Aktualności Grzyby Las Perły dendroflory

Koniec września w lasach Bukowiny i Międzyborza.

Koniec września w lasach Bukowiny i Międzyborza.

Niedziela, 28 września 2025 roku. Na Wzgórzach Twardogórskich mamy przyjemny, rześki poranek i słoneczną aurę. Moją wyprawę po lasach i przegląd ściółki pod względem ilości i jakości owocników grzybów, rozpoczynam od terenów otaczających Międzybórz.

Olśniewający poranek spowalnia tempo wycieczki. W ciągu kilkunastu minut dochodzę do skraju lasu. W tym miejscu powinny rosnąć olszówki, gołąbki, muchomory, lisówki, kanie i inne grzyby. Tym razem jest pusto.

Wchodzę na jedną z cenniejszych miejscówek na borowiki szlachetne. Kompletna pustka, sucho i wrażenie, jakby to nie był wrzesień.

Dopiero przy końcu i na samym skraju miejscówki, znajduję jednego młodego, ale kompletnie robaczywego prawdziwka oraz maślaka zwyczajnego.

Następne kultowe dla mnie miejsca na grzyby, również świecą pustkami i przebłyskami słonecznych promieni, które dodają połysku mojej ukochanej, leśnej krainie.

Witam się z dębem “Straszydło”, oglądam go dookoła i zadzieram głowę do góry, przypatrując się jego dość mocno uszkodzonej koronie.

To drzewo jest dla mnie jednym z leśnych symboli wytrwałości. Rośnie na kiepskim stanowisku, susze mu dokuczają praktycznie w każdym roku, a mimo to ciągnie ten wózek zwany życiem i daje radę.

W pobliżu “Straszydła” spotkałem niedobitki kani. Owocniki prawie całkowicie wyschły z powodu braku wody.

I takich wysuszonych kani widziałem podczas wycieczki co najmniej kilkadziesiąt. Ukazują skalę deficytu opadów i związany z nim brak wysypu grzybów.

Następnie poszedłem na miejsce, w którym dość często znajdowałem krasnoborowiki ceglastopore. Poza jednym muchomorem czerwonym, nie widziałem żadnego innego grzyba.

90% rowów wyschło. Najbardziej wydajne opadowo fronty, systematycznie omijają te tereny od wielu tygodni. Poziom wód niepokojąco się obniżył.

Z porannej rosy wykluły się trzy młode kanie. Znajdujący się w pobliżu klimatyczny las podgrzybkowy był pusty.

Bardzo cenna miejscówka na borowiki-giganty również bez grzybów. Nawet opieniek nie spotkałem, które potrafią tu rosnąć w ilościach nie do wyzbierania. Jedynym przedstawicielem świata grzybów była huba rosnąca na martwym drewnie.

Młode borowikowe buczyny puste. Teraz musiałem przejść przez teren, w którym gospodarka leśna wyrąbała sporo drzew.

Na granicy wyrębu znalazłem jednego, podsuszonego podgrzybka. Obszedłem to miejsce bardzo dokładne w promieniu kilkunastu metrów. Ani jednego grzyba więcej.

Podgrzybkowy lasek znajdujący się nieco dalej, powitał mnie pęczkiem ponurników aksamitnych. Powitał i pożegnał, bowiem nic więcej tu nie spotkałem.

Nieco dalej wśród młodych brzózek, wreszcie dostrzegłem więcej grzybów. Były to muchomory czerwone.

Dotarłem do jednej z najważniejszych miejscówek na prawdziwki. Tu zawsze zwalniam i bardzo starannie przeglądam ściółkę. Nic. Pusto, sucho i zupełnie tak, jakby grzybowe życie wyparowało.

Pomyślałem sobie – może znajdę coś na skraju miejscówki, w trawie, gdzie jest więcej wilgoci od porannej rosy. Naiwniak ze mnie. Wciąż zero grzybów.

Po oględzinach kilku hektarów borowikowo-czubajkowo-koźlarzowo-podgrzybkowych miejsc, nie miałem już pomysłu, gdzie w tych warunkach można coś znaleźć.

Gdzieś po drodze widziałem pojedyncze młode czubajki. W normalnych warunkach powinno ich rosnąć od groma.

Udałem się w kierunku dębów czerwonych, bowiem w nich mam jedną, bardzo cenną miejscówkę na koźlarze dębowe.

