Aktualności Grzyby Las

Leśna wyprawa pełna jagód.

Leśna wyprawa pełna jagód.

Sobota, 11 lipca 2026 roku. Po ponad rocznym remoncie szlaku kolejowego na odcinku Grabowno-Wielkie – Ostrów Wielkopolski, pociągi powróciły na dawne (choć teraz nowe i wymienione) tory. Wcześniej otworzono odcinek szlaku od Sośni Ostrowskich. Mój pociąg wyjeżdżający z Wrocławia po 5. z rana, był pierwszym oficjalnym składem pasażerskim, który przejechał po całej trasie od zakończenia remontu.

Wysiadłem na nowo wybudowanych peronach w Bukowinie Sycowskiej. Gdzie się podział ten klimat dawnej stacyjki z pięknymi drzewami, kwitnącym wiosną bzem i latającymi jaskółkami? Odszedł na zawsze, pozostał już tylko na zdjęciach i w pamięci. Stacja kolejowa w Bukowinie stała się jedną z setek zabetonowanych stacji, jakie odnajdziemy na terenie kraju. Beton i pustka przejęły dowodzenie.

Przeszedłem na drugą stronę torów, odwróciłem się i spojrzałem jeszcze na budynek stacyjny, jakbym wciąż nie do końca wierzył w fatalną metamorfozę tego terenu. Trzeba szybko wyruszyć do lasu, aby zapomnieć o tym betonowym potworku, którym obecnie stała się stacja w Bukowinie.

Plan wyprawy był następujący. Z rana poświęcę mniej więcej godzinę na przejście kilku grzybowych miejsc a następnie rozpocznę jagodowe skubanie do samego wieczora. Zresztą aby dojść do serca jagodowych borów w tej części Bukowiny i tak trzeba przejść przez grzybowe miejscówki. Zatem proces lustracji runa leśnego miał się odbyć po drodze do jagodowego eldorado.

Tylko najpierw musiałem się przetarabanić przez dość zarośnięte miejsca z kwitnącymi na potęgę jeżynami, wśród traw i paproci. Kiedy już pokonałem ten odcinek, obejrzałem spodnie żeby sprawdzić, czy nie przyczepiły się do nich kleszcze. O dziwo, nie “złapałem” ani jednego. Może jeszcze spały po wczorajszej uczcie na jeleniu. 😁

Na pierwsze oględziny poszły miejsca przy leśnych polanach, na skraju sosnowych drzewostanów. Te miejsca są grzybowo nieprzewidywalne, często rosną w nich maślaki, kanie, borowiki, rydze a nawet koźlarze, ponieważ wśród tych sosenek, zawieruszyły się pojedynczne brzozy lub topole osiki z którymi koźlarze trzymają mykoryzową sztamę.

Jednak nie tym razem. Grzybowo-lipcowa pustka ma się dobrze i nie pozwoliła żadnemu owocnikowi wymienionych gatunków grzybów, wychylić kapelusz z ciemności gleby. Za to kilkaset metrów dalej rozpoczyna się fragment klimatyczno-krajobrazowy szlaku, który jest wyjątkowo urokliwy.

Często szukam fraz i określeń na ten krajobrazowy majstersztyk, którym zachwycam się od 39 lat. I chyba wreszcie znalazłem. “Harmonia doskonała” idealnie pasuje na to genialne, płynne i przepiękne połączenie pól, łąk i lasów w całość.

Dodatkowym atutem jest pofałdowanie terenu z jednej strony i wręcz idealna równina z drugiej. Można rzec, że Bukowina jest jak morze – faluje krajobrazem lub jawi się jako oaza spokoju i ciszy. Gdzieś pomiędzy jednym i drugim idzie wrocławski wariat w czapce z daszkiem i fotografuje zmienność geologicznych nastrojów Bukowiny. 😎 

Przechodzę przez ostatnie fragmenty równinnych pejzaży, grzybów nadal zero, ale za kilkanaście minut zmieni się wszystko. Z horyzontu zniknie krajobrazowa “harmonia doskonała” na rzecz jagodowego eldorado w starym borze sosnowym.

Sezon jagodowy 2026 w lasach Bukowiny już stał się legendą. Miejscami krzewinki uginają się od ciężaru i ilości jagodowych skarbów. W sobotę warunki do zbierania jagód, po raz kolejny były idealne. Na termometrze nieco ponad 20 stopni C i lekkie powiewy przyjemnego wiatru.

W komforcie termicznym, przy ogromnej podaży borówek, zbiór – choć wymagający cierpliwości i przynajmniej jako takiej kondycji – był przyjemnością. Mam świadomość, że rozpatrywanie zbierania jagód w kategoriach “przyjemności” dla wielu ludzi brzmi co najmniej dziwnie.

