Przejdź do treści
KULTOWE GRZYBOBRANIA. Część 24.
20 września 2014 roku – w grzybowe sedno.

To już ostatnia 24. część “kultowych grzybobrań”, które zaczęły się ukazywać na moim blogu od 2 marca 2019 roku. Z wybranych sezonów grzybowych, starałem się wybrać i opisać grzybobrania, które były najbardziej wyjątkowe, oczywiście przyjmując subiektywne kryterium selekcji z całej puli leśnych wycieczek w danym roku. W 2015 roku narodził się mój blog i od tego czasu na bieżąco sporządzam relacje z leśnych wycieczek i grzybobrań, z których wiele ochrzciłem mianem “kultowych”. Zanim nadejdzie sezon 2026 roku, które będzie moim 39. Tour De Las & Grzyb, cofnę się do roku 2014, który w mojej ocenie, był jednym z najciekawszych sezonów grzybowych na przestrzeni lat 2011-2020. Zatem bez zbędnego przedłużania, zapraszam do lektury.

Sezon rozpocząłem 1. maja i znalezieniem garstki maślaków zwyczajnych. Do dzisiaj jest to mój niepobity rekord w tak wczesnym znalezieniu owocników tego gatunku grzybów na terenie lasów Bukowiny. Wpis inaugurujący na stronie www.grzyby.pl Marka Snowarskiego był z mojej strony nieco szalony i natchniony. Zresztą przeczytajcie sami. 🙃

Maj 2014 roku był miesiącem oszałamiającej wiosennej radości i eksplozji nowego życia. Wiele lasów nie było jeszcze tak silnie przetrzebionych, co ma miejsce w ostatnich latach, dobre warunki wilgotnościowe (około 200% normy opadów) i termiczne, sprzyjały maksymalnemu nasyceniu zieleni i świeżości unoszącej się w powietrzu.

Sezon 2014 był trzecim, który dokumentowałem na zdjęciach. Zdjęcia zrobione starym aparatem Casio, które już prezentowałem na blogu przy innych wpisach, do dzisiaj są i pozostaną dla mnie bezcenne. Wiele sfotografowanych wówczas miejsc, obecnie wygląda zupełnie inaczej.

Przepiękne oczko wodne w lasach Międzyborza z normalnym stanem wody. Błękit majowego nieba odbija się w lustrze wody na tle wszechogarniającej, soczystej zieleni lasów.

Po pierwszo-majowym incydencie maślakowym, reszta maja – pomimo bardzo dobrych warunków – nie przyniosła poruszenia w świecie grzybów, co było dość zaskakujące. Czasami, w teoretycznie dużo słabszych warunkach, grzybów pojawiało się więcej. To ukazuje złożoną i kapryśną naturę grzybów. Na początku czerwca, sporadycznie pojawiły się kurki.

Podczas wycieczki 7. czerwca i dokładnych oględzinach lasów, stało się jasne, że odpowiednie temperatury i wilgotność, nie zawsze pobudzają świat grzybów. Relację w włóczęgi zrobiłem na www.grzyby.pl, gdzie tradycyjnie rozpisałem się prawie do wyczerpania limitu znaków. 😉

W połowie czerwca wystartował sezon jagodowy. Teraz to jagody były najważniejszym celem podczas wypadów do lasu. Niemniej zawsze poświęcam trochę czasu na sprawdzenie kilku grzybowych miejscówek i tak było również podczas tej wyprawy. Poza garstką kurek i kilkoma koźlarzami, w lasach panowało bezgrzybie.

Rozpoczęło się astronomiczne lato, sezon jagodowy nabrał solidnych rumieńców, owoców było już bardzo dużo, a następne jagodowe perły, systematycznie dojrzewały. Czerwiec był miesiącem dużo bardziej suchym od maja, co przełożyło się na spadek wilgotności ściółki.

