Aktualności Grzyby Las

Początek meteorologicznej jesieni i dwa najważniejsze miesiące dla grzybiarzy w roku.

Początek meteorologicznej jesieni i dwa najważniejsze miesiące dla grzybiarzy w roku.

W 2020 roku wysyp letni w pierwszej połowie września, a później długie oczekiwanie do drugiej połowy października, kiedy to ściółka w Borach Dolnośląskich została podniesiona do góry przez tysiące klujących się podgrzybków i setki borowików szlachetnych. Wówczas doszło do dość rzadko spotykanej sytuacji, w której gąski zielonki wysypały się szybciej przed podgrzybkami. W tamtym sezonie, dobre zbiory notowano jeszcze w drugiej połowie listopada, nawet po solidnych przymrozkach.

W 2021 roku sytuacja podobna. Najpierw letni wysyp na początku września i wygaśnięcie wysypu przed połową miesiąca. A później cisza, sucha wyżowa pogoda, następnie duże chłody na początku października przy kontynuacji suchej i niekorzystnej aury. Grzybów było bardzo mało, a te, które zdołały się wykluć, były w dużym stopniu zasiedlone przez robale. Dolnośląski, jesienny sezon grzybowy na nizinach zapisał się bardzo słabo. Po połowie października było już wiadomo, że to koniec i trzeba wiele miesięcy czekać na grzyby 2022 roku.

Sezon 2022 postraszył suszą, która przybrała na intensywności w drugiej połowie lipca. Za to sierpień zaczął przynosić zmiany. W drugiej połowie miesiąca przetoczyły się bardzo obfite opady. Miejscami spadło ponad 100 mm deszczu. Górskie grzyby z natury bardziej niecierpliwe od tych nizinnych, rozpoczynają swój spektakl na początku września. Paszowice, położone na Przedgórzu Sudeckim przeżywają oblężenie grzybiarzy, ale każdy wychodzi z pełnymi koszami, bowiem dochodzi tam do wysypu ćwierćwiecza prawdziwków! Niziny jeszcze śpią, ale to jest cisza przed grzybową burzą. Już w pierwszych dniach września, zaczynają się wykluwać młode koźlarze i borowiki. Tydzień później miejscówki borowikowe, hojnie darzą grzybiarzy, ale wciąż jest to punktowy wysyp, reprezentujący letni temperament grzybów.

8. września nad Dolnym Śląskiem przechodzi mezoskalowy układ konwekcyjny, który mocno podlewa lasy, przynosi ochłodzenie, za którym podążają kolejne porcje opadów. Wysyp letni jeszcze trwa, ale w ściółce zostały już pobudzone grzyby jesienne. Tak oto wysyp letni, płynnie przechodzi w wysyp jesienny, odznaczający się obfitością, świetną jakością i długością trwania. Wrzesień i praktycznie cały październik, zapisują się platynowymi literami w historii dolnośląskich, jesiennych sezonów grzybowych. Ostanie piękne owocniki kilku gatunków grzybów, można jeszcze znaleźć do połowy listopada.

Sezon 2023 przynosi ogromne rozczarowanie we wrześniu. Na początku miesiąca dogorywa wysyp letni, który punktowo jest niezły, zwłaszcza tam, gdzie więcej padało, ale generalnie robi się coraz bardziej sucho i bezgrzybnie. Panuje wyżowa, sucha i bardzo ciepła aura. Na przełomie września i października mamy kulminację jesiennego bezgrzybia sezonu 2023. W październiku, pogoda pomału zaczyna się zmieniać. Spada temperatura, pojawiają się opady. W drugiej połowie miesiąca coś się zaczyna ruszać, choć jeszcze topornie i mozolnie. Im bliżej końca miesiąca, tym więcej opadów i grzybów. I nadchodzi listopad, który w pierwszej połowie, darzy największą ilością owocników grzybów w tym bardzo opóźnionym sezonie. Dominują podgrzybki, ale i prawdziwków jest całkiem sporo, choć 90% z nich, nie nadaje się do wzięcia z powodu robali. Na początku grudnia chwycił mróz i spadł śnieg. Niektóre grzyby nie zdążyły się rozłożyć i można je podziwiać w lesie w formie mrożonek. W tym sezonie w Borach Dolnośląskich, gąski zielonki również sypnęły szybciej przed zasadniczym wysypem podgrzybków.

