Aktualności Grzyby Las

Leśny trans w jesiennej Bukowinie.

Leśny trans w jesiennej Bukowinie.

Środa, 22 października 2025 roku, poranek na Wzgórzach Twardogórskich. Spadają liście jak wspomnienia dawnych dusz, w powietrzu krąży zapach nadchodzącego, zimowego snu.

Drzewa stoją jak święci w popiołowych szatach, a wiatr im szepty modlitwy w korony wplata. Ziemia chłonie wysychające łzy lata i jesieni, które spływają po trawie jak ciche wyznania. Każda kropla to echo odchodzącego dnia, każdy cień – zapowiedź zapomnienia.

Słońce dogasa w bursztynowym krwiobiegu nieba, zanim noc rozwinie swoje czarne skrzydła. Wtedy cisza wstępuje do serc, ale ta cisza nie przeraża, tylko koi.

Bo w tej nadchodzącej ciemności, w tym pomału zasypiającym lesie, jest piękno. Jesień – królowa przemijania i spokoju, tańczy powoli w złotych ruinach odchodzącego światła.

Tam – między pniami – czuć jeszcze ciepło Słońca, które zgaśnie, nim zdąży się pożegnać. Las oddycha nadchodzącym snem, snem ciężkim jak wino. Później nadejdą listopadowe noce – ciche, długie, niemal wieczne.

W głębi lasu, gdzie mgła się snuje jak duch, liście szeptają tajemnicze zaklęcia umarłym dniom. Złoto i purpura zgasną w cieniu mchów, a ścieżki utoną w posępnym śnie nocy.

Las, co milczy przed zmrokiem. Liść, który opadł. Trans, który trwa. Bukowina i ja. Leśny świat dookoła.

W konarach wisi rześkie, poranne powietrze. Chłodne i blade, choć niewidoczne. Jak twarz anioła, co utracił wiarę. A wiatr, niczym świecąca co noc gwiazda na niebie, powraca, by po raz ostatni pogłaskać włosy drzew.

Wśród pni sosen, dębów i brzóz, błąka się cień – cień człowieka, którego dusza uwalnia się z ciała zawsze, kiedy tu przebywa. Nie dotyka ziemi, nie boi się nocy, bo sam jest nocą – jej chłodem, jej głosem.

W dłoniach niesie wspomnienia minionych lat, których ciepło przepadnie wraz z jesiennym wiatrem. Szuka okrętu przeszłości i przyszłości w każdym opadającym liściu, czasami w blasku księżyca, co drży w kałużach.

Las zna jego kroki, zna jego tęsknotę i szepty, bo co noc wraca, gdy mgła spowija ziemię. Wtedy liście spadają bezszelestnie, a sowy milkną, by słuchać tańca nocnych żywiołów.

Dusza woła w głąb pustki, lecz tylko echo powtarza imię zapomnienia. Czy istnieje iskra leśnej nadziei w nocnym blasku gwiazd? A może śni w innym świecie, gdzie jesień nie boli?

Dociera do dębowego lasu – starego strażnika jej sekretu. Słyszy szepty i dźwięki złotych liści jesieni. Zapachy przebijają jej wrażliwość na wylot. W oddali dostrzega taniec wieczności.

Podrywa się lekki wiatr, który wśród drzew nuci pieśń o pięknie przemijania. Oto jestem świadkiem zjednoczenia, trwającego poza czasem…

Z głębi ciszy wyszyły dwie przeciwności – cień i światło. Cień głaskał las chłodem i był przepełniony łzami nieskończoności. Światło ogrzewało mieniące się ciepłymi barwami drzewa. Promieniowało nadzieją.

Na ścieżkach leży czas – w postaci liści, które szeleszczą pod stopą jak kartki przeszłości. Wiatr, stary pielgrzym, zbiera je po cichu, zamykając kolejny rozdział księgi o odchodzeniu wszystkiego.

Drzewa stoją dostojne, pogrążone w zadumie, bo wiedzą, że w każdej śmierci jest ziarno powrotu. Ziemia nie płacze – przyjmuje to, co więdnie, bo przemijanie to jej przeznaczenie i sens.

I tylko człowiek, zatrzymany wśród mchów, patrzy na las, jak w lustro własnego losu – rozumie, że wszystko musi odejść, aby znów mogło się narodzić.

Tak przeminęła pierwsza część mojej włóczęgi. Słoneczna aura późno-październikowego lasu, jaka panowała w godzinach porannych, obudziła strumień wrażeń, doznań, wspomnień i przekształciła włóczęgę w leśny trans.

Problemy z brakiem opadów

Teraz trochę o wodzie, opadach i “okropnym, bardzo mokrym” roku. Otóż zależy gdzie. Są rejony, gdzie padało bardzo dużo, ale są też takie, nad którymi padało bardzo mało, najczęściej poniżej średniej wieloletniej. Jako miłośnik przyrodniczych włóczęg po terenach Wzgórz Twardogórskich, zawsze zwracam uwagę na sumy opadów, które są notowane nad tymi terenami.

