Aktualności Grzyby Las Perły dendroflory

Podsumowanie sezonu grzybowego w gminie Międzybórz. Część 1: MAJ-LIPIEC 2025.

Podsumowanie sezonu grzybowego w gminie Międzybórz.

Część 1: MAJ-LIPIEC 2025.

Jak co roku pod koniec roku na moim blogu, przyszedł czas na podsumowanie sezonu grzybowego w gminie Międzybórz o uroczej kompozycji językowej “Tour De Las & Grzyb”. 😉 Był to mój 38. sezon grzybowy na tych terenach. Co do podsumowań w formie prezentowanej na blogu, niniejsze jest już 11-stym z rzędu. Za dwa lata stuknie mi 40. lat regularnych włóczęg po lasach Bukowiny Sycowskiej i okolic. Niniejszym gajowy, uroczyście wręczy mi statuetkę “zasłużonego w promocji gminy Międzybórz dziada leśnego”. 🙃

Tegoroczne podsumowanie podzieliłem na dwie części. Pierwsza część obejmuje miesiące maj-lipiec, a druga sierpień-październik. Czyli tak samo jak to miało miejsce w podsumowaniu sezonu 2024. Przed nadejściem uroczystego rozpoczęcia sezonu w maju, odwiedziłem tereny Wzgórz Twardogórskich i okolic dwa razy – na początku marca i w połowie kwietnia.

Przed sezonem (marzec)

Po praktycznie bezśnieżnej i przeważająco suchej zimie, początek marca przyniósł gwałtowne ocieplenie z temperaturami przekraczającymi +20 stopni C. W przeszłości wiele razy tak bywało, że po nagłym uderzeniu wiosennego ciepła, następne tygodnie przynosiły ochłodzenia, przymrozki i przedłużanie się chłodnej/zimnej aury.

Marcową wycieczkę rozpocząłem w Twardogórze a zakończyłem w Bukowinie Sycowskiej. Przeszedłem przez północne rewiry Twardogóry, Moszyc i Goszcza. Odwiedziłem wyremontowany pałac von Reichenbachów i magiczny lasek moszycko-goszczański ze starymi dębami.

Kiedy na dobre zaszyłem się w lasach Bukowiny, poczułem te same emocje, które towarzyszą mi od 1988 roku. Wówczas po raz pierwszy je ujrzałem i wszedłem do ich komnat. Poza lawiną wspomnień, w myślach popłynęły rozważania o tym, co las przygotuje w nadchodzącym sezonie.

To była mocno nietypowa wyprawa. Las był goły i wesoły jak to ma miejsce po zimie, przy temperaturach ocierających się o późną wiosnę. Szedłem w krótkim rękawie, a i tak momentami było mi już za ciepło.

Na bezchmurnym niebie “wisiał” rogalik Księżyca, uschnięte ulistnienie młodych gęstych buczyn, lśniło brązowo-rudymi odcieniami w świetle marcowego Słońca.

Odpocząłem po koroną wspaniałego buka “Oko lasu” i zaczerpnąłem do duszy trochę pierwiastków z jego mądrości i stoickiego spokoju. Cóż mi przekazał dorodny buk? Rób swoje Paweł i do przodu! 🌳😉

Wycieczkę kończyłem w pobliżu szlaku kolejowego, aż w końcu wszedłem na tory i tak jak grzybiarze za starej paczki w latach 90-tych, wróciłem nimi na stację, podziwiając rozległe panoramy Królowej Bukowiny Sycowskiej.

Tak zakończyła się moja pierwsza, wiosenna włóczęga, podczas której było nienaturalnie ciepło, ale za to komfortowo i bardzo kultowo. Jak zawsze w Bukowinie.

Przed sezonem (kwiecień)

Drugą wyprawę zaplanowałem na połowę kwietnia. Z pogodą trafiłem idealnie, to była kwintesencja kwietniowej wiosny. Rozśpiewanej, kwitnącej, czarującej optymizmem z każdym ptasim dźwiękiem wydobywającym się z gardła i zapachem kwiatów.

Początek wycieczki miał miejsce w Twardogórze, a jej szlak przebiegał przez Chełstów i Golę Wielką. W Chełstowie odwiedziłem kościół filialny pw. św. Idziego Opata. Świątynia i jej otoczenie to mistrzowski klimat dawnej wsi, który po prostu uwielbiam. Czułem się tu wyśmienicie.

