Przejdź do treści
Lipiec w Bukowinie zapisany kolorem jagód i zapachem grzybów na mecie.

Co to był za lipiec w lasach Bukowiny Sycowskiej! Pachnący jagodami od początku do końca! Wprawdzie do zakończenia miesiąca pozostało jeszcze ponad 10 godzin, ja pożegnałem lipcowe eskapady leśne w niedzielę, 26 lipca.

Po większych opadach deszczu, jakie przetoczyły się w połowie miesiąca i niezbyt wysokich temperaturach, które panowały przez prawie 2 tygodnie, grzybnia została sprowokowana i podjęła decyzję o kluciu owocników grzybów.

Z grzybów blaszkowych, zdecydowanym liderem w sztuce zdobienia leśnej ściółki zostały gołąbki o różnych barwach kapeluszy.

Najwięcej spotkałem gołąbków z czerwonymi, zielonymi, różowymi i żółtymi rumieńcami na “dachu” o różnej intensywności wymienionych kolorów, od bladych do bardzo wyrazistych.

Jeśli można mówić o zjawisku, zwanym przez grzybiarzy wysypem, to do gołąbków pasowało to jak ulał. Ilość i różnorodność owocników spokojnie pozwalała na postawienie tezy, że mamy ich wysyp.

Postanowiłem trochę sfotografować ten delikatny, kruchy i różnorodny świat, który wychylał się spod zeszłorocznych liści, mchu, igliwia, trawy i samej ziemi.

Jadalne gatunki gołąbków są smaczne, grzybiarze cenią je zwłaszcza w postaci usmażonej na patelni lub blasze. Tak sporządzone grzyby smakują wybornie.

Z innych gatunków grzybów, zauważyłem między innymi kępki czernidłaków pospolitych i błyszczących.

W borach sosnowych można spotkać piękne goryczaki żółciowe, które jak zwykle robią grzybiarzy w konia, imitując z daleka borowiki lub podgrzybki.

Wzdłuż leśnych duktów sypnęło tęgoskórami cytrynowymi o bulwiasto-kartoflanych kształtach.

Jednym z ciekawszych spotkanych grzybów był owocnik murszaka rdzawego – jednorocznej huby składającej się z kapelusza i trzonu.

Na martwych kawałkach drewna swój czas na klucie owocników poczuły ponurniki aksamitne, które w imitacji podgrzybków, robią grzybiarzy w jeszcze większego konia niż goryczaki. 🐴🙃

No i zaczęły się kluć pierwsze prawdziwki. Wprawdzie bardzo nielicznie i wybitnie punktowo, ale każdy z nich przyniósł mi ogromną dawkę adrenaliny i radości.

Większość była zdrowa, jeden owocnik został spałaszowany przez żuki. Gdyby nie obecne upały, te punktowe prawdziwkowe wypryski, miałyby szansę na uformowanie letniego wysypu.

W topolach osikach pojawiły się koźlarze topolowe. Również nielicznie, ale przeważnie zdrowe. Natomiast nie spotkałem ani jednego koźlarza czerwonego.

Koźlarze topolowe są kapryśnie. Znam wiele miejsc z topolami osikami i tylko w nielicznych znajduję ich owocniki, choć pozornie, wszystkie te miejsca są dla koźlarzy wręcz idealne.

Następnie spotkałem mocno sfatygowanego życiem borowika szlachetnego, którego dopadły żuki i czerwie oraz podgrzybka. Podgrzybek był piękny, w dobrej formie, ale wewnątrz lokal był już wynajęty przez tłuste źródła białka. 🐛😁

No i wreszcie znalazłem koźlarze pomarańczowo-żółte. Wprawdzie tylko dwa w młodym stadium, za to wytęsknione i powitane przeze mnie z grzybiarską życzliwością.

Dookoła rosło też kilka koźlarzy babek i szarych, ze zdrowotnością pół na pół.

Jednakże bezapelacyjnym królem końcowo-lipcowego drgnięcia w świecie grzybów w lasach Bukowiny Sycowskiej został pieprznik jadalny, potocznie zwany kurką.

Wiele owocników dorosło do rozmiarów kogutów, tylko piania im zabrakło. 😉 Za to grzybiarz zapiał z zachwytu nad ilością, jakością i wielkością znaleziska w leśnych kurnikach. 🐣🐓🙃

Za kurnikami znalazłem jeszcze kilka pięknych borowików, jeden wyrósł w krzewinkach borówek i prezentował się fantastycznie!

Kurek uzbierało się ponad 2 kg, większość owocników w rozmiarach XXL oraz XXXL. Do tego koźlarze i borowiki.

