Przejdź do treści
Las uśpiony mrozem.
Zimowa wyprawa w styczniowej ciszy.

8. stycznia 2026 roku. Pierwsza wyprawa do Bukowiny Sycowskiej w Nowym Roku. Od kilku dni pogoda włączyła zamrażarkę, wcześniej przypudrowała śniegiem, choć na tych terenach w ilościach raczej przeciętnych, tj. kilku centymetrowych. Wysiadam w Bukowinie na przystanku autobusowej komunikacji zastępczej i wyruszam w kierunku Królewskiej Woli.

Przechodzę pod szlakiem kolejowym, łukowaty kształt tunelu, tworzy pocztówki z zimowej Bukowiny. Panuje duże zachmurzenie, temperatura przy gruncie wynosi około -10 stopni C. Słońce nieśmiało przebija się przez warstwę mgły i zamglenia. Panuje kompletna cisza.

Ostatni raz trafiłem na podobne warunki w lutym 2023 roku, podczas wycieczki Sośnie – Granowiec, przy czym wtedy nie było pokrywy śnieżnej i przez cały dzień utrzymało się całkowite zachmurzenie.

Surowa, mroczna, zamglona i lodowata aura, od razu nastroiła mnie pozytywnie, gdyż zdjęcia pstrykane w takich warunkach są mroczne, tajemnicze, po prostu bardzo klimatyczne.

Pierwsze zwiastuny mglisto-mroźnego klimatu, uzewnętrzniły się już w alei dębowej na Królewskiej Woli.

Aleja ta stanowi najcenniejszą perełkę dendrologiczną sąsiadki Bukowiny Sycowskiej. Tworzy ją kilkaset drzew, w zdecydowanej przewadze dębów szypułkowych.

Jednocześnie należy też do najbardziej eleganckich założeń alejowych na terenach Wzgórz Twardogórskich i okolic. Opisałem ją na blogu w 2016 roku.

Jej długość wynosi ponad 600 metrów. Mniej więcej w połowie jej długości, skręciłem w lewo, aby w końcu wejść do zimowego, leśnego świata.

Na polach i łąkach śnieg pomieszał się z szadzią. Przyroda została pomalowana na biało. Wciąż utrzymywała się lodowata mgła.

W objęciach zimy, wśród milionów igiełek lodu i leżących płatków śniegu, wyruszyłem do milczącego lasu.

Przy polnych gruszach zrobiłem zdjęcia dębu, którego widać na horyzoncie. To dąb “Królewski Bliźniak”, jedna z pereł dendroflory Wzgórz Twardogórskich i okolic.

Świat pędów zastygł w zimowym uścisku, zesztywniał i został zakonserwowany białą powłoką.

Czułem na twarzy lodowaty uścisk porannej baśni zimowego snu. Wszystko wyglądało kompletnie inaczej niż podczas wiosny, lata czy jesieni.

Minąłem cenne skarpowe sosny i zajrzałem do leśnego tunelu ciszy, w którym czas płynie wolniej od wskazówek zegara.

Na przydrożnej brzozie, przyjrzałem się skomplikowanej relacji owocnika grzyba z pajęczyną.

Na śniegu można dostrzec liczne ślady mieszkańców lasu. Warstwa śniegu nie jest duża, wynosi kilka centymetrów. Wystarczyła jednak, aby zamienić lasy w zimową bajkę.

Niebo zaczęło pokazywać błękitne oblicze, zachmurzenie pękało, promienie słoneczne rozlały się po lasach.

Odwiedziłem buka “Stopa Słonia, który stoi na straży sosnowego lasu gospodarczego. Stracił kilka dolnych suchych konarów.

W pobliżu drogi czmychnęła chmara jeleni. Zauważyłem, że w lasach leży wiele gałęzi, niektóre drzewa są złamane lub przegięte do samej ziemi. To efekt mokrych opadów śniegu z przełomu listopada/grudnia zeszłego roku.