Lasy przed Golą Wielką kręciły swoją leśną różnorodnością. Zachwyciłem się między innymi pięknym szpalerem daglezji zielonych, których korony wzniosły się ponad korony innych drzew.

Nieco dłużej posiedziałem przy leśnym stawie, posłuchałem ptasich koncertów i budzącego się ze wszelkich szczelin nowego leśnego życia. Wiosna napierała na całego, tylko zrobiło się już mocno sucho.

Błękit nieba w połączeniu z soczystą zielenią tworzyły magiczną mieszankę piękna, czystości i radości. Przed Golą Wielką pochodziłem po rozległych buczynach, których posadzono tu w ostatnich latach bardzo dużo.

Lasy Goli Wielkiej – sąsiadki Bukowiny Sycowskiej emanują taką samą harmonią i poziomem leśnej adrenaliny, jak te położone dookoła Bukowiny. Czuję to doskonale wraz z każdym krokiem i spojrzeniem.

Na Goli Wielkiej odwiedziłem kilka tuzów dendrologicznych, w tym “magiczną” brzozę brodawkowatą wyrastającą z wierzby kruchej.

Po przejściu przez wieś, obrałem kierunek na szlak kolejowy i postanowiłem pokrzątać się w jego pobliżu, po doskonale znanych mi lasach. Wiosenna aura i klimat tych lasów, otoczyły mnie leśnym natchnieniem i radością.

Byłem świadkiem tych niezwykłych, kilkunastu chwil z życia lasu, kiedy drzewa i krzewy znajdują się tuż przed przeobrażeniem się z zimowej szarości i martwoty w tętniącą zieleń wiosennego życia.

Każdy szczegół, drobiazg, ozdoba na drzewach, przykuwały moją uwagę. Jakby ktoś z góry sterował myślami, wzrokiem i prowadził je od ziemi do nieba. A las tylko pogłębiał stan wiosennego upojenia…

Krzewinki leśnych jagód wypuściły listki. Czy w tym roku sezon jagodowy będzie lepszy od bardzo słabego sezonu 2024? Za kilka tygodni wszystko będzie jasne.

Późnym popołudniem wychodzę z lasu, wprost do Bukowiny Sycowskiej. Tu wciąż unosi się niepowtarzalna aura lat 90-tych. W oddali szczeka wiejski kundelek, pieje kur, rolnik ciągnikiem orze ziemię. Jest spokojnie i czas płynie inaczej. Dookoła śpiewają lasy.

Wiosna budzi Bukowinę tysiącem kwiatów i źdźbeł trawy. Rośliny wyciągają się do Słońca, witają jego energię i światło, karmiąc nimi swoje gałązki, listki i korzenie.

Kwitnąca, rozśpiewana Bukowina czaruje tak jak dawniej. Wiosenne olśnienie stało się rzeczywistością. Odurzony, zakręcony i zachwycony, żegnam Bukowinę na 2 tygodnie. Już za moment rozpocznie się Tour De Las & Grzyb 2025!

 MAJ 

I nadszedł czas wielkiego otwarcia! Przypadł na 6. maja 2025 roku. Ponownie otwierają się czyste kartki księgi leśnego włóczęgostwa, aby zapisać na nich fragmenty życia lasu i leśnego włóczęgi. Wysiadam na stacji w Bukowinie, pociąg w mgnieniu oka znika w lasach. Jeszcze tylko pokłon przed majestatem przyrody, uśmiech na twarzy i start!

W maju 2025 roku opady na terenie gminy Międzybórz kształtowały się w okolicach normy, ale biorąc pod uwagę suchą zimę i ciągnący się niedobór opadów z poprzedniego sezonu, nie zrekompensowały one potrzeb wilgotnościowych dla ziemi i roślin. Mimo wszystko i tak było tu nieco lepiej, ponieważ na przeważającym obszarze kraju, maj zapisał się jako miesiąc suchy czyli z opadami poniżej normy wieloletniej.

Pierwsza porcja ciut sensowniejszych opadów nad gminą Międzybórz miała miejsce w okolicach 3-4 maja. Spadło wówczas około 10 mm deszczu.