Na tych fotkach widać kwintesencję letniego grzybobrania – dary lasu rozsypane na leśnej trawie. Królują złociste kurki, których intensywna barwa rozświetla runo niczym promienie słońca przebijające się przez korony drzew. Obok leżą dorodne koźlarze oraz kilka borowików, tworząc piękną kompozycję różnorodnych gatunków.

To widok, który dla miłośnika lasu znaczy znacznie więcej niż pełne kosze – jest nagrodą za wiedzę, wytrwałość i umiejętność odczytywania leśnych znaków. 😎

Poza szukaniem grzybów, przeważającą ilość czasu spędzonego w lesie poświęciłem na zbieranie jagód. Sezon jagodowy 2026 na Wzgórzach Twardogórskich już w tym momencie otrzymuje najwyższą ocenę czyli szkolną szóstkę.

Kolejne 25 litrów wpadło do wiaderek, a ja tradycyjnie siedziałem bardzo długo w lesie, maksymalnie naginając czas potrzebny do powrotu na stację. Wpadłem na nią na kilka minut przed przyjazdem pociągu. 🥵😱🚝

Lipiec w lesie odchodzi z godnością króla, który przez ostatnie tygodnie panował nad leśnym światem. Pozostawia po sobie ścieżki pachnące rozgrzaną żywicą, wrzosowiska czekające na swój czas i bory, które zapisały w pamięci niezliczone kroki włóczęgów szukających darów natury. W koronach sosen wciąż szumi ta sama pieśń, lecz jej melodia niesie już zapowiedź nadchodzącego sierpnia.

To właśnie u schyłku lipca las wydaje się największy i najbardziej dostojny. Każde drzewo stoi niczym strażnik pradawnego królestwa, a miękki mech skrywa opowieści o tysiącach świtów i zmierzchów, które przeminęły na długo przed naszym przyjściem.

W tym miejscu grzybiarz przestaje być tylko wędrowcem – staje się częścią wielkiej historii zapisanej w słojach drzew, w zapachu igliwia i w ciszy, której nie potrafi stworzyć żadne inne miejsce na ziemi. 

Każdy krok po leśnej ścieżce przypomina, że lato nie odchodzi nagle. Powoli przekazuje swoje barwy i dary nadchodzącemu sierpniowi, pozostawiając po sobie wspomnienia ciepłych poranków, złotych wieczorów i chwil, w których człowiek czuje się częścią odwiecznego rytmu natury.

Końcówka lipca jest jak piękny, ostatni akord letniej symfonii – pełen światła, spokoju i wdzięczności za wszystko, czym las zdążył już obdarować swoich wiernych wędrowców.

Lipiec odchodzi z lasu bez pośpiechu, zostawiając na igliwiu ciepło minionych dni i szept letniego wiatru. Drzewa zdają się na chwilę zatrzymywać czas, jakby chciały nacieszyć się ostatnimi dniami swojej najbardziej zielonej szaty.

Końcówka lipca ma w sobie niezwykłą harmonię. Nie ma już niecierpliwości początku lata, lecz jest spokój dojrzałej pory roku, która z dumą pokazuje owoce swojej pracy – dorodne jagody, pierwsze grzyby i soczystą zieleń rozświetloną słońcem.

Las wie, że każda pora ma swój czas. Dlatego nie zatrzymuje lipca na siłę, lecz żegna go z godnością, oddając sierpniowi pachnące bory, poranne mgły i ścieżki pełne leśnych skarbów.

A człowiek, wracając z takiego lasu, niesie ze sobą coś więcej niż pełne wiadra czy kosze. Zabiera spokój, którego nie można kupić, wspomnienia, których nie zatrze czas, i cichą wdzięczność za to, że mógł choć przez chwilę być częścią tej niezwykłej, leśnej opowieści.

Końcówka lipca – piękna pora, las obdarza od rana do wieczora.

Kto pod koniec lipca do boru wyruszy, ten wróci bogatszy – i dla ciała, i dla duszy.

Końcówka lipca – Słońce w koronach, a leśne skarby dojrzewają w zielonych zasłonach.

Gdy kończy się lipiec, nie kończy się cud – las wciąż hojnie dzieli swój trud.

Kto z lasem kończy lipiec ramię w ramię, temu wspomnienie tej pory na długo pozostanie.

Do zobaczenia drogi leśny lipcu za rok, czas szykować się na powitanie leśnego sierpnia.
Darz Grzyb! 🌿🍄✨
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.Akceptuję Odrzucić Więcej Polityka prywatności & Cookies