Na przełomie czerwca i lipca świat bukowińskich grzybów, nadal pozostawał w uśpieniu. Skupiłem się na jagodach na tyle, że już przed połową lipca miałem ich wystarczające zapasy i mogłem dość wcześnie zakończyć sezon jagodowy 2014. Coraz cieplejsza i sucha pogoda niweczyła jakiekolwiek grzybowe plany na dalszą część siódmego miesiąca w roku. Człowiek tylko zgrzytał zębami, oglądając zbiory grzybiarzy z Małopolski i Podkarpacia. 😁

W drugiej połowie lipca nad tereny Wzgórz Twardogórskich, nareszcie doczołgał się bardziej aktywny i wydajny opadowo front, który wprawdzie był jeszcze kroplą w morzu grzybowych potrzeb, ale mógł się stać pierwszym “pobudzaczem” grzybni do przyszłej produkcji owocników.

W pierwszej połowie sierpnia, również trochę popadało, do tego trochę obniżyły się temperatury. Doszło do punktowego sprowokowania grzybni koźlarzy pomarańczowo-żółtych. Czy były to jedynie punktowe wypryski czy preludium przed czymś grubszym? To pytanie spędzało grzybiarzom sen z powiek.

Ściółka w wielu miejscach wciąż była sucha, ale termika i systematyczne, choć raczej niezbyt duże opady, pozwalały snuć różne grzybowe teorie. Co ma być to będzie, trzeba było uzbroić się w cierpliwość i raz na tydzień sprawdzać swoje miejscówki.

Opisałem sytuację grzybową u Marka na www.grzyby.pl i postanowiłem ponownie zaszyć się w międzyborsko-bukowińskich kniejach 23. sierpnia. Przed tą wyprawą trochę popadało, temperatury wciąż były zadowalające z punktu widzenia grzybiarza, choć tradycyjnie mogłoby być trochę chłodniej i wilgotniej.

Grzybobranie z 23. sierpnia rozpoczęło się dość niemrawo. Po skrajach lasu, z racji większej i częstszej operacji słonecznej, było sucho i bardzo słabo pod kątem grzybowym. Pierwsze godziny, podczas których włóczyłem się głównie przy drogach i skrajach, przedstawiały sytuację grzybową jako mizerną. Ale gdy zaszyłem się głębiej, zaczęło do mnie dochodzić, że “im dalej w las, tym więcej grzybów”. Pojawiły się borowiki i koźlarze.

Niektóre owocniki charakteryzowały młode i niewielkie kapelusze, które były podtrzymywane przez bardzo długie trzony, wynurzające grzybowy eksponat ponad grubą warstwę ściółki.

Kilka sfotografowanych wtedy owocników, przeszło już na stałe do sekcji grzybów, pozostających na stałe w mojej grzybowej pamięci. W miejscach zacienionych, wilgotniejszych, z grubszą warstwą pulchnej ściółki, grzybnia zaczęła wykluwać piękne okazy.

Jednak najlepsze czekało na mnie w borach sosnowych, gdyż tam rozpoczął się letni wysyp podgrzybków, ale przeważnie punktowy, ograniczony do niektórych terenów. Dla grzybiarzy dobrze znających lasy, wystarczyło, żeby nazbierać przyzwoitą ilość letnich pachnących owocników.

I tak moja wyprawa zakończyła się bardzo dobrym zbiorem grzybów oraz dużo mocniej rozpaliła nadzieję na następne grzybobranie, gdyż szczyt tego wysypu był jeszcze przed nami.

Relację z grzybobranie zamieściłem na www.grzyby.pl, gdzie podzieliłem się swoimi spostrzeżeniami i wnioskami po leśnym włóczęgostwie.

Cztery dni później pojechałem ponownie. Od razu poszedłem na podgrzybki, których było jeszcze więcej w porównaniu do poprzedniego grzybobrania. W lesie było już coraz bardziej sucho, niemniej produkcja owocników ruszyła i wciąż przeważały piękne, jędrne i zdrowe podgrzybki.

