zrobiło się ciepło, przez chmury prześwitywało Słońce. Postanowiłem poczekać około 20 minut, aby mniej kapało z drzew, a następnie powrócić do zbierania jagód. Wyszedłem z sosnowego boru na leśne dukty, na których utworzyło się wiele kałuż, a miejscami płynęły jeszcze strumienie deszczówki.

W tym czasie pokręciłem się trochę za grzybami, bowiem niższe temperatury i spora wilgotność, nakręcają wyobraźnię grzybiarza, a rozum i instynkt podpowiadają, że może gdzieś coś wyskoczyło i warto zajrzeć w kilka miejsc.

Najpierw przeszedłem przez miejsce, w którym rosną głównie podgrzybki i prawdziwki. Poza pojedynczymi gołąbkami, nie dostrzegłem tu żadnego innego życia grzybowego. Za to nasączone wodą “kopułki” mchów prezentowały się znakomicie.

Następnie obszedłem miejscówki na kurki, maślaki i koźlarze. Choć są to miejsca, które uaktywniają się dopiero jesienią, czasami zdarzało się, że przy sprzyjających warunkach, znajdowałem w nich coś wcześniej.

Chłodna i wilgotna aura, która panuje od jakiegoś czasu, pobudziła pierwsze grzyby. Najpierw znalazłem solidną garstkę kurek, następnie pojedynczego maślaka żółtego, którego do zdjęcia przyozdobiłem paprocią.

Sporą niespodzianką było kilkanaście koźlarzy grabowych, przeważnie młodych, ale kilka większych owocników, również błyszczało na leśnej ściółce. Niestety, prawie wszystkie były “nadziane” czerwiami.

Dla smakoszy i koneserów rośnie dużo muchomorów czerwieniejących, których nie zbieram. Jeżeli jednak ktoś je lubi i chce nazbierać, to obecnie warto się na nie wybrać, bowiem miejscami jest ich naprawdę bardzo dużo.

Jeżeli miałbym opisać obecny stan zagrzybienia lasów Bukowiny i okolic to napiszę tak. Bezapelacyjnie można wyróżnić dwa nurty – gołąbkowy, który reprezentuje kilka gatunków i muchomorowy, w którym dominuje muchomor czerwieniejący. Z gatunków rurkowych tylko koźlarze grabowe i bardzo incydentalnie maślaki żółte, miejscami goryczaki. Spotkałem również podgrzybki złotopore, obecnie zwane suchogrzybkami, ale w fatalnym stanie, przeważnie spleśniałym.

W lesie dostrzegłem też kilka innych gatunków grzybów blaszkowych, w tym ponurniki aksamitne. Pytanie – czy to jedynie lekkie drgnięcie w grzybowym świecie, czy za kilka dni uformuje się coś na kształt letniego wysypu grzybów w lasach Bukowiny? Jeżeli grzybnia ma taki zamiar to powinna się śpieszyć, bowiem prawdopodobnie na przełomie lipca/sierpnia nadejdą spore upały, które mogą się utrzymać przez dłuższy czas. Tak przynajmniej wynika ze wstępnych prognoz pogody.

Po grzybowych oględzinach kontynuowałem zbieranie jagód. Bąki, które dokuczały mi od samego rana, obecnie weszły w fazę amoku i stały się tak upierdliwe, że trudno było się powstrzymać od niecenzuralnego słownictwa. 😁 Pomimo tego zbierałem równie zaciekle jak ataki bąków, korzystając z obfitej jagodowej oferty. 😜 Jednak po kilku godzinach na niebie pojawiły się ciemniejsze chmury i poderwał się nieco mocniejszy wiatr. Kończyłem zbieranie pierwszego wiaderka jagód. Spojrzałem na radary opadów. Idzie kolejna ulewa i chyba większa niż ta pierwsza.

Nie minęło 15-20 minut i lunęło. 🌧️⛈️ Rzęsiście, w pakiecie z wiatrem, które miotał ścianą deszczu na lewo i prawo, aby sprawiedliwie podlać Lenarta z każdej strony. 😂 Ulewa nie zniechęciła bąkowych krwiopijców, którzy w arogancki sposób – nie dość, że korzystali z ochrony przed deszczem z mojej parasolki to jeszcze chcieli się nachlać krwi na krzywe żuwaczki i szczęki. 😂 W tym momencie powiedziałem dość. Drugiego wiadra jagód nie nazbieram i nie będę siedział w lesie do wieczora, tylko wrócę do Wrocławia wcześniejszym pociągiem.

Doczłapałem się do stacji i na koniec wyprawy pstryknąłem fotki wiaderka z jagodami o pojemności 16 litrów. Oczywiście, jak już siedziałem pod peronową wiatą to przestało padać. Jednak moja dezercja z lasu stała się faktem i nie było mowy o jej odwołaniu. Niech będzie, że w tej leśnej, deszczowo-bąkowej konfrontacji, przyroda wygrała 1:0. 😉 Niemniej i tak udało mi się zebrać sporo jagód, co w tych warunkach, zasługuje co najmniej na brązowy medal. 🥉

A gdyby tak rozegrać jeszcze jeden jagodowy mecz? Kto wie co mi przyjdzie do głowy. Póki co, MŚ w piłce nożnej 2026 to już historia, natomiast jagodowe mistrzostwa w lasach Bukowiny jeszcze trwają. 🌳🌲😉

Darz Grzyb!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.