Mokry i ciężki śnieg obciążył wiele gałęzi, konarów i całych drzew, które nie wytrzymały nadmiernego obciążenia, ulegając siłom i prawom fizyki.

Giętkie brzozy położyły się, podobnie jak niektóre sosny. Dla drzew to przedwczesny, niespodziewany koniec żywota.

Dla zwierząt – okazja do spałowania drewna i zjedzenia kory, która zawiera cenne składniki odżywcze, sole mineralne oraz wodę. Zwierzęta ich potrzebują, zwłaszcza zimą.

Przeszedłem również przez fragment bukowińskich buczyn, w tym przez miejsce, w którym rośnie kilka pięknych, wielopniowych osobników.

Błękit nieba, ponownie został zakryty przez ciemną zawiesinę lodowatych chmur. Do lasu powróciły zamglenia.

Byłem już dość głęboko w lasach Królewskiej Woli i zacząłem wędrować w kierunku Goszcza. Postanowiłem jednak nie wychodzić na tereny wiosek, tylko meandrować lasami aż do powrotu do Bukowiny.

Po licznych zrębach zupełnych posadzono gęste gniazda buczyny, które rosną teraz w otulinach wysokich sosen. Całość została posypana zimową przyprawą z szadzi.

Mróz wyciszył leśny świat. Bezwietrzna aura sprawiła, że miałem wrażenie, jakby zatrzymał się czas. Dawno nie doświadczyłem tak przenikliwej ciszy. Na drzewach nie drgnęła nawet najmniejsza gałązka.

Po dłuższej kontemplacji ciszy uśpionego lasu, obrałem kierunek na szlak kolejowy. Miałem kilka pomysłów na trasę wyprawy, ale ostatecznie wybrałem, że najdalszym punktem włóczęgi będzie Staw Kasztanowy w okolicach Goli Wielkiej.

Wyschnięte paprocie swobodnie leżą na śniegu. Im już nie jest zimno, nie czują nic. Zima uśpiła ich zwiędnięte sylwetki na wieczność.

Zafascynowała mnie nie tylko zimowa aura, ale ta ciągnąca się cisza, która sprawiała, że las wyglądał tak, jakbym oglądał jego zdjęcia, na których zawsze jest bezwietrznie.

Po drodze zmieniały się oblicza leśnych terenów. Dominowały lasy sosnowe, a następnie gęste buczyny i dębina zbudowana z dębów czerwonych, pod którymi dziki przekopały (zbuchtowały) ściółkę.

Następnie wszedłem do świata brzozowych alejek, które znajdują się blisko szlaku kolejowego.

Prace gospodarcze trwają w najlepsze, pod piłami poległy kolejne stare buki z bukowińskich buczyn.

No i jest kultowy tunel, już po kapitalnym remoncie z czystym pakietem nowych cegiełek. Obejrzałem go dokładnie. Remont to istotne wydarzenie w historii tej kultowej budowli.

Doceniam to odnowienie, ale… No właśnie. Uciekł klimat zapomnienia i leśnej nostalgii z dawnych lat. Pozostał w mojej pamięci i na dawnych fotografiach.

Tu jednak decydowały względy bezpieczeństwa i stan techniczny obiektu, a nie sentymenty jakiegoś nawiedzonego grzybiarza. 🙃

Zbliżał się półmetek mojej włóczęgi. Musiałem przyśpieszyć, gdyż do przejścia miałem jeszcze spory odcinek. Zachmurzenie nie ustępowało.

Za tunelem poszedłem prosto i skręciłem na prawo, gdzie znajduje się staw, ale jeszcze nie ten docelowy. Za nim wiją się wody Prądnii Goszczańskiej.

Jeszcze nie przypuszczałem, że za ponad 2 godziny, Prądnia dostarczy mi wyśmienitych wrażeń w przepięknej scenerii.

Kolejne srebrzysto-białe widoki pobielonego śniegiem lasu i “posolonego” szadzią. Już tylko kilka minut i odpocznę przy zamarzniętym “buciku”.