Z wielkim sentymentem wspominam ostatnie dni meteorologicznego lata 2014 roku. Innych grzybiarzy praktycznie nie spotykałem, mogłem w spokoju i ciszy wypatrywać brązowe łepki czające się wśród mchów i igieł.

To było świetne grzybobranie, ale jeszcze nie kulminacja. Ta zbliżała się z każdym dniem i przypadła na koniec sierpnia. Takich pięknych podgrzybków nie powstydziłby się wrzesień czy październik. 🙂

Pozostało mi jeszcze zrobić relację na www.grzyby.pl i pilnie planować następną wyprawę. Wyznaczyłem ją na przedostatni dzień sierpnia.

Ostatnia sierpniowa wyprawa do lasu przerodziła się w fenomenalne grzybobranie. Już początek zwiastował, że w tym dniu grzyby będą mnie zaskakiwać. Piękna kania i koźlarz, uroczyście otworzyły grzybowy dzień.

Do koszyka wskoczył również koźlarz topolowy, za to na podgrzybkowych miejscówkach, grzybów było jeszcze więcej niż ostatnio. Rozpocząłem łapczywe i radosne wykręcanie brązowych kapeluszy.

Podgrzybki zbierałem do ręki i co chwilę zanosiłem jej pełną, grzybową zawartość do koszyka. W tym dniu moje ręce, wiele razy zapełniły się ślicznymi owocnikami z sosnowego boru.

Miejscami podgrzybki rosły jak podczas jesiennego wysypu, po kilka, kilkanaście owocników w bardzo bliskiej odległości od siebie.

Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie również koźlarze pomarańczowo-żółte i prawdziwki. Wprawdzie tych drugich było niewiele, ale kilka przepięknych i zdrowych owocników, zdecydowanie wzmocniło grzybowe endorfiny i leśny trans trzydziesto-sierpniowego grzybobrania.

To była kulminacja letniego wysypu grzybów na Wzgórzach Twardogórskich w sezonie 2014. W lesie zrobiło się już bardzo sucho i było jasne, że zaraz rozpocznie się gwałtowny ubytek masy grzybowej.

Bez względu na rozwój dalszych grzybowych wydarzeń, sierpień 2014 zapisał bardzo pozytywny grzybowy akcent, dużo lepszy od sierpnia 2013, w którym również miał miejsce letni wysyp grzybów.

Koszyk i wiaderko zapełniłem pięknymi grzybami w bardzo dobrej jakości. To grzybobranie bez najmniejszych wątpliwości, zapisało się jako kultowe i wyjątkowe.

Szczegółową relację z grzybobrania zamieściłem na www.grzyby.pl i zastanawiałem się, co będzie dalej? Człowieka jednak mocno ciągnie do lasu, a więc z tego zastanawiania, wykluł się pomysł, że za tydzień trzeba pojechać do lasu. 🙃

W ciągu tygodnia nastąpił prognozowany, lawinowy wręcz “zjazd” masy grzybowej, podgrzybki prawie zanikły, a te co pozostały… nadawały się wyłącznie do pozostawiania… Niemniej las zawsze lubi zaskakiwać i tym razem zaskoczył obfitością “kurnika”. W koszyku zapachniało kurkami, a na horyzoncie prognostycznym, widać było większe opady deszczu. Sytuacja powoli zmierzała do ponownego wzrostu napięcia grzybowego.

Kolejną wyprawę wyznaczyłem za tydzień na 13. września. W domu biłem się z myślami jaki wziąć kosz – mniejszy czy większy? Ostatecznie wziąłem większy, choć nie byłem przekonany co do słuszności tego wyboru. Las rozwiał moje koszykowe rozważania – to był dobry wybór. Z rana zbierałem kurki i kanie.

Po obfitych deszczach rozlała się poranna mgła. Klimat zrobił się bardziej jesienny, a ja już nie mogłem się doczekać, kiedy sprawdzę co się dzieje na poszczególnych stanowiskach grzybowych.