Kolejne większe opady wystąpiły przed połową maja, ale głównie w północno-wschodnich, wschodnich i południowo-wschodnich dzielnicach kraju.

Podobnie było w dniach 14-15 maja, kiedy to największe opady wystąpiły na wschodzie. Nad gminą Międzybórz popadało symbolicznie na poziomie 2-3 mm.

Tuż po połowie maja obfite opady zanotowano w północno-wschodnich rejonach. Gmina Międzybórz otrzymała tylko kilka mm deszczu.

Większe deszcze “krążyły” dookoła gminy Międzybórz, ale wciąż nie mogły chlusnąć nad mocno przesuszonymi lasami. No i tradycyjnie wiosenne burze omijały gminę lub wszystko “rozchodziło się po kościach”.

W drugiej połowie maja widać kontynuację tego trendu. Niby coś tam padało, ale przelotnie, krótko i zdecydowanie za mało na jakieś ruchy grzybotwórcze.

Większą pulę opadów zgarniały regiony południowe. Tam też notowano burze, które “zapomniały” o gminie Międzybórz.

Pod koniec maja sytuacja nie ulegała zmianie. Kilka mm deszczu i na tym koniec. Brakowało porządnego frontu, który wylałby przez kilka/kilkanaście godzin ze 50-60 mm opadu.

W sumie i tak wyszło dość zaskakująco, że opady ukształtowały się w okolicach normy, ponieważ wciąż było bardzo sucho, jakby padało znacznie mniej.

6 maja – Tour De Las & Grzyb 2025 start!

Otwarcie nowego sezonu to – bez względu na panujące warunki termiczno-wilgotnościowe – wielka ceremonia, zestaw niezliczonych rytuałów, magia i pozytywne szaleństwo. Nie inaczej było i tym razem.

Po dość pochmurnym poranku, Słońce zaczęło wyglądać zza chmur. W ciągu 3 tygodni las przeszedł ogromne zmiany, łyse drzewa pokryły się liśćmi, zakwitł rzepak i żarnowiec.

Soczysta zieleń buchnęła z całej mocy! Tej mocy dodawały ptasie koncerty, które rozpoczynały się już przed godziną 3. w nocy. Odwiedziłem wiele miejscówek na pierwsze grzyby rurkowe. Nie znalazłem ani jednego owocnika.

Maj, poza wiosennym przebudzeniem i niewystarczającą ilością opadów, charakteryzował się jeszcze dużą zmiennością temperatur i wieloma zimnymi nocami. Pojawiały się też przymrozki.

Przymrozki te spędzały sen z powiek, ponieważ w 2024 roku bardzo ciepły przełom marca/kwietnia i kwiecień, przyśpieszyły wegetację o kilka tygodni, po czym silny spływ arktycznych mas powietrza w drugiej połowie kwietnia, przyniósł znaczne przymrozki, które dokonały spustoszenia w kwiatostanie. Leśne jagody również zostały zdziesiątkowane, miejscami w ogóle nie było owoców na całych połaciach lasu.

“Syndrom roku 2024” zawisł nad majowym przebiegiem pogody w tym sezonie. Jeśli przyjąć, że “nieszczęścia chodzą parami” to obawy o sezon jagodowy 2025 były uzasadnione. Sucho i zimno z częstymi przymrozkami. To najgorszy scenariusz w pogodowej ofercie.

Na początku maja pogoda wydawała się być w miarę ustabilizowana, ale kolejne prognozy były niepokojące. Wprawdzie nie prognozowano tak dużych spadków temperatury jak w kwietniu 2024 roku, ale przy przy tak zaawansowanej wegetacji, możliwe są znaczne straty przy lżejszych przymrozkach.

Póki co, rozwój krzewinek borówki czarnej przebiegał prawidłowo. Notowałem obfitość kwiatów. To była najbardziej delikatna faza rozwoju przyszłych owoców.

Większe spadki temperatur i przymrozki wystąpiły w drugiej połowie maja. Na szczęście nie były one tak silne i dramatyczne w skutkach. Krzewinki w dużej części zdążyły zawiązać owoce przed tymi spadkami. Ale to można było ocenić dopiero w drugiej połowie czerwca, kiedy na dobre miał się rozpocząć sezon jagodowy.

