Przejdź do treści
Pełnia sezonu jagodowego.

Sobota, 5 lipca 2025 roku. Piękny letni poranek w Bukowinie Sycowskiej. Przyjeżdżam autobusem komunikacji zastępczej i wyruszam na kolejne borówkowe zbiory, ale tym razem obieram kierunek na stację PKP, do której autobus nie dojeżdża. Otruty w 2021 roku przez ludzi klon srebrzysty “Bukowianin”, wciąż dogorywa, wykazując resztki aktywności fizjologicznej.

Następnie kieruję się do “Polnego Wodza” – dębu szypułkowego, który już oficjalnie został uhonorowany statusem pomnika przyrody. Jego pień jest nieco zakryty przez bujną roślinność porastającą otoczenie królewskiego drzewa.

Szeroka korona drzewa, roztacza dookoła siebie oazę cienia i wytchnienia. Pogoda jest wyśmienita na wycieczkę i skubanie owoców. Typowy letni dzień, ale bez przytłaczającego upału i duchoty. Poranek jest nawet całkiem rześki.

Grzybów oczywiście nie ma, ale dla chcącego, zawsze znajdzie się coś grzybowego. Chociażby na obumarłym pniaku drzewa, na którym swoją obecność zaznaczyły owocniki gatunku grzyba nadrzewnego.

Rozwinięte, cudnie podświetlone przez Słońce bukowe liście, budują atmosferę letniej sielanki w lasach, w których mógłbym zostać na lata świetlne.

W ostatnich latach gospodarka leśna wycięła spore połacie lasów, obecnie co trochę można spotkać rozległe przestrzenie. Część z nich została już obsadzona młodymi drzewami, miejscami można też dostrzec gęste gniazda buków pospolitych. Generalnie w przyszłości luki te zakryją duże drzewa, ale na to trzeba poczekać kilkadziesiąt lat.

Po przejściu terenów z lasami i dziurami, docieram do gęstych borów jagodowych. Ciekawy jestem, jak w tej części lasów wygląda sytuacja z jagodami, w porównaniu do najczęściej odwiedzanych przeze mnie rewirów Bukowiny południowej.

Zawsze celebruję moment wejścia do jagodowej kniei. Oddaję przyrodzie szacunek i proszę o pomyślność, wspaniałe aromaty, śpiew ptaków, dobre zbiory i spokój. Tak też czyniła starszyzna grzybiarzy, która uczyła mnie sztuki obchodzenia się z przyrodą.

Dla człowieka takiego jak ja, który na co dzień mieszka w centrum zatłoczonego, głośnego, pierdzącego samochodami miasta, znalezienie się w leśnej kryjówce, w której czas płynie w rytmie przyrody, jest czymś dużo cenniejszym niż worek złota.

Również w tej części lasów jagód jest dużo, ale jak to często bywa, musi być jakieś takie jagodowe ale. ;)) Na czym to “ale” polega? Ano na tym, że przeważają owoce niezbyt duże, miejscami na krzewinkach jest ich naprawdę dużo, tylko ich rozmiary nie zachęcają do zbierania.

Dlatego zawsze należy się trochę pokręcić, rozejrzeć, poszperać po lesie i podpatrzeć, gdzie owoce są większe i bardziej zachęcające do zbioru.

Na nielicznych stanowiskach zauważyłem, że część owoców ucierpiała przez krótką, ale dość silną falę upałów, co objawia się lekko pomarszczoną skórką. Do tego tradycyjnie już dochodzi deficyt opadów w porze letniej (często również zimowej i wiosennej) na tych terenach.

Do wczesnego wieczora siedzę w gęstym jagodowym lesie i skubię owoce. Zrobiłem sobie tylko jedną przerwę w godzinach popołudniowych na rozprostowanie kości oraz spacer po pobliskich terenach.

Jest to mój siódmy, naprawdę solidny zbiór jagód w tym sezonie. Trzy tygodnie sezonu i siedem wypraw jagodowych. W najbliższym czasie zakończę tegoroczne zbiory. Spojrzę na zdjęcia, na blogowe relacje i znowu zadam sobie pytanie – kiedy to zleciało?

W drodze na jagody, podczas przerwy w zbiorach, a także w czasie powrotu, pstryknąłem co nieco kadrów z życia leśnego świata. I śmierci, która jest naturalna, choć czasami bywa bardzo szybka i niespodziewana.