Do podboju wrześniowego lasu na dobre ruszyły czubajki kanie. Kluło się coraz więcej kaniowej młodzieży. Spotkałem również czubajki w rozmiarach “kotletowych”, które trafiły do kosza.

Znacznym zaskoczeniem były prawdziwki i to w dość sporych rozmiarach. 25 pięknych zdrowych owocników wpadło do kosza, który coraz bardziej zwiększał swój ciężar. Od większych opadów minęło mało czasu, a grzyby już na dobre zaczynają się kluć. Po raz kolejny las i jego skarby zaskoczyły.

Kiedy wydawało mi się, że największym zaskoczeniem będą w tym dniu borowiki i kanie, las podarował mi przepiękne koźlarze czerwone, pomarańczowo-żółte i ponad 6 kilogramów młodych koźlarzy topolowych. Do tego doszły mleczaje rydze, podgrzybki i maślaki zwyczajne.

Kosz prezentuje się wybornie, a ja wciąż podziwiam fenomen tego sezonu – od kulminacji letniego wysypu na koniec sierpnia, przez gwałtowany spadek grzybowej podaży podczas pierwszego weekendu września i ponowny, bardzo szybki przyrost masy grzybowej w drugi weekend września.

Co będzie za tydzień? Jeszcze zbiory 13-sto wrześniowe w koszyku do przerobienia przez wiele godzin, a ja… Myślami już na następnym grzybobraniu… Szajba! 😅

Tradycyjnie zdałem relację z wyprawy u Marka Snowarskiego i rozpocząłem gorączkowe przygotowania do następnego grzybobrania. Temperatura poszła do góry, zrobiło się bardziej sucho, ale byłem przekonany, że grzyby dadzą radę i ponownie bardzo mile zaskoczą.

Poranek w Bukowinie przywitał mnie ciekawym zestawem jędrnych kani na łące. Po ich zebraniu poszedłem sprawdzić pierwsze miejscówki na koźlarze i borowiki.

Kiedy zorientowałem się, że rośnie bardzo dużo młodych grzybów, postanowiłem schować aparat fotograficzny i skupić się na wyszukiwaniu klujących się owocników. Pomimo, że w pierwszej połowie września opadów było całkiem sporo, to wciąż wysokie temperatury i usłonecznienie, szybko przesuszyły wierzchnią warstwę ściółki.

Takie połączenie ciepła i Słońca spowodowało, że w niektórych miejscach grzyby były podsuszone i spękane. To były jednak nieliczne wyjątki, bowiem w tym dniu, gdzie zrobiłem bardzo mało zdjęć, numerem jeden w ściółce były młode grzyby, głównie prawdziwki, koźlarze topolowe, czerwone, pomarańczowo-żółte, babki, podgrzybki brunatne i inne, np. maślaki czy rydze.

Dzisiaj trochę żałuję, że mam z tego grzybobrania mało zdjęć. Okazało się ono najlepszym podczas jesiennego sezonu grzybowego i oczywiście otrzymało status “kultowego”. Trafiłem w sedno czyli w czas, kiedy kluło się najwięcej młodych i zdrowych grzybów.

Ponownie obudziły się we mnie wspomnienia miejsc i lasów, które pozostały na fotografiach i które obecnie nie istnieją (zostały wycięte). Wprawdzie część z nich już się odradza, ale minie kilkadziesiąt lat, zanim przekształcą się w dojrzałe drzewostany.

Statystyka 20-sto wrześniowego, kultowego grzybobrania była następująca: 88 prawdziwków, 10 krasnoborowików ceglastoporych, 25 borowików usiatkowanych, 136 koźlarzy czerwonych, 25 koźlarzy pomarańczowo-żółtych, 215 koźlarzy topolowych, 20 koźlarzy babka, 156 podgrzybków brunatnych, 28 rydzów, 20 czubajek kani, 30 maślaków zwyczajnych, 20 maślaków żółtych, 5 kurek.