Na razie byłem w transie rozpoczętego Tour De Las & Grzyb 2025. Tradycyjnie obszedłem dziesiątki szlagierowych miejsc, zakątków, zarośli, zagajników, zarośniętych ścieżek i uroczysk.

Zielona niewinność, klarowna przejrzystość, wielkie odrodzenie po miesiącach snu, nieokiełznana moc nowego życia!

Zapachy wiosennego lasu głaszczą nozdrza, podkreślają symbolikę wiosennego odrodzenia i przyrodniczego misterium, którego jestem świadkiem.

Płynie wiosna po bukowińskiej krainie. Zielonymi włosami rzuca na lewo i prawo z podmuchami ciepłego wiatru. Czule oplata rośliny, daje energię i siłę w połączeniu ze słonecznym światłem życia i nadziei.

To się dzieje tu i teraz. W czasie i przestrzeni. Życie wyszło spod ziemi, w trawie, na krzewach, w koronach drzew i pod niebem, gdzie radośnie fruwa wszelka ptaszyna i owady.

Przechadzam się skrajem lasu. Żarnowiec przybrał odświętne barwy. Tworzy wspaniałe żółte wyspy na rozległym oceanie spokojnej zieleni. Po kilku godzinach oszałamiającej włóczęgi, inauguracja nowego sezonu zbliża się do mety.

Wprawdzie nie znalazłem żadnego jadalnego grzyba, ale podczas otwarcia sezonu, grzyby nie stanowią najważniejszego punktu całej ceremonii. Są lub nie są dodatkiem do wszechogarniającej wiosny cudów, jaka rozgrywa się w lasach Bukowiny.

Kończę wycieczkę, skąpany w wiośnie leśnej uroczystości, bogatszy o nowe doznania ezoteryczno-duchowe, natomiast aparat fotograficzny staje się “cięższy” o kilkaset fotografii. To była pierwsza i jedyna moja wyprawa majowa do lasów Bukowiny.

Podsumowując grzybowo miesiąc maj 2025 roku w gminie Międzybórz należy stwierdzić, że coraz częściej powtarzający się wiosenny niedobór opadów w połączeniu z szybkim wzrostem temperatury, a co za tym idzie – parowaniem, nie sprzyjał rozwojowi pierwszych grzybów rurkowych. W tym roku, poza brakiem wystarczających opadów, czynnikiem hamującym mogły być również niskie temperatury w nocy, niektóre z kilkustopniowymi przymrozkami.

Pomimo, że w statystykach meteo, maj 2025 roku nad gminą Międzybórz zapisał się jako miesiąc z opadami w normie wieloletniej, to okazało się, że grzyby nie tak łatwo dają się sprowokować i nie wykluły pierwszych owocników na grzybiarza-okaziciela. Wegetacja była przyśpieszona, ale nie tak raptownie jak w 2024 roku. Dylematem były prognozy na nadchodzący sezon jagodowy, ponieważ zimne noce i przymrozki budziły obawy, że może się powtórzyć klęska nieurodzaju z zeszłego roku.

Z odpowiedzią na jagodowe dylematy szykował się czerwiec. Jeszcze w drugiej połowie maja niektóre noce były bardzo zimne, ale na szczęście przymrozki nie były tak silne jak w kwietniu 2024 roku. Niemniej stan jagodowej niepewności trwał cały czas. Dlatego, pomimo spokojnie przechodzącej wiosny w lato, zbieracze jagód cały czas byli zaniepokojeni. I nadszedł czerwiec…

 CZERWIEC 

W pierwszej połowie czerwca wystąpiło jeszcze kilka chłodniejszych nocy, ale było to już bez znaczenia dla jagód, które w połowie miesiąca zaczęły masowo dojrzewać. Niestety, z opadami było mizernie czyli można rzec – tradycyjnie.

W czerwcu 2025 roku opady na terenie gminy Międzybórz kształtowały się poniżej normy. Zanotowano około 60-70% normy deszczu w porównaniu do okresu referencyjnego 1991-2020. Na szczęście nie wystąpiła jakaś długa fala upałów, która mogłaby zagrozić dojrzewającym jagodom. Jednak deficyt wody wpłynął na świat grzybów, które wykluły bardzo nieliczne owocniki, w nieco wilgotniejszych stanowiskach.

