Aktualności Grzyby Las

O stacyjce w środku lasu, sędziwych grzybiarzach, Borach Dolnośląskich i grzybach.

O stacyjce w środku lasu, sędziwych grzybiarzach, Borach Dolnośląskich i grzybach.

Wtorek, 16 września 2025 roku. Jeszcze pod osłoną nocy wyruszam z Wrocławia na wielką przygodę do serca Borów Dolnośląskich. Wysiądę na najbardziej klimatycznej stacyjce w tym ogromnym kompleksie leśnym. To Studzianka, do której – oprócz mnie – jedzie kilkudziesięciu grzybiarzy, głównie z Legnicy. 90% z nich to starszyzna, dla których wyjazd pociągiem do lasu jest rytuałem, okazją do gawędy z innymi grzybiarzami oraz wspaniałą odskocznią od codzienności. Klimat takich wyjazdów jest wyborny i niepowtarzalny! Grzybiarze samochodowi raczej nie czują tego klimatu, a ja nawet nie chcę żeby poczuli. Wiem swoje – wyjazd do lasu pociągiem i samochodem to dwa, zupełnie odrębne stany grzybowej świadomości. ;))

Przed Studzianką zaczepia mnie jegomość z Wrocławia i pyta, czy jestem Pawłem Lenartem? Nieco zaskoczony, odpowiadam, że tak. Okazuje się, że ten Pan od kilku lat jeździ do Studzianki na grzyby, a dowiedział się o tym niezwykłym miejscu jako czytelnik mojego bloga. Wysiadamy razem i przez około kilometr, może ciut więcej idziemy razem, gawędząc o lesie, grzybach, magicznej Studziance i jeszcze bardziej zaczarowanych lasach, które ją otaczają.

Następnie życzymy sobie wszelkiej grzybowej pomyślności, w koszyku borowikowej obfitości i każdy idzie w swoją stronę. Przy okazji pragnę serdecznie podziękować temu Panu, za tak wiele miłych i ciepłych słów pod adresem mojego skromnego bloga.

Rozbłysnął poranek w Borach Dolnośląskich. Nocny chłód unosi się od ściółki i paruje przeźroczystymi smugami. Ściółka jest bardzo wilgotna, ostatnie deszcze nawodniły leśne podłoże. Zanim zacznę wypatrywać grzyby, podziwiam, przeciągający się po nocy dostojny, sosnowy bór.

Idę przez fragmenty wrzosowisk, piaszczyste ścieżki wiją się wśród spontanicznie obsianych brzózek. Wrzosy w większości już przekwitły, ale spotkałem jeszcze sporo kwitnących krzewinek.

Lato astronomiczne spakowało już walizki i spokojnie czeka na najbliższy poniedziałek, aby udać się na zasłużony urlop. Teraz nadchodzi czas jesieni, mgieł, mżawek, tańca barwnych liści, a także wielkiego przygotowywania się leśnych stworzeń na nadciągające tygodnie ciemności i zimna.

GRZYBY

Moim grzybowym celem numer jeden były borowiki, zarówno sosnowe jak i szlachetne. Grzybiarze informowali, że te drugie dopiero startują, za to sosnowych jest całkiem sporo.

I rzeczywiście, podczas całej wyprawy, znalazłem znacznie więcej borowików sosnowych niż szlachetnych. Oczywiście do intensywności ich wysypu z 2024 roku brakuje bardzo dużo, ale jak ktoś jest uparty, wie gdzie i jak chodzić, może obejrzeć liczną reprezentację jednego z najpiękniejszych na świecie grzybów rurkowych.

O jednym ważnym aspekcie grzybiarze-informatorzy raczej nie wspominali. 16-sto wrześniowe borowiki sosnowe, w 90% były kompletnie robaczywe (fachowo zaczerwione). Bez względu na wiek, rozmiary, wygląd i ogólną formę danego owocnika.

Wiele takich młodych, klujących się ze ściółki borowików, nadawało się tylko do sfotografowania i pozostawienia w lesie. Serce mało mi nie pękło! Ale takie są prawa natury i z pokorą trzeba przyjąć na klatę grzybowy fakt, że nie zawsze wszystko można zebrać.

Nawet takie urokliwe rodzinki, często pozostawiałem w lesie. Robaczywość owocników była przeważnie tak intensywna, że nie dało się wykroić nawet skrawka kapelusza.

Co u licha się wydarzyło, że czerwie tak masowo zaatakowały owocniki borowików sosnowych? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Być może było trochę za ciepło, może za dużo wilgoci, a może zaćmienie Księżyca na początku września? ;))

Żarty sobie robię z tym zaćmieniem, ale tak widocznie miało być. Pierwszy wysyp poszedł dla najbardziej głodnych, ludzie muszą poczekać na drugie pokolenie “Rudolfów” z nadzieją, że robale już tak się objedzą, że odpuszczą.

Sytuacja grzybowa jest dynamiczna, praktycznie zmienia się każdego dnia. Obecnie, kiedy piszę te słowa, inni grzybiarze informują, że w niektórych miejscach kluje się sporo młodych i już znacznie zdrowszych borowików.