No i sezon 2024, który był niezwykły. Początek września gorący i suchy, grzybiarze coraz bardziej obawiają się powtórki z fatalnego września sezonu 2023. Ale w połowie miesiąca nadchodzi niż genueński z gigantycznymi ilościami deszczu. Jego fronty zostają przyblokowane w górach i wylewają z siebie tyle wody, że na południu kraju rozpętują powódź. Na terenach nizinnych przynoszą duże mniejsze sumy opadów, ale w zupełności wystarczające, aby grzybnia “wpadła w szał”. Symbolem nizinnego, grzybowego szaleństwa stają się Bory Dolnośląskie, które sypią borowikami szlachetnymi i sosnowymi jak pociskami z karabinu maszynowego. W górach także dochodzi do bardzo obfitego wysypu prawdziwków.

Skomasowana kulminacja sezonu trwa około 3. tygodni. W połowie października, dynamika produkcji owocników spada, ale wciąż można nieźle nazbierać. Wraz z końcem miesiąca, wysyp dość szybko wygasa. W lasach zrobiło się już bardzo sucho, późna jesień coraz śmielej zagląda do lasów. Nadal można coś nazbierać, już bez szaleństwa. Bonusem stają się opieńki, które właśnie w tym czasie, uruchamiają największą linię produkcyjną swoich przedstawicieli.

Sezon zapisuje się jako dobry / bardzo dobry, miejscami rewelacyjny. Listopad przynosi kontynuację jesiennej posuchy i ostateczny koniec jesiennego sezonu grzybowego. Zima 2024/2025 jest kulawa, bezśnieżna i bardzo sucha. W marcu przychodzi silne ocieplenie, a później pogoda kaprysi, chłosta licznymi przymrozkami w kwietniu i maju przy wciąż pogłębiającym się deficycie opadów. Lato również kaprysi, mamy częste wymiany mas powietrza, ciepło/zimno walczą ze sobą łeb w łeb. Lipiec przynosi więcej opadów, miejscami zapisuje się jako miesiąc bardzo wilgotny. Grzybnia została sprowokowana i wyrzuciła z siebie letni wysyp grzybów w pierwszej połowie sierpnia.

I tak oto dotarliśmy do preludium jesiennego sezonu grzybowego 2025. 1. września rozpoczęła się meteorologiczna jesień. Przed nami dwa najważniejsze dla grzybiarzy miesiące w roku, z zastrzeżeniem, że czasami pierwsza połowa listopada, może być nie mniej ważna, zwłaszcza w sytuacji znacznego opóźnienia sezonu. Co nam w tym roku szykuje pogoda, grzybnia i lasy? Za 8-9 tygodni wszystko będzie jasne. Na razie warto zwrócić uwagę na sytuację pogodową i hydrologiczną.

Najważniejszą informacją są sumy opadów, które zanotowano w wąskim pasie południowo-zachodnich dzielnic Dolnego Śląska, jakie wystąpiły w ostatni piątek i sobotę.

Na powyższej mapie widać, że najwięcej opadów otrzymały Bory Dolnośląskie. Całkiem sporo popadało też w części Sudetów i rejonach północno-zachodnich naszego województwa. 

Przy sprzyjających warunkach, grzyby mogą się tam pojawić przed końcem pierwszej połowy września. Jednak wysokie temperatury w połączeniu ze słoneczną i suchą aurą, wystawią cierpliwość grzybni na dużą próbę. Centralne i wschodnie regiony woj. dolnośląskiego otrzymały ochłapy, które nie liczą się w procesie formowania owocników.

Największą sumę opadów zanotowano na stacjach w Stankowicach73,5 mm oraz w  Tomaszowie Bolesławieckim72,2 mm. Są to już na tyle duże sumy, że warto śledzić grzybowe informacje z tamtych rejonów.

Generalnie wszędzie tam, gdzie spadło 30-40 mm deszczu lub więcej, warto za 1,5-2 tygodnie sprawdzić, czy coś się ruszyło w ściółce, trawie lub zagajniku.

Przy tych oględzinach, należy mieć na uwadze, że najbardziej uwodniona strefa opadów była wąska i czasami w odległości zaledwie 1-2 km, sytuacja grzybowa może być diametralnie inna.

Dla pozostałych obszarów Dolnego Śląska, na razie nie widać dobrych perspektyw pod mający nadejść jesienny wysyp. Trzeba się uzbroić w cierpliwość i mieć nadzieję, że zmiana pogody oraz obfite opady ją rozbroją.

W godzinach popołudniowych w sobotę i w nocy z soboty na niedzielę, również wystąpiły większe opady na niewielkim obszarze Polski południowej. Na Dolnym Śląsku padało bardzo mało lub wcale.