Na początku czerwca większe opady zanotowano w północnych i południowych regionach kraju. W gminie Międzybórz było bardzo sucho, zanotowano jedynie symboliczne opady.

Bardzo duże opady przyniósł układ burzowy, który przetoczył się nad południowymi i zachodnimi regionami Dolnego Śląska pod koniec pierwszego tygodnia czerwca. Niestety, układ ten ominął gminę Międzybórz.

W następnych dniach zanotowano większe sumy opadów pochodzenia burzowego, które przeszły daleko poza granicami gminy Międzybórz.

Kolejne większe opady w kraju wystąpiły na początku drugiego tygodnia miesiąca, jednak na terenie gminy Międzybórz padało niewiele.

W połowie czerwca ponownie notowano opady i to na przeważającym obszarze kraju. Na gminę Międzybórz spadło około 7-10 mm deszczu.

Bardzo duże sumy opadów, ale ograniczone do niewielkich obszarów wystąpiły po rozpoczęciu astronomicznego lata. Gmina Międzybórz otrzymała ich stosunkowo niewiele.

Pod koniec czerwca sytuacja hydrologiczna w gminie Międzybórz nie uległa zmianie. Największe opady notorycznie omijały jej tereny.

18 czerwca – Czas dojrzewania granatowych pereł

Pierwsza wyprawa na jagody była dla mnie niezwykle emocjonująca, ponieważ miałem otrzymać od lasu odpowiedź na pytanie – czy sezon jagodowy będzie lepszy od zeszłorocznego i czy chłodne noce z przymrozkami oraz niedobór opadów nie przeszkodziły ich prawidłowemu rozwojowi.

Na szczęście można było odetchnąć i powiedzieć uff. Sezon jagodowy rozpoczyna się na dobre i na pewno będzie lepszy od sezonu 2024.

Przy drodze znalazłem symboliczne kurki, które wykorzystały miejsce, gdzie spływała woda z opadów i bardziej namoczyła ściółkę.

Poranek w lasach Bukowiny był rześki, pełen porannych aromatów, wilgoci z rosy i czarujący soczystą zielenią.

W tym dniu zrobiłem niewiele zdjęć, odwiedziłem też kilka miejscówek na grzyby, ale 95% czasu spędzonego w lesie spożytkowałem na zbieranie jagód.

Lasy jagodowe prezentowały się wybornie. Zanurzyłem się w nich jak ryba głębinowa, pływająca swobodnie na poziomie 4000 m pod powierzchnią oceanu. 🐟 🙃

Na leśnych duktach pojawiły się kałuże, których widok zawsze cieszy jagodziarza-grzybiarza.

Tak więc jagody zaczęły masowo dojrzewać o czasie, tj. w połowie czerwca i śmiało można było ogłosić rozpoczęcie sezonu jagodowego 2025.

♦ 20 czerwca – Jagodowe pożegnanie wiosny 

Dwa dni później, ponownie zanurzyłem się w jagodowych lasach Bukowiny Sycowskiej. Udało się nazbierać wielkie wiadro pachnących kwintesencją leśnych aromatów owoców.

Można rzec, że był to ostatni, wiosenny jagodowy zbiór, ponieważ dzień później rozpoczęło się astronomiczne lato.

Ponownie trafiłem na jakąś zawieruszoną kurkę, ale poza nią, to z grzybowego punktu widzenia, lasy świeciły pustkami.

W przerwie w skubaniu jagód, przeszedłem kilka grzybowych stanowisk. Tak robię podczas każdego jagodowego wypadu, aby w miarę rzetelnie sprawdzić sytuacją grzybową.

Poza tym, wciąż soczysta wiosennymi barwami zieleń, zawsze zachęca aby się po niej poszwendać.

Grzybów rurkowych nie znalazłem, za to we wrzosach zostałem sycząco powitany przez żmiję, która wlepiła we mnie swój hipnotyzujący pionowymi źrenicami wzrok.

Lasy przeobrażały się z wiosennej niewinności w letnią dojrzałość. Bardzo lubię obserwować te tajemnicze i niezwykłe przemiany.

Borowików, koźlarzy, podgrzybków i innych gatunków grzybów nie znalazłem. Za to na polach subtelnie falowały łany zbóż.

Kończę bardzo udaną wyprawę na skraju i podejmuję decyzję, że za 2 dni pojadę do lasów Grabowna.