A padało tu bardzo mało. Właściwie to tylko lipiec i początek sierpnia miały “jaja” i podlały Wzgórza Twardogórskie po japońsku czyli jako tako. A później rozpoczął się okres opadów poniżej normy, który trwa do dzisiaj. Zwodnicze mżawki i niższe temperatury mogą dać poczucie, że jest mokro, bo jest, ale tylko bardzo powierzchniowo. Głębiej jest sucho a jeszcze głębiej bardzo sucho. Zima i wiosna też były suche.

Przykładowymi wskaźnikami sytuacji hydrologicznej na tych terenach są oczka wodne, stawy i groble wraz z zasilającymi je ciekami wodnymi. Mogę napisać, że 90% rowów nie ma obecnie płynącej wody, przez co poziom wody w zbiornikach, gwałtownie się obniżył. Fakt, że gdzieś leje i lało nie oznacza, że wszędzie lało. Jest wiele regionów, gdzie nie pada lub padało bardzo niewiele, bo “coś” się zacięło i nie chce padać.

Dla przykładu zdjęcia oczka wodnego, które ukazują skalę zjawiska niedoboru opadów. Pierwsze zdjęcie z maja 2022 roku z normalnym poziomem wody a drugie z października 2025 roku z nienormalnym poziomem wody.

W tym roku gmina Międzybórz jest wyjątkowo często omijana przez najbardziej wydajne strefy opadów, które najczęściej przechodzą kilkadziesiąt kilometrów na wschód od tych terenów.

Brak solidnych opadów, zarówno pod koniec sierpnia, jak i we wrześniu, przyczyniły się do poważnego zahamowania normalnego rozwoju owocników grzybów. W październiku pojawiło się więcej opadów, ale wciąż okazały się niewystarczające, aby rozwinął się solidny jesienny wysyp grzybów. Nie pomogły też warunki termiczne, które często przypominały listopad.

 GRZYBY

Jadąc do lasu byłem bardzo ciekawy jak rozwinęła się sytuacja podgrzybkowa, bowiem w połowie października, wreszcie coś drgnęło w podgrzybkowym świecie. Zaczęły się pojawiać młode, jędrne i twarde owocniki, które dały nadzieję, że w tym roku “jeszcze grzybnia nie zginęła”.

I co się wydarzyło przez tydzień? Podgrzybki, które zdążyły urosnąć, straciły na młodości i jędrności, odznaczały się słabszą kondycją, zmianami barwy hymenoforu od przymrozków, a grzybnia wykazała dużą niechęć do tworzenia i klucia nowych owocników.

Od strony Międzyborza lasy podgrzybkowe były bardzo mizerne, w przytłaczającej większości puste, bez podgrzybków, ale i innych grzybów było/jest po prostu bardzo mało.

Znalazłam kilka ciekawych owocników grzybów nadrzewnych, które atrakcyjnie prezentowały się na złamanych kłodach drzew i ich pniakach.

Największą niespodzianką było znalezienie jedynego, ale ogromnego siedzunia sosnowego, który umościł się wygodnie na pniu ściętej kilka miesięcy temu sosny.

Owocnik był wyjątkowo okazały, jędrny, dobrze nawodniony i bardzo ciężki. W domu położyłem go na wagę, która wskazała 2,6 kg.

Co zrobić z tak wielką “kozią brodą”, jak potocznie nazywany jest siedzuń sosnowy? Oczywiście grzyb tan smakuje wybornie pod każdą postacią (sosy, zupa, jajecznica, itp.). Ja go jednak pokroiłem na wiele kawałków, obgotowałem w wodzie z solą, później ostudziłem, odcedziłem i zamroziłem.

W zimie sporządzę z niego flaczki. Przepis jest identyczny jak w przypadku przygotowywania klasycznych flaczków, tylko że zamiast mięsa, do gara wrzucamy rozmrożone kawałki siedzunia. Nie da się inaczej powiedzieć o takiej potrawie jak niebo w gębie. 😊

W kilku miejscach widziałem owocniki “fałszywej kurki” czyli lisówki pomarańczowej. Ich również jest w tym sezonie bardzo mało, a powinno być od groma. Przy czym należy pamiętać, że jest to gatunek niejadalny.

Dobrze trzymają się ponurniki aksamitne, które oglądałem w młodym stadium pod koniec września. Jednocześnie widać u nich objawy powolnego starzenia się.

Podgrzybki zawiodły. W połowie miesiąca dawały nadzieję, że sypną, a tymczasem można zacytować znane porzekadło: “tak dobrze żarło i zdechło”. Czy to wciąż za mała wilgotność przyczyniła się do tego zdechnięcia czy zimne noce? A może jedno i drugie?

Wciąż klują się muchomory czerwone, ale i czerwono-kropkowanych piękności jest w tym sezonie dużo mniej. Kilka najbardziej fotogenicznych owocników uwieczniłem na zdjęciach.