Dlaczego “buciku”? Zaraz wyjaśnię. W oddali widać wiaty turystyczne z ławami. Obok znajdują się tablice informacyjne dotyczące działalności leśników w zakresie małej retencji.

Jak podali leśnicy na FB: “HITEM TURYSTYCZNYM od 2022 roku są obiekty Małej Retencji Nizinnej, które gromadzą wodę i przetrzymują ją przez dłuższy czas. A wszystko po to, aby nie zabrakło wody w lesie dla roślin i zwierząt oraz aby zabezpieczyć wodę do ochrony przeciwpożarowej!

Stawy te są zjawiskowo piękne!
Staw Kasztanowy, Złotowskie Młyny, Tartaczek, Sosnowy, Skrzypowy… jest ich ponad 15. I planujemy już kolejne.”
Widoczny na zdjęciach Staw Kasztanowy ma kształt bucika i stąd nazywany jest właśnie “bucikiem”.

“Obiekty retencyjne spełniają przede wszystkim funkcje przyrodnicze np. zwiększają różnorodność przyrodniczą, czy też zwiększają odporność lasu na zmiany klimatyczne.

Ale ważne są również aspekty społeczne: zmniejszanie zagrożenia powodziowego, minimalizowanie skutków suszy, czy też wykorzystanie tych zbiorników wodnych do celów przeciwpożarowych.”

Leśnicy wyjaśnili również, że: “Każdy z 15 zbiorników posiada oryginalną nazwę, która nawiązuje do historii. Chociażby staw Tartaczek – to miejsce, w którym zachowały się ruiny tartaku należącego do tutejszego pana. Staw Kasztanowy – został utworzony przy alei kasztanowej założonej przez jednego z hrabiów.”

Po zasłużonym odpoczynku i spożyciu posiłku, wyruszyłem dalej. Wciąż panowała bezszelestna aura, natomiast na niebie zauważyłem przebłyski Słońca.

Chmur ubywało bardzo szybko, poczułem również wyraźny spadek temperatury. Zauważyłem, że w rejonie Goli Wielkiej napadało nieco więcej śniegu niż w okolicach Królewskiej Woli i Goszcza.

Nagle, jak za wypowiedzeniem czarodziejskiego zaklęcia, dosłownie w mgnieniu oka zrobiło się bezchmurnie. Mgły i zamglenia wyparowały. Pojawiła się bezkresna przejrzystość w bezwietrznym, lodowatym uścisku.

Środek zimy a na bukowych liściach letnia opalenizna. 🙃 Las przekręcił swój wystrój o 180 stopni.


Na martwym buku dostrzegłem obfite stanowisko grzybów, chyba boczniaków, ale nie jestem pewien.


Śnieg roziskrzył się jak wieczorne bezchmurne niebo, migotające milionami światełek gwiazd.


Minąłem kolejne brzózki, które legły pod ciężarem śniegu. Las nabierał wczesno-wieczornych rumieńców, na termometrze notowałem -11 stopni C.


Myślałem, że mgła na dobre skryła się w leśnych głębinach, ale udało mi się ją dogonić! Złapałem ją w buczynach.


Zatrzaśnięta mrozem, przyblokowana brakiem wiatru, delikatna mleczna poświata, przez którą rozpraszają się słoneczne promienie.


Ależ to były cudne widoki, pełne mroźnego natchnienia i surowego dotyku. To miejsce, w którym mróz wyciszył las i ukołysał go w najgłębszej fazie zimowego snu.


Opuściłem zaczarowane królestwo uwięzionej mgły i wyszedłem na sosnowe bory bukowińskich lasów. Spojrzałem na zegarek. Miałem coraz mniej czasu do autobusu, a przede mną był jeszcze kilkukilometrowy odcinek do przejścia.


Postanowiłem pójść na skróty, pokonując Prądnię Goszczańską, którą już minąłem kilka godzin wcześniej w innym miejscu. Tyle, że Prądnia jest zbyt szeroka, aby ją przeskoczyć suchą nogą. Spróbuję znaleźć jakieś sensowne miejsce do przejścia.