♦ 22 czerwca – Jagody w lasach Grabowna

W sezonie jagodowym 2024, lasy Grabowna Wielkiego i Dobroszyc były całkowicie pozbawione owoców. Tutaj przymrozki zrobiły kompletne spustoszenie w kwiatostanie.

W tym roku jagody dopisały, ale – według moich subiektywnych spostrzeżeń, było ich mniej niż w lasach Bukowiny.

Dodam również, że lasy Grabowna znajdują się już poza gminą Międzybórz, w linii prostej około 15 km przed Bukowiną Sycowską.

Być może sezon jagodowy rozwinął się tu pełniej w lipcu, ale tego już nie sprawdziłem, ponieważ wszystkie lipcowe wyprawy na jagody, zrealizowałem w lasach Bukowiny i okolic.

W tym dniu zrobiło się gorąco. Dla rzetelności sprawozdawczo-grzybowej, przeszedłem kilka lasów za grzybami z zerowym efektem.

Za to wypatrzyłem czarcią miotłę, w pobliżu korony jednej z tysiąca sosen.

No i podeptałem po ścieżkach, którymi dawnymi laty również chodziłem. Odwiedziłem jeden z sosnowych lasów z delikatnymi trawami, w których kiedyś rosło dużo prawdziwków.

Późnym popołudniem kończę jagodowo-leśną przygodę w lasach Grabowna i już myślę o następnej wyprawie.

♦ 25 czerwca – W jagodowej pełni 

25. czerwca skoro świt melduję się w Bukowinie i od razu wyruszam na jagodowe hektary bukowińskich lasów sosnowych.

Dojrzałych owoców przybyło, zbieranie sprawia mi wielką frajdę, choć znajomi rozpatrują tę przyjemność w kategorii jakiegoś zaburzenia masochistycznego. 😅

Zawsze, kiedy spojrzę na końcowy efekt wielogodzinnej pracy, mam poczucie satysfakcji z dobrze wykonanej, jagodowej roboty.

Na polach swój wzrost rozpoczęła kukurydza, a w lasach cudnie prezentowały się kępy żywo-zielonych wrzosów.

To był wspaniały jagodowy dzień w jeszcze wspanialszych lasach, które obdarowały mnie obfitością fioletowych skarbów.

Późnym popołudniem wydawało się, że formuje się burza, ale wszystko rozeszło się po kościach.

♦ 28 czerwca – Jagodowo-zachwycająca sobota w lasach Bukowiny

Ostatnia czerwcowo-jagodowa wyprawa przypadła na sobotę. W tym dniu postanowiłem sprawdzić jagodowe lasy w kierunku Międzyborza.

Już w pierwszych jagodowych borach dostrzegłem obfitość owoców, choć ich wielkość była raczej przeciętna.

Po wejściu w te bory głębiej, znalazłem stanowiska z większymi jagodami i tam postanowiłem spędzić większość dnia.

Końcówkę czerwca zapisuję bardzo dobrze pod względem zbiorów jagód, wielkie wiadro i 1/4 drugiego zostały wypełnione pachnącymi borówkami.

W tym dniu sprawdziłem nieco więcej miejsc na grzyby. Pomyślałem sobie, że wprawdzie opadów wciąż było za mało, to jednak coś tam popadało i zbytnio nie przesuszyło, a zatem może gdzieś coś się wykluło.

Zrobiłem rundę honorową dookoła borów sosnowych. Tu panowała grzybowa pustka.

Leśne ścieżki i podgrzybkowe hektary, również były bezgrzybne.

Generalnie to właściwie nie odnotowałem obecności żadnego grzyba rurkowego i blaszkowego.

Na obumarłym drewnie dostrzegłem wykwita piankowego, któremu sprzyjało wilgotniejsze, mocno zacienione stanowisko.

Czyli drugi miesiąc Tour De Las & Grzyb 2025 w gminie Międzybórz charakteryzuje rozległe bezgrzybie.

Odwiedziłem jeszcze grupę starych dębów czerwonych w pobliżu leśnego bajorka, w którym znajduję borowiki usiatkowane, koźlarze dębowe i kurki. W tym dniu nic w nich nie rosło.

Zbliża się lipiec, łany zbóż zaczynają się rumienić, nadchodzi pełnia lata.