Ostatnia doby przyniosła zanikające opady na południu i wschodzie.

Mapy opadów całkowitych i dane ze stacji meteo: IMGW

Od najbliższego piątku zacznę publikować dolnośląskie komentarze grzybowe, w których na bieżąco będę omawiać sytuację grzybową Dolnego Śląska, stopnie napięcia grzybowego, sumy opadów lub ich brak oraz prognozy i grzybową perspektywę na najbliższe dni.

Czyli grzybowa zabawa, oczekiwanie i napięcie, rozkręcają się na nowo. Niby co roku to samo, ale zawsze inaczej. Nie ma dwóch identycznych sezonów grzybowych i nie będzie, chociaż ich elementarne części składowe są do siebie bardzo podobne. Dla grzybów zawsze najważniejsze są: temperatury, wilgotność i przebieg pogody.

W woj. dolnośląskim sytuacja grzybowa bywa zawiła, inaczej – mocno niejednorodna i skomplikowana. Czasami w górach mamy eldorado, a na nizinach psiaka nie można znaleźć. A czasami jest na odwrót. Kiedy góry wyszaleją się z grzybami i dopadną je większe chłody, wówczas to lasy nizinne organizują grzybową dyskotekę na ściółce.

Bywają też wysypy z “syndromem wędrowca dolnośląskiego”. Przykładem jest jesienny sezon grzybowy 2019. Grzyby najpierw wykluły się w górach. Po połowie września walnęło w ściółce lasów położonych w centrum i na wschodzie, a pod koniec pierwszego tygodnia października, wyjątkowo obficie zagrzybiły się Bory Dolnośląskie. A więc wysyp “wędrował” od gór przez centrum na wschód i zachód.

Początek wysypu to u wielu grzybiarzy zwycięstwo emocji nad rozumem. Wrzucają do kosza co popadnie – młodą purchawkę, kępki maślaków sitarzy czy rozczłapanego koźlarza babkę. Dopiero jak zorientują się, że można znaleźć i nazbierać cenniejsze gatunki, zachowują wstrzemięźliwość przed zbiorem wszystkiego co zobaczą.

Dlatego powiedzenie “emocje jak na grzybobraniu” jest zawsze na czasie i w dużym stopniu odzwierciedla ono stan, w który wpadają grzybiarze. Gdy zaczynamy swoją przygodę z grzybami od początku września do listopada, mamy również wspaniałą okazję do podziwiania przemian, jakie zachodzą w przyrodzie. Większość września to jeszcze silne, letnie akcenty w barwach drzew i krzewów, ale coraz częściej widać nadciągające zmiany.

Zdecydowanego przyśpieszenia nabierają w październiku. Początek i koniec tego miesiąca to jakby dwa odrębne światy. Gdy panuje ciepła słoneczna aura, możemy oczarować się złotą jesienią, która łączy piękno z przemijaniem w fantastyczny i niepowtarzalny sposób.

Na nizinach piękno jesieni można jeszcze chłonąć w pierwszej połowie listopada. Za to w drugiej połowie tego miesiąca nadchodzi późnojesienna szaruga, rośliny ostatecznie kończą wegetację i zrzucają ulistnienie, choć nie wszystkie, bo wiele młodych dębów i buków trzyma swoje wyschnięte listki aż do wiosny.

Do całości jesiennego spektaklu dochodzą mgły i zamglenia, poranne chłody, przymrozki, obfita rosa, intensywne żerowanie zwierząt, krople wody w pajęczynach i na trawach lśniące jak perły, wykwintne zapachy lasu i ziemi, szybko zapadający zmrok, bajeczne zachody Słońca czyli klimaty, które otulają nasze zmysły wrażliwością, niepowtarzalnością, najwyższym przyrodniczym kunsztem tajemnic i pięknem.

Wczoraj na portalu Marka Snowarskiego grzyby.pl/index.html, pojawił się pierwszy jesienny komentarz synoptyka grzybowego opatrzony tytułem “po letnich, przed jesiennym”. Czytamy w nim: “Upłynęło już sporo czasu od końca letniego wysypu – ten trwał na większej części kraju, od ostatniej dekady lipca przez pierwszą połowę sierpnia. Sprzyjał mu długi poprzedzający okres stosunkowo chłodnej i opadowej pogody. Taka z niewielkimi przerwami panowała od wiosny. Drugi letni wysyp został ucięty jak nożem powrotem (względnych) upałów w połowie miesiąca.