Łącznie (po zważeniu w domu) miałem 17 kg grzybów, 16 kg w koszu i 1 kg w plecaku. 90% zbioru to były bardzo młode grzyby. Jak się później okazało, był to najlepszy jakościowo i zróżnicowany gatunkowo zbiór grzybów w jesiennej części sezonu 2014.

Już teraz można było stwierdzić, że bez względu na dalsze losy tego sezonu, zapisze się on co najmniej jako dobry, a może i nawet bardzo dobry. Po 20. września ochłodziło się i przeszły deszcze, które nie były jakieś szczególnie obfite, ale też nie były przesadnie skąpe. 26. września pojechałem do Bukowiny, ale tym razem poszedłem na podgrzybki w kierunku Goli Wielkiej.

To był pochmurny i mokry dzień, w którym las obdarował mnie obfitością podgrzybków brunatnych. Przeważały owocniki w średnich rozmiarach, idealne na suszenie, choć młodych jesiennych czarnych łepków, również udało się nazbierać.

Wiele owocników pozostawiłem w lesie z uwagi na ucztę zafundowaną sobie przez ślimaki i skoczogonki. Niemniej obfitość grzybów była duża i spokojnie można było nazbierać dużo podgrzybków w przyzwoitej jakości.

Następnie doszło do większego zahamowania w kluciu się grzybów. Można napisać, że wrześniowe grzyby już się kończyły, a październikowe jeszcze nie wystartowały. Niemniej, mając na uwadze opady z drugiej połowy września, można było przypuszczać, że i w październiku coś się ruszy. Pierwsze, nieliczne symptomy na plus, pojawiły się już podczas pierwszego październikowego weekendu. Jedno co można było wyraźnie zauważyć to fakt, że wśród grzybowej oferty wczesno-październikowego lasu, znacznie wzrosła ilość robaczywych owocników.

Kolejne grzybobranie zaplanowałem za tydzień, 11. października. Byłem dość sceptycznie nastawiony, bowiem zrobiło się już zdecydowanie za sucho i ciepło. Niemniej grzybnia miała inne zdanie i rozpoczęła masową produkcję październikowych podgrzybków, choć nie był to wielki wysyp, to jednak na tyle obfity, że grzybów było sporo, a punktowo bardzo dużo.

Podczas tego grzybobrania postanowiłem nadrobić małą ilość zdjęć z kultowego grzybobrania z 20. września i pstrykałem wiele fotek młodych podgrzybków.

Niemniej w ślad za zwiększoną ilością podgrzybków, na dobre ruszyły robaki. Wiele owocników było kompletnie zasiedlonych przez czerwie. Robaczywość jesiennych czarnych łepków, które przecież słyną ze zdrowotności, wynosiła co najmniej 50%, a punktowo o wiele więcej.

Na szczęście obfitość grzybowa była na takim poziomie, że czerwie otrzymały swoje a grzybiarze swoje. Tyle, że trochę irytowała sytuacja, w której młody, piękny, jędrny podgrzybek po przekrojeniu, okazywał się kompletnie pożerany od środka.

Z rana bardzo szybko zrobiło się na tyle ciepło, że można było chodzić w krótkim rękawie. Las zaczął przybierać złote barwy, jesień rozkręcała się na dobre.

W buczynach prezentowała się zjawiskowo, promienie słoneczne przeciskały się w pędach i gałązkach różnobarwnego ulistnienia.

Tymczasem w runie kotłowały się podgrzybki, eksponując swoje zamszowe, ciemno-brązowe kapelusze. I choć ponad połowa z nich była robaczywa, urodą nadrabiały robaczywą naturę.

Zachwycająco i powalająco prezentowały się rodzinki rosnące w kilku-owocnikowych skupiskach. Już tylko dla takich widoków warto zanurzyć wzrok w ściółce.