Podsumowując grzybowo miesiąc czerwiec 2025 roku w gminie Międzybórz należy stwierdzić, że ciągły niedobór opadów i zwiększone parowanie przez wyższe temperatury, kompletnie nie sprzyjały jakimkolwiek ruchom grzybotwórczym w leśnej ściółce. Pojedyncze kurki na okaziciela nie zmieniły ogólnego trendu czerwca, które charakteryzowało rozległe bezgrzybie.

Za to w połowie miesiąca, masowo zaczęły dojrzewać owoce borówki czarnej i na dobre rozkręcił się sezon jagodowy, który już można było ocenić na znacznie lepszy w porównaniu do zeszłorocznego. Jedynym minusem była raczej przeciętna wielkość owoców, ale kto poszperał po borach dokładniej, ten mógł znaleźć dużą ilość jagodowych pereł w rozmiarach XL.

 LIPIEC 

Lipiec w tym roku zaskoczył bardzo dużymi opadami czyli deszcze świętojańskie, wprawdzie trochę opóźnione, przypomniały sobie o naszym pięknym kraju. Jednak gmina Międzybórz była jedną z tych, które z całej puli świętojańskiego dzbana wody, otrzymały jej stosunkowo niewiele.

W lipcu 2025 roku opady na terenie gminy Międzybórz kształtowały się w okolicach normy czyli spadło mniej więcej tyle deszczu, ile wynosi norma ustalona na podstawie trzydziestoletniego okresu referencyjnego 1991-2020. Zaledwie kilkanaście kilometrów na wschód od gminy Międzybórz, napadało już 130% normy. Grzyby jednak, wciąż nie wykazywały zainteresowania wyjściem z leśnych podziemi.

Po stosunkowo suchym pierwszym tygodniu lipca, drugi przyniósł bardzo duże sumy opadów, przede wszystkim na wybranych stacjach w południowej Polsce. W Zakopanem spadło aż 82,9 mm deszczu. Tymczasem gmina Międzybórz musiała się zadowolić nieco ponad 10 mm deszczu.

Kolejne znaczne sumy opadów zanotowano w dniach 9-11 lipca w wielu rejonach południowej, wschodniej, centralnej i północnej Polski. Jednak opady te całkowicie ominęły gminę Międzybórz, gdzie tylko symbolicznie skropiło powierzchnię.

W następnych dniach silne ulewy przetoczyły się w zachodniej i północno-zachodniej części kraju. I tym razem opady te ominęły gminę Międzybórz. Czyli jak nie od wschodu to od zachodu. A w Międzyborzu i Bukowinie sucho. 😥

Kolejne solidne porcje opadów wystąpiły przed połową miesiąca i ponownie gmina Międzybórz nic z nich nie otrzymała.

Po połowie miesiąca, niekorzystna i pechowa sytuacja hydrologiczna gminy Międzybórz była kontynuowana. Tym razem najmocniej chlusnęło na północy kraju.

Dopiero przed trzecim weekendem lipca, opady o nieco większym natężeniu, do 13 mm dotarły nad gminę Międzybórz. To była jednak kropla w morzu potrzeb.

Jedne z największych opadów nad gminą Międzybórz wystąpiły po 20. lipca i wyniosły około 15-20 mm. I znowu fronty tak się ułożyły, że najbardziej wydajne opadowo chmury tu nie dotarły.

Kolejne większe opady, ponownie omijały północno-wschodnie rejony Dolnego Śląska, czyli między innymi gminę Międzybórz.

Jak nie opady wielkoskalowe to może chociaż burze? Nic z tego. Burze również “zapomniały” o gminie Międzybórz.

Pod koniec lipca z południa na północ przechodził wyjątkowo wydajny opadowo niż genueński, który miejscami przyniósł potężne opady deszczu, rzędu 130 i więcej mm. Gmina Międzybórz otrzymała z niego 30/33 mm.

Lipiec ukazał kontynuację niepokojącego trendu. Od maja wszystkie silniejsze opady, notorycznie omijają gminę Międzybórz, nad którą “zawisło” jakiś licho. W rzeczywistości to po prostu wyjątkowo złośliwy (niekorzystny) przebieg pogody.

