Aktualności Grzyby Las

Od świtu do zmierzchu – grzybobranie wśród gór i przyjaciół.

Od świtu do zmierzchu – grzybobranie wśród gór i przyjaciół.

Po prawie 5. latach od ostatniej wspólnej wyprawy z Andrzejem i Sylwią – Mistrzami w górskich poszukiwaniach grzybów, w sobotę 19. września, postanowiliśmy ponownie połączyć grzybowe zapalenie gumowców, koszy i noży. W górach grzyby sypnęły już pod koniec sierpnia, we wrześniu wysyp rozwija się z różną intensywnością. Miejscami przeszła już kulminacja, ale są jeszcze takie rejony, gdzie właśnie mamy największe natężenie borowikowych skarbów.  

Praktycznie równo ze światem wyruszyliśmy po tajemniczych, górskich zakątkach Dolnego Śląska… Las świerkowy tonął w zielonym półmroku. Smukłe świerki wznosiły się ku niebu, a ich gałęzie delikatnie kołysał dotyk chłodnego, górskiego wiatru.

Już pierwsze kroki leśną ścieżką przyniosły tę przyjemną świadomość, że przed nami cały dzień bez pośpiechu, z dala od codziennych obowiązków i miejskiego zgiełku. Świerkowy las przyjął nas swoim cichym, zielonym półmrokiem i prawdziwkami pod stopami.

Zdrowotność górskich borowików była rewelacyjna, na oko wynosiła 95-96%. Część starszych owocników nie nadawała się do zbioru ze względu na nadmierną miękkość i rozczłapanie, a nie z powodu robaczywości.

Trafiały się też wyjątkowo dorodne okazy w dobrej kondycji, idealne na suszenie. Niektóre z nich uwieczniłem na fotografiach, choć samych zdjęć z wyprawy zrobiłem bardzo mało. Wolałem się skupić na zbieraniu grzybów i delektowaniu się kapitalną, górską scenerią otuloną cudnymi lasami.

Poza prawdziwkami (borowikami szlachetnymi), które stanowiły zdecydowanie przeważający skład naszych zbiorów, znajdowaliśmy również krasnoborowiki ceglastopore, koźlarze pomarańczowo-żółte, koźlarze babki, suchogrzybki oprószone, maślaki żółte, mleczaje świerkowe i opieńki.

Niektóre koźlarze – podobnie jak borowiki, dorosły do znacznych rozmiarów, ale przeważały owocniki w średnich rozmiarach o twardych trzonach, zwartych miąższach oraz świetnej zdrowotności.

Miejscami licznie pojawiły się sarniaki świerkowe, często znane pod regionalną/potoczną nazwą “krowia morda”. To dość dziwne określenia grzyba, niemniej zawsze lepsza “krowia morda” niż “krowi placek.” 😁

Rosło też bardzo dużo młodych jędrnych opieniek, zwłaszcza na pniakach po wyciętych lub powalonych świerkach. Jednak najwięcej emocji budziły prawdziwkowe “baryłki”, które zbieraliśmy i czyściliśmy z wielką pieczołowitością, można rzec, że wręcz z rytualną ceremonią. 🙃

W lesie zachwycająco prezentują się modele numer jeden wśród gatunków trujących. To oczywiście muchomory czerwone ozdobione białymi kropkami. W południe wróciliśmy z pełnymi koszami do samochodu i po dłuższym odpoczynku, jeszcze raz wyruszyliśmy na grzybowe górskie podboje. Koszyki ponownie zostały zapełnione. Pod koniec grzybobrania Sylwia wypatrzyła po gałązką młodego świerka, tuż obok przepływającego strumienia, borowika wyprawy, a być może borowika sezonu! 🍄‍🟫😎 

Czasami grzybiarz znajduje owocnika grzyba, który pozostawia całą swoją grzybową rodzinę daleko w tyle. Jak wybitny sportowiec, który osiąga na tyle fenomenalną formę, że konkurencja może go tylko podziwiać, jednocześnie zdając sobie sprawę, że nigdy nie osiągnie takich wyników. 😮

Myślę, że gdyby wszystkie znalezione w tym dniu przez nas prawdziwki mogły uzewnętrznić swoje emocje na jego widok, pochyliłyby tylko swoje kapelusze przed majestatem borowikowego króla. Po prostu “szczęka” by im opadła wraz ze wszystkimi zarodnikami. 😅

Borowiki zachowały jednak stoicko-leśny spokój, za to cała nasza trójka tańczyła nad borowikowym królem z wypasionym do granic możliwości trzonem. Tym samym Sylwia została Królową Grzybobrania, które zawsze będziemy kojarzyć z Boletusem Gigantusem Trzonusem Edulisem!

Sylwia z Andrzejem zważyli “kruszynkę” w domu. Jej masa wyniosła 63 dag. Kruszynka całkowicie zapominała o rzeźbie. 🙃 Za to w 100% była zdrowa. 

Kiedy wróciliśmy do samochodu, zrobiło się już ciemno. Przy świetle latarek zrobiliśmy zdjęcia całego zbioru, który był pachnący i fenomenalny. Przy okazji można porównać inne owocniki do sylwetki mocarnego borowika-atlety. 💪🍄‍🟫 

Wrześniowy las w górach nie żegna lata — on uczy je pięknie odchodzić.

Wśród świerków wrzesień mówi ciszej, ale jego słowa zostają w sercu na długo.

Górski las o poranku pachnie żywicą, wilgocią i obietnicą, że każdy krok przyniesie coś nowego.

We wrześniowym lesie nawet cisza dojrzewa jak owoc — powoli, głęboko i w swoim czasie.

Kto wejdzie między górskie świerki, ten szybko odkrywa, że las nie prowadzi — las pozwala się odnaleźć.

W górach jesień nie przychodzi nagle — najpierw przysiada cicho na mchu i czeka, aż ją zauważysz.

Wrzesień rozsypuje po leśnym runie złote światło, jakby chciał zatrzymać lato jeszcze na chwilę.

Najpiękniejsze skarby wrześniowego lasu nie zawsze mieszczą się w koszyku — niektóre zostają w pamięci.

Górski las we wrześniu przypomina człowieka, który wiele przeżył: milczy, pachnie wspomnieniami i wciąż zachwyca.

To była imponująca i wspaniała włóczęga! Trzeba ją powtórzyć!

Darz Grzyb!

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.