W tych bardzo niekorzystnych dla grzybów warunkach, koźlarze nie zawiodły. Dwa młode, zdrowe i jędrne owocniki trafiły na dno mojego koszyka.

Dęby wciąż zielone, ale można dostrzec na nich coraz liczniejsze, stopniowo przebarwiające się fragmenty ulistnienia.

Za dębami czekała mnie kilkunasto-minutowa wędrówka piaszczystymi ścieżkami, wśród spontanicznych sosen, brzóz i wierzb.

Jest to jeden z bardziej urokliwych i klimatycznych fragmentów na moim indywidualnym, leśnym szlaku.

Rolniczo-leśny krajobraz nizinnej części Wzgórz Twardogórskich. Delikatność, wyczucie, smak, gust i osobliwe piękno.

Coraz więcej jesiennych akcentów, niemniej wciąż przeważały barwy późnego, dojrzałego lata.

Kolejne miejscówki grzybowe przede mną. Najpierw borowikowo-kurkowa. Oczywiście sucha i pusta.

Bardzo cenna, dyskretnie skryta wśród łąk, oaza borowikowo-koźlarzowa, także bez grzybów. Ale trafił się kiepski wrzesień! Nawet muchomory nie dały rady tu wyrosnąć.

Za to na wspaniałe, urokliwe krajobrazy zawsze mogę liczyć i tradycyjnie “nazbierałem” ich co nieco do aparatu.

Zbliżałem się do większego, bardziej zwartego kompleksu leśnego, w którym rosną przede wszystkim podgrzybki, miejscami borowiki i kurki.

Wszedłem w wiele zakamarków i zakątków. Pusto! A to ci pech! Wrzesień 2025 roku staje w szeregu z takimi, legendarnymi już “dziadami” grzybowymi jak wrześnie: 2003, 2009, 2011, 2015 czy 2016.

Tylko pojedyncze, nieliczne muchomory wśród brzóz, a poza tym to pustka, napisana przez duże P.

Przy zarastającej drodze znalazłem 3 dorodne, i o dziwo zdrowe maślaki pstre. I to były wszystkie jadalne grzyby, które znalazłem w tym lesie.

Pomijając nawet brak borowików, koźlarzy, kani, opieniek, maślaków, itp., zanotowałem wyjątkowy deficyt wszystkich niejadalnych lub trujących gatunków grzybów, których podczas jesieni powinno być mnóstwo.

Przy drogach widziałem kilka stanowisk czernidłaków i purchawek.

Nawet one rosły bardzo sporadycznie, wręcz incydentalnie. W normalnym sezonie, można ich nazbierać do woli.

Gdy przyjrzałem się jednej z wielu leśnych dróg, zauważyłem samotnie wędrującego szerszenia. Miał mocno uszkodzone prawe skrzydło i nie mógł odlecieć.

Pomału zbliżałem się do Bukowiny. W koszyku na dnie kilka grzybów. Za to niepowtarzalna aura, towarzyszyła mi od początku, prawie do końca wyprawy.

Kolejne napotkane po drodze czernidłaki i pojedyncze muchomory czerwone.

Ostatnie miejsca na prawdziwki. Puste i suche czyli jak wszystkie poprzednie.

Wyszedłem na teren stacji PKP. Obraz nędzy i ludzkiej głupoty, łamanej przez podłość. Kikuty otrutych drzew sterczą, przypominając o akcie ludzkiego barbarzyństwa.

Jak tu przyzwyczaić się do nowej, gorącej i słonecznej rzeczywistości na stacji, po kilkudziesięciu latach przebywania w cieniu, pod dostojną koroną “Bukowianina” i sąsiadującej lipy?

Smutny koniec września w Bukowinie. Nie dość, że w lasach grzybowa nędza i susza, to jeszcze ostateczny koniec kultowego drzewa, a właściwie drzew, bo przecież lipa i jałowiec “Kolejarz”, były nieodłączną ozdobą bukowińskiej stacji.

Jak tu spojrzeć w nową rzeczywistość? Pisać dalej o Bukowinie, jeździć w jej lasy i chłonąć to, co wciąż pozostaje do karmienia duszy i zmysłów. Ale na zawsze coś się skończyło. Jedna z najważniejszych czakr Bukowiny została wyrwana… 

Bezgrzybny wrzesień z punktowymi incydentami grzybowymi przeszedł do historii. Co przyniesie październik? Jego początek to kontynuacja posuchy i bezgrzybia, a dalej niech się dzieje wola nieba i ściółki.

Darz Grzyb!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.