Przez kolejne godziny, a właściwie kilkanaście godzin, “zakopałem” się w jagodowym borze sosnowym, narzucając sobie maksymalne tempo zbierania lub skubania jagód. Właściwie to nie wiadomo czy jagody się skubie czy zbiera?

W słowniku języka polskiego wyjaśniono, że “skubanie” może oznaczać między innymi: “pociągnąć”, “szczypnąć”, “oderwać coś po trochu, po kawałku” natomiast “zbieranie”: “podnieść”, “zerwać lub zdjąć i zabrać z miejsca, w którym rosły owoce, zboża, kwiaty itp.” I tu pojawia się kolejna fraza, a mianowicie “rwanie”, której słownik przypisuje również wiele znaczeń, np. “zdejmować coś z drzewa, z krzaka”.

To jak to jest z tymi jagodami i ich “zbieraniem”? Ano tak – najpierw trzeba się schylić, jagodę chwycić palcami, skubnąć czyli jednocześnie urwać, zebrać i zdjąć z krzewinki a następnie podnieść i wrzucić do pojemnika. Jakie to proste i logiczne. 😁😂

Sobotni zbiór był jednym z najlepszych w mojej jagodowej karierze. Już w godzinach wczesno-popołudniowych, po ilości zebranych owoców widziałem, że to jest ten dzień, w którym co najmniej otrę się o życiowy rekord. Dlatego postanowiłem narzucić maksymalne tempo zbioru i trochę się w tym zagalopowałem, ponieważ po godz. 18-tej uświadomiłem sobie, że mam naprawdę mało czasu na dojście do stacji na pociąg powrotny do Wrocławia. Na stację wparowałem 4 minuty przed jego przyjazdem, pstryknąłem kilka fotek zbiorów, zapakowałem jagody i… już wjeżdżał pociąg.

Wracając do grzybowego świata – znalazłem parę kurek, którą pozostawiłem w lesie. Zaczęły się pojawiać nieliczne gołąbki, których nie zbieram. Generalnie życie grzybowe punktowo daje o sobie znać, ale gatunkami, które nie leżą w moim kulinarnym kręgu zainteresowań.

Najbardziej dziwi mnie brak koźlarzy i to wszelakich – od topolowych i czerwonych rosnących pod osikami po masywne baryłki pomarańczowo-żółte, imitujące na trzonach korę delikatnych brzózek, które są partnerami mykorozowymi tych baryłek.

Zawsze można zrzucić winę na niewystarczającą wilgoć, ponieważ w lasach Bukowiny nadal mamy jej znaczny deficyt, ale w ostatnich tygodniach nie jest jakoś wyjątkowo przesadnie sucho, od czasu do czasu coś tam pada, a w miejscach mocno zacienionych, ściółka jest wilgotna. Pomimo tego koźlarzy w ogóle nie widać. Kiedyś koźlarze, zwłaszcza pomarańczowo-żółte, znajdowałem w czerwcu i lipcu często, nawet jak było bardziej sucho.

Ostatnie lata przynoszą jednak kompletną posuchę tego gatunku i to bez znaczenia o której porze roku. Gdzie się podziały brzozowe alejki pełne masywnych krawcy i młodniki, w których dorastały do ogromnych rozmiarów? Dzisiaj świecą pustkami.

W godzinach popołudniowych na niebie pojawiły się śnieżnobiałe chmury kłębiaste czyli letnie “kalafiorki” cumulus humilis. Unosząc się nad zielonym krajobrazem lasów Bukowiny, utworzyły niezwykły kontrast z głębokim błękitem nieba.

 Promienie słońca subtelnie podkreśliły ich miękkie kształty, nadając całej scenerii wyjątkową głębię. Zieleń drzew na horyzoncie dopełniła ten malowniczy widok, który zachęcił mnie do zatrzymania się na chwilę w celu podziwiania uroku natury.

Leśna wyprawa pełna jagód od rana do wieczora w lasach Bukowiny minęła bardzo szybko. To był wyjątkowy czas spędzony w doborowym towarzystwie sosen, buków, brzóz, jagodowych krzewinek, owadów, ptaków i głębi sosnowej przestrzeni wypełnionej kojącą melodią lasu. 🌳🌥️🌲

Tymczasem w środę, 15 lipca, wbrew ostrzeżeniom meteorologicznym przed burzami i ulewami, ponownie pojechałem do Bukowiny. Natura “poświęciła” mnie solidnie, ale ostatecznie wyprawa była świetna, o czym napiszę w odrębnej relacji.

Darz Grzyb! 🍄‍🟫

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.