Zacząłem schodzić ze stromego, rozległego wąwozu i stanąłem naprzeciwko tajemniczej strugi przepływającej przez lasy. Prądnia Goszczańska. Dzika, kręta, epicka, dyskretna i w wielu miejscach zamarznięta. Bobry zbudowały na niej tamę.


Najpierw chciałem przejść, wykorzystując bobrową tamę, ale sprawdziłem wytrzymałość lodu i okazało się, że spokojnie wytrzyma ciężar Lenarta z plecakiem. Tak oto stało się to, co w ostatnich latach należy do rzadkości. Przeszedłem po zamarzniętej Prądnii, podziwiając jej leśną dzikość i wyjątkowo urokliwą, zimową scenerię.


Na twarzy poczułem, że mróz jest tu jeszcze silniejszy niż powyżej wąwozu, na “płaskim” lesie. I rzeczywiście, było -12,5 stopnia C.


Gdy już wdrapałem się na górę po drugiej stronie wąwozu, obejrzałem do tyłu i jeszcze raz spojrzałem na to kompletnie magiczne miejsce, jakim jest wąwóz z wężowato wijącą się Prądnią Goszczańską.


Teraz musiałem naprawdę mocno przyśpieszyć, aby zdążyć na autobus. Tymczasem wieczorna złota godzina, na dobre rozgościła się po lesie. I jak tu przyśpieszyć, kiedy wieczorne klimaty zachęcają do fotografowania leśnych wspaniałości?


Taktyka była następująca – szybki marsz i co kilkadziesiąt kroków chwila zatrzymania, aby spontanicznie złapać coś do obiektywu.


4-kilometrowy odcinek pokonałem bardzo szybko i mogłem pozwolić sobie jeszcze na złapanie kilkunastu kadrów z wieczornej odsłony lasów.


Miałem wrażenie, że wraz z każdym krokiem, Słońce obniża swój pułap. Mróz zaczął się nasilać. To był zwiastun nadchodzącej, lodowatej nocy.


Noc zakradała się od najciemniejszych i najbardziej gęstych partii lasu. W gęstym sosnowym młodniku, wciąż było widno.


A później miałem wrażenie, że noc i mrok ścigają mnie i chcą uwięzić, tak jak mróz uwięził mgłę w dostojnych buczynach…


Wyszedłem na skraj lasu. Mrok pozostał w lesie. Moja dusza pozostała razem z nim…

Styczniowa wyprawa po lasach Bukowiny Sycowskiej, Królewskiej Woli, Goszcza i Goli Wielkiej zakończona. Dzień całkowicie bezwietrzy, za to leśna sceneria zmieniała się wiele razy.

Z rana całkowite zachmurzenie, mgły i zamglenia osadzające szadź, po czym na kilkadziesiąt minut wyjrzało Słońce. Następnie ponownie zachmurzyło się a lasy pociemniały na prawie 2 godziny.


Po południu coraz więcej przejaśnień i nagle, jak przy pomocy zaklęcia, zrobiło się bezchmurnie, chyba jeszcze bardziej bezwietrznie i mroźnie. Tajemnicza aura, leniwie unosząca się mgła, iskrzący w Słońcu jak gwiazdy na niebie śnieg i ta przenikająca, lodowata cisza…


Las pogrążył się w zimowym śnie… Cichy i nieruchomy, jakby czas zatrzymał się między oszronionymi pniami, a drzewa oddychały wolno pod białą pierzyną śniegu. To była wspaniała zimowa włóczęga. ✨🌲❄

I w końcu zasypiała Bukowina – cudowna wioska wśród zimowych drzew,
gdzie las i mróz cicho opowiada swój śpiew.
Dym z kominów leniwie się wznosi,
a spokój w gałęziach każdy dzień roznosi. ❄✨❄
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.Akceptuję Odrzucić Więcej Polityka prywatności & Cookies