Młode podgrzybki są bardzo fotogeniczne, chociaż znam grzybiarzy, którzy mają inne zdanie. Ja pozostaję na stanowisku, że młode czarne łepki to grzybowe gwiazdy leśnej ściółki w borach sosnowych. 🙃

To był naprawdę wspaniały dzień i świetne grzybobranie, które również mogę uznać za kultowe. Nawet te robaki niech będą kultowe. 😂

Późniejszym popołudniem wyruszam w drogę powrotną czyli w kierunku do stacji w Bukowinie. W brzezinkach chapsnąłem kilka koźlarzy pomarańczowo-żółtych. Zrobiło się chłodniej i bardzo klimatycznie.

Średniej wielkości koszyk został załadowany maksymalnie. Po raz kolejny w tym sezonie wyszedłem z lasu zagrzybiony po uszy.

Podskórnie gdzieś czułem, że to był chyba maksymalny grzybowy zryw październikowego lasu, ale żeby się ostatecznie o tym przekonać, należało pojechać do lasu w następnym tygodniu.

I rzeczywiście, przypuszczenia te potwierdziły się w terenie. Czyli w lesie. W tygodniu przeszły większe opady, które jednak już nie wpłynęły na dalszy przebieg jesiennego sezonu grzybowego 2014.

Niemniej i to grzybobranie zaliczyłem do bardzo udanych. Obfitość rozwiniętych czubajek kani pozwoliła obdarować najbliższych leśnymi kotletami. Podgrzybki szybko traciły na jakości i jędrności. Wysyp wygasał, a wraz z nim emocje sezonu grzybowego. Robaki i ślimaki nadal obficie pałaszowały grzyby.

Kolejny raz zdałem relację z grzybobrania na portalu www.grzyby.pl i pomału przygotowywałem się do uroczystego zakończenia i podsumowania całego sezonu, który okazał się bardzo ciekawy, żonglujący emocjami, dający dużo radości i powodów do grzybowego szaleństwa.

Sezon podsumowałem powyższym wpisem na www.grzyby.pl. W 2014 roku coraz silniej dojrzewała myśl o założeniu bloga. Pomysł ten został zrealizowany 16. października 2015 roku, o czym czytelnicy bloga dobrze wiedzą.

W sobotę, 8. listopada podczas nieskończonej gamy jesiennych barw zasypiającego lasu, pożegnałem ten bardzo dobry sezon, zarówno w części jagodowej jak i grzybowej. Sytuacja grzybowa w lesie nie pozostawiała żadnych wątpliwości, że grzyby definitywnie kończą w tym roku swoje owocnikowanie, a grzybnia szykuje się do zimowego snu.

Co dalej? We wcześniejszych częściach “kultowych grzybobrań” wspomniałem, że po opublikowaniu wszystkich części, opracuję specjalne podsumowanie, w których poruszę wiele ciekawych dla grzybiarzy wątków na podstawie własnych spostrzeżeń i doświadczenia. Nie wycofuję się z tego, tylko postanowiłem przesunąć to podsumowanie w czasie. Trochę będzie trzeba na nie poczekać, ale zapewniam, że warto. Podsumowanie ukaże się po moim 40. sezonie grzybowym, a więc gdzieś pod koniec 2027 lub na początku 2028 roku.

W dużo dalszej perspektywie tli się myśl o wydaniu książki, ale pomysł ten jest jeszcze na tyle odległy w czasie, że na ten moment, nie warto zawracać nim głowy czytelników. Teraz warto pomyśleć o nadchodzącym sezonie, do którego z każdą minutą jest odrobinę bliżej. 🙂
DARZ GRZYB! ;))
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.Akceptuję Odrzucić Więcej Polityka prywatności & Cookies
Cześć Paweł!
Rok taki czy owaki,
zbiory takie czy owakie,
ale przedostatnie zdjęcie,…… PA-MIĘ-TA-MY!!!!!
Pozdrawiam
Witaj Krzysiek!
Pamiętamy i będziemy pamiętać!!!!
Wkrótce minie 5 lat od zniszczenia Bukowianina 🌳, niestety sprawa została całkowicie zamieciona pod dywan. Ale my będziemy pamiętać, a ja będę o tym przypominać na blogu…
Serdecznie pozdrawiam!