W skupiskach brzezin, w których podczas niezakłóconego sezonu grzybowego rosną setki muchomorów, teraz znajdowałem zaledwie po kilka sztuk.

Generalnie, po oględzinach lasów mogę napisać, że wszystkie gatunki grzybów rosnące na tych terenach, klują się w obecnym sezonie w znacznie mniejszych ilościach.

Wciąż nie znalazłem opieniek i nadal liczę, że jeszcze zdołają się wykluć. Może nawet już się klują, bowiem w doniesieniach grzybiarzy widać stopniowe “przemieszczanie” się wysypu opieniek z gór do nizin.

Mój zbiór był bardziej charakterystyczny dla końcówki sezonu w połowie listopada niż jego pełni. Kiedy przeglądam relacje grzybiarzy na portalu Marka Snowarskiego (www.grzyby.pl) i na grupach facebookowych, aż trudno uwierzyć, że mam tak marne zbiory w tym sezonie.

Cóż mam począć, kiedy wszystkie miejscówki świecą pustkami? Miejscowi również mieli po kilka sztuk grzybów na dnie koszyków. Spotkany znajomy grzybiarz w drodze powrotnej (serdecznie pozdrawiam Mirku!), podzielił moje spostrzeżenia odnośnie słabości tego sezonu w lasach Bukowiny.

Las pomału przygotowuje się do całkowitego zrzucenia liściastego ubrania wszelkich gatunków drzew i krzewów, wśród iglaków czynią to modrzewie.

Przez pewien czas zastanawiałem się, czy wyprawę nie przekształcić w zakończenie Tour De Las & Grzyb 2025, jednak ostatecznie coś mnie wstrzymało. Zakończenie zaplanowałem w pierwszej połowie listopada.

Wówczas jeszcze raz pojadę z koszykiem do lasu, a następne wyprawy będą już z samym plecakiem, aparatem fotograficznym oraz sprzętem do pomiaru drzew, ponieważ sezon zimowy to najlepszy czas na poszukiwanie dendrologicznych osobliwości.

Na koniec jeszcze trochę wędrówki po międzyborsko-bukowińskich zakamarkach. Fantastyczna miejscówka na prawdziwki, które w powyższych brzezinach potrafią rosnąć w dużych ilościach. Trochę powspominałem sobie zbiory z minionych sezonów w tych brzózkach.

Tuż obok cenne lasy podgrzybkowe, prawie całkowicie puste. Znalazłem w nich tylko kilka podgrzybków i to przeciętnej jakości.

Kolejne, borowikowo-podgrzybkowe stanowiska. Puste i smutne, bo jednak brakuje w tym sezonie barwnego dywanu świata grzybów.

Wijące się ścieżki, koźlarzowe alejki, zarastające dróżki. Tam zawsze coś rosło w normalnym sezonie grzybowym. W tegorocznym wykazują pełną solidarność w bezgrzybiu.

Tylko liści nie brakuje. 🙃 Na liście można liczyć co roku. Mają obfite “wysypy”, najobfitsze od drugiej połowie października. 🍂🍁

Dęby czerwone przechodzą obecnie przez maksymalną fazę wybarwienia liści, podobnie jak klony pospolite. Nawet podczas pochmurnej aury prezentują się wybornie.

Czasami nawet przy nich znajdowałem borowiki, ale wydaje mi się, że owocniki szlachciców mykoryzują w tych miejscach z pobliskimi, młodymi sosnami.

Swoje coroczne, wyjątkowo barwne show rozpoczęły buki pospolite, które – gdzie by nie spojrzeć, przykuwają uwagę najbardziej intensywnie nasyconymi kolorami.

Trawy i paprocie również przybrały jesienne barwy, choć jeszcze nie wszystkie. W głębi lasów, nadal można spotkać paprocie i trawy w zielonych barwach, jak gdyby nie chciały oddać lata ze swoich łodyg.

Jesień w lesie to szept ziemi, która zasypia, tuląc liście jak wspomnienia lata.

Złote liście tańczą w ciszy, jakby las żegnał się z własnym snem.

W jesiennym lesie nawet wiatr brzmi jak modlitwa do czasu.

Mgła kładzie się na ścieżkach jak zapomnienie – miękkie, ciche, nieuchronne.

Wśród nagich gałęzi słychać prawdę, której nie słychać w pełni lata – cisza jest nauczycielką mądrości.

Każdy liść to historia, która kończy się w objęciach ziemi.

Kiedy liść spada, ziemia nie płacze – przyjmuje go jak list od nieba.

Każdy krok po jesiennym dywanie z liści to rozmowa z czasem, który uczy pokory.

W jesiennym lesie wszystko przemawia ciszą, a cisza ma głos wieczności. Dla mnie tym głosem i ciszą jest Bukowina. Nieważne czy z grzybami czy bez. Bukowina jest wszystkim.

Darz Grzyb!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.