Ciekawsza kwestia, to kiedy i jaki będzie główny, jesienny wysyp grzybów. Dla wzmożenia optymizmu zawsze polecam spojrzeć na pierwszy diagram na stronie porównanie poszczególnych lat i województw. Unaocznia on trzy banalne prawdy: 1) wysypy są co roku*; 2) termin wysypu jesiennego zmiennym jest; 3) jakość wysypu rok do roku jest różna.

*) jak się bliżej przyjrzeć to niestety: 1) nie w każdym miejscu w kraju, 2) nie każdego roku większe (vide marne lata: 2011, 2015, ± 2021)

W tym roku wyjątkowo trudno odpowiedzieć mi na pytanie Kiedy? Intuicja mówi, że bardziej prawdopodobny jest termin wcześniejszy, z wysypem już we wrześniu, niż późny – październikowy jak to się ostatnimi laty dość często zdarza. Co do intensywności wysypu jesiennego, bardziej prawdopodobny wydaje się silny wysyp, niż marny. Musimy jeszcze poczekać na pierwsze symptomy zbliżania się wysypu – te jesienią widać już ok. tygodnia wcześniej. Póki co cieszmy się ostatnimi tygodniami lata – nawet jeśli zdarzają się upalne dni, to dłuższe i chłodne noce pozwalają się dobrze wyspać.”

Trzymam mocno kciuki, aby prognoza dyżurnego synoptyka grzybowego się sprawdziła. Już na samym starcie meteorologicznej jesieni na Dolnym Śląsku, sytuacja jawi się jako dość złożona. Ostatnie obfite opady w zachodnim pasie województwa, dają podstawę do stwierdzenia, że za kilkanaście dni, coś tam w ściółce może drgnąć. Te przypuszczenia będą podsycane przez fronty atmosferyczne nadciągające od Niemiec, które dodatkowo podleją tamte regiony. Jednocześnie fronty będą szybko słabnąć, a więc ściółka lasów centralnych i wschodnich rejonów Dolnego Śląska, nadal może być mocno spragniona.

Co nas czeka w pierwszej połowie września? Według mojej oceny sytuacji, największe prawdopodobieństwo poważniejszych ruchów grzybotwórczych wystąpi w pasie największych opadów, które notowano pod koniec zeszłego tygodnia. To oczywiste i logiczne. Pozostałe obszary, zwłaszcza całe centrum województwa i wschód, na razie są bardzo przesuszone i co najmniej do połowy miesiąca, grzybnia pozostanie tam w stanie uśpienia.

Pomijając już stan znacznej chwiejności emocjonalnej u grzybiarzy i zniecierpliwienia oczekiwaniem na sezon, nie jest to korzystna sytuacja, bowiem jeżeli rzeczywiście grzyby wystartują w Borach i wybranych lasach Sudetów, całe towarzystwo grzybowe województwa, wyruszy w tamte rejony a nie rozproszy swoich koszy i noży na terenie całego Dolnego Śląska. To oznacza szybkie “efekty wyzbierania” czyli znaczną przewagę grzybowego popytu nad podażą i po prostu zagęszczenie dużej ilości grzybiarzy na jednym obszarze. Na szczęście Bory Dolnośląskie są ogromne, a więc może nie będzie tak źle.

Jak będzie naprawdę? To się jeszcze okaże. Niemniej podział na grzybny zachód i bezgrzybne centrum/wschód, wydaje się w dużym stopniu prawdopodobne. Przynajmniej w pierwszej i na początku drugiej połowy miesiąca. Nadal pod dużym znakiem pozostają prognozy solidnych opadów na obszarze całego województwa. Być może niektóre miejsca, otrzymają lokalnie silne opady od przechodzących burz i dołączą do jako tako zagrzybionych punktów na dolnośląskiej mapie. W piątek po przejściu frontów i analizie gdzie i ile napadało, będzie można o tym więcej napisać w pierwszym, dolnośląskim komentarzu grzybowym.

Zatem grzybowa ruletka rozkręca się na dobre! Gdy patrzę na wypasione borowiki sosnowe z zeszłego sezonu, ciarki przechodzą od czubka głowy do palców u stóp! I na odwrót! Przypominam sobie walące serce przy znalezieniu każdego borowika i stan kompletnego bzika z tego powodu! ;))

A kiedy grzybowe emocje już przeminą, las ukaże jesienną głębię podczas ceremonii coraz szybciej zachodzącego Słońca…

Niech to będzie dobry sezon, pełen emocji i zwrotów grzybowych akcji!

Darz Grzyb!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.