Dla przykładu zrobiłem kilka fotek owocników po przekrojeniu, aby pokazać intensywność żerowania robali. I jak tu nie płakać? ;)) Ponoć chłopaki nie płaczą, ale grzybiarze – jak mają zostawić takie cudne “Rudolfy”, to wyją jak wilk do Księżyca. ;))

Jedynie kilka dorodniejszych owocników, które rosły w głębokich mchach, było całkowicie zdrowych. Jeden z nich był wyjątkowo urodziwy!

Znam kilka takich miejsc, w których buty zapadają się w bardzo miękkim, grubym dywanie mchów. Są to oszałamiające lasy. Powalają intensywnością zielonych barw, a grzyby które tam wyrosną, zasługują na najwyższe stopnie podium w konkursie na Miss Boletus.

Zanim wykręcę dany owocnik, podziwiam go z odległości 20, 15, 10, 5 metrów, aż w końcu przy nim kucam i gapię się jak zahipnotyzowany.

To chyba najurodziwszy egzemplarz borowika sosnowego podczas całego grzybobrania.

W zeszłym roku w tym miejscu, znajdowałem po kilkadziesiąt takich maczugowato-trzonowych beczułek.

Natomiast na igliwiu, borowiki wyglądały inaczej. Znajdowałem sporo starszych owocników, z których prawie wszystkie były kompletnie zasiedlone przez czerwie.

Wiele z nich wyglądem zewnętrznym zdradzało kiepską formę i wiadomo było, że nawet nie warto je ruszać.

Borowików szlachetnych czyli klasycznych prawdziwków było zdecydowanie mniej, jednak ich robaczywość była chyba jeszcze większa, na oko sięgała 95%.

Kilka zdrowych owocników też znalazłem. Na szczęście na zdjęciach wszystkie grzyby są zdrowe, bo nie widać tego, co jest w środku. ;))

W lasach z tymi niesamowitymi mchami, o których wyżej wspomniałem, znalazłem również najurodziwszego i najzdrowszego prawdziwka – króla grzybobrania.

Lekko falujący kapelusz, piękna, bardzo wyraźna siateczka na trzonie i bulwiasty, gruby, dorodny trzon, którego większa połowa była otulona mchem. King Boletus Studziankus! ;))

Nie samymi borowikami sosnowymi i szlachetnymi powitała mnie wrześniowa Studzianka i jej lasy.

Znalazłem dwa złotoborowiki wysmukłe. Mogę napisać – wzorcowo wysmukłe. Dobrze widoczne, intrygujące, jadalne, ale czy potrzebne naszym lasom? Oto jest pytanie.

Do koszyka wpadło również kilka koźlarzy pomarańczowo-żółtych.

No i podgrzybków. Niektóre całkiem sporych rozmiarów. Kluje się też podgrzybkowa młodzież. To dobrze.

Zdrowotność podgrzybków była lepsza od zdrowotności borowików, ale też nie jakaś wyjątkowa, tak na poziomie 40%.

Ponadto znalazłem kilkanaście dorodnych kurek i dwie pierwsze w tym sezonie gąski zielonki.

Obie zielonki były robaczywe, ale fakt znalezienia tych przepysznych organizmów z wnętrza piachu został odnotowany.

Efekt końcowy w koszyku po bardzo starannej selekcji w lesie. W domu nie odrzuciłem ani jednego owocnika. Gdyby nie larwalne szaleństwo w borowikach, to dwa takie kosze byłyby załadowane pod pałąki.

Pierwsze grzybowe koty za płoty, czas szykować się na następną wyprawę, tym bardziej, że z każdym dniem jest coraz lepiej. Tak przynajmniej informują grzybiarze.

Jeszcze trochę studziankowo-leśnych klimatów na koniec. Dywany mchów czyli zielony ocean. Puszystość i subtelność.

Kontynuacja mszasto-dywanowych lasów, po których chodzi się tak przyjemnie i miękko, jakby siła grawitacji była o połowę mniejsza.

Można się zatracić i iść bez końca, aby następnie wejść do brzozowo-sosnowego boru wrzosowego.

Ostatnie zielone przestrzenie i coraz bliżej stacyjka, na której czekało już kilku grzybiarzy.

Ponad 8 godzin włóczęgi minęło w mgnieniu oka. Po południu mocno się zachmurzyło, poderwał się nieco silniejszy wiatr, ale nie padało.

Większość grzybiarzy wróciła pierwszym pociągiem po godz. 12, nieliczni pozostali do 15. Każdy miał bardzo podobne, grzybowe spostrzeżenia na sytuację w lesie. A w pociągu ponowne gawędy o lesie, grzybach, Studziance i niepowtarzalnym duchu, który unosi się nad tymi fascynującymi terenami.

Studzianka to coś znacznie więcej niż tylko stacja w sercu Borów Dolnośląskich. To zaczarowane miejsce na mapie tych rozległych terenów, grzybowa mekka dla wielu grzybiarzy, którzy tu przyjeżdżają i świadomie lub nie, zapisują niewidzialne, choć bardzo wyczuwalne innymi zmysłami zwoje księgi, pociągowo-leśnego włóczęgostwa.

Darz Grzyb!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.