Taka spotkała żmiję zygzakowatą na leśnej drodze, na której została potrącona przez samochód. Niestety, każdego dnia na drogach ginie tysiące zwierząt i nic z tym nie można zrobić.

W jednym miejscu zauważyłem nową ambonę myśliwską, w zeszłym roku jeszcze jej nie było. Ambona służy do pozyskania zwierzyny przez myśliwych, ale chętnie jest wykorzystywana przez fotografów.

Przeszedłem obok gęstych młodników i tradycyjnie na skrajach łąk i leśnych polanek. Część z nich to moje miejscówki grzybowe, które obecnie świecą pustkami.

Jedne z ulubionych letnich kadrów. Młode przyrosty na sosnach pod błękitem nieba, przyozdobionego smugami kondensacyjnymi, produkowanymi przez przelatujące samoloty.

Kolejne otwarte wrota po zrębach zupełnych, część z nich otoczono ogrodzeniem, ponieważ posadzono w nich młode drzewka. Kiedy tak szedłem zamyślony i skoncentrowany na lesie, “coś” usiadło mi na zegarek.

Tym delikatnym i uroczym cosiem był motylek – karłątek kniejnik. Jeden z najbardziej charakterystycznych motyli dla letniej pory. Posiedział mi na zegarku około 10. minut. To było niezwykłe spotkanie.

Sprawiał wrażenie, że spogląda zarówno na zegarek jak i na mnie. Od razu ochrzciłem go leśnym zegarmistrzem. ;)) Przejrzał szybkę, wskazówki, przyciski, ogólny zewnętrzny stan techniczny zegarka i poleciał dalej. ;))

Nieco dalej na kolejnej ścieżce dostrzegłem zaskrońca. Na szczęście nie podzielił losu żmii. Znieruchomiał, kiedy mnie zobaczył, a mi właśnie o to chodziło. Dał sobie pstryknąć kilka zdjęć i natychmiast czmychnął w zarośla.

Pewnie już dawno nie pamięta spotkania z “małpoludem”, ale w mojej pamięci zostanie na długo, a na zdjęciach na zawsze. Bardzo lubię takie spontaniczne spotkania z mieszkańcami lasu.

Do przejścia miałem jeszcze kilka hektarów i miejsc, które podczas jesieni powodują ciarki z grzybowego punktu widzenia. Wiedziałem, że obecnie nic w nich nie rośnie, ale jak już tu jestem to grzechem byłoby je ominąć.

Leśne tunele w barokowej odsłonie pełni lata. Kompletna cisza i spokój, zero ludzi. Chyba każdy człowiek, czasami potrzebuje pobyć sam z sobą. Dla mnie nie ma do tego lepszego miejsca niż las.

Wkrótce minie miesiąc odkąd zaczęły dojrzewać pierwsze jagody, a to oznacza, że obecnie mamy pełnię sezonu jagodowego, która potrwa mniej więcej do końca lipca. Później – w zależności od pogody, jego intensywność będzie szybciej lub wolniej spadać.

Zbliżamy się również do półmetka meteorologicznego lata, który przypadnie na połowę lipca. Za szybko to lato ucieka. Zdecydowanie za szybko.

Nad lasem unosiło się kilka niewielkich obłoków. Leniwie płynęły, pomału zmieniając swoje ciekawe kształty. Nadszedł czas powrotu i wyjścia z lasu.

Zboża z tygodnia na tydzień zmieniają barwy, dojrzewają i falują przy najmniejszych podmuchach wiatru. Przez kilka minut wpatrywałem się w ich spontaniczny, giętki, czarujący taniec.

Kolejna leśna wyprawa przeszła do historii. Autobus komunikacji zastępczej dowiózł mnie do Grabowna Wielkiego, stamtąd przesiadka na pociąg do Wrocławia.

Każda wycieczka do Bukowiny jest inna, ma swój klimat, leśną spontaniczność, pakiet przygód i charakter. I jak tu nie planować następnej wyprawy? Takie czasy, że najbardziej ciągnie człeka w lasy. ;))
Darz Grzyb!
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.Akceptuję Odrzucić Więcej Polityka prywatności & Cookies