3 lipca – W jagodowych lasach mojego dzieciństwa

Lipcowe wyprawy jagodowe rozpocząłem w lasach mojego dzieciństwa, w których po raz pierwszy poczułem w krzyżu, stawach i plecach, co to znaczy zbierać jagody. 🙃

Lśniący letni poranek, bardzo pozytywnie nastroił mnie do zaszycia się w borówkowych dywanach sosnowych borów.

Jagód było dużo, często trafiałem na krzewinki z dużymi owocami.

Pierwsze lipcowe zbiory były wyśmienite, a i czasu miałem jeszcze na tyle, że mogłem trochę powłóczyć się po kultowych kniejach bukowińskiego świata.

Bardzo sporadycznie spotykałem jakieś grzyby, między innymi muchomora czerwieniejącego z “tańczącą” za nim siewką sosny.

Grzybów rurkowych nie znalazłem, ale postanowiłem się przejść na pobliską alejkę brzozową, aby sprawdzić świat koźlarzy.

Alejka – poza jej osobliwym pięknem, w ofercie nie miała koźlarzy. Jeszcze nie czas, jeszcze nie teraz. A bywały lipce sypiące “krawcami” i babkami” w brzózkach.

Doszedłem do leśnej polany, tej, którą pamiętam z lat dzieciństwa. Ukrytej, czystej, przepięknej i dla mnie absolutnie kultowej.

Kukurydza na polach nabrała gęstości i jędrności, a bory jagodowe w pełni lata olśniewały klimatem piękna, beztroski i spokoju.

Takie widoki pamiętam z dzieciństwa i teraz ponownie mogłem je ujrzeć w rzeczywistości. Część starych lasów wciąż się ostała, czuję się tu jak w domu i to w jego najbardziej przytulnym miejscu.

A więc lipiec rozpędza się, a wraz z nim jagodowe żniwa 2025. Czas przygotować następną wyprawę.

5 lipca – Pełnia sezonu jagodowego 

Dwa dni później, ponownie witam bukowińską ziemię i lasy. Wyruszam na wschód, czyli w kierunku Międzyborza.

Jagody obficie witają leśnego włóczęgę, ale same nie chcą się nazbierać. Zatem stawiam graty, przebieram się, zakasam rękawy i biorę się do pracy.

Późnym popołudniem kończę zbiory i postanawiam trochę pospacerować po okolicznych terenach.

Z moich subiektywnych spostrzeżeń i analizy sytuacji wynika, że rozpoczęła się kulminacja sezonu jagodowego 2025. A zatem mamy najlepszy czas na zbiory owoców borówki czarnej.

Przegląd grzybowych lasów i miejscówek nie przynosi grzybowych rezultatów. Bezgrzybie z maja i czerwca jest kontynuowane.

W lasach paprociowych panuje fantastyczny klimat. Paprocie są sprężyste, zielone i tworzą dywany roślin, które przybyły do nas z odległej prehistorii.

W kolejnych zakątkach lasu spotykam głaz narzutowy i ambonę myśliwską. Niedługo będę miał ciekawe spotkanie z motylem.

To karłątek kniejnik, który usiadł na moim zegarku i towarzyszył mi około 10 minut. Sprawdził godzinę, spojrzał na mnie i pofrunął dalej. 😉

Z drobnych mieszkańców lasu spotkałem również zaskrońca, który po dłuższej chwili, bardzo szybko uciekł i zaszył się w lesie.

Błękit nieba szeroko rozpościerał się nad lasami, w wielu miejscach wyciętych w ramach prowadzonej w nich gospodarki leśnej.

Młode pędy na sosnach kończyły swój przyrost na długość. Wciąż były dużo jaśniejsze od pędów z poprzednich lat.

Tylko na moment pojawiały się pojedyncze kłębiaste obłoki, zwiastujące spokojną, słoneczną aurę.

Zboże coraz bardziej zmieniało barwy, dojrzewając w cieple lipcowego Słońca. Jeszcze kilka tygodni i rozpoczną się żniwa.

Lipiec ruszył, z jednej strony z jagodowego kopyta, z drugiej strony – bezgrzybnego.

16 lipca – W jagodowo-lipcowym błysku Bukowiny 

Następną wyprawę jagodową zorganizowałem na 16. lipca. Tym razem wdrapałem się na szlak kolejowy i wyruszyłem w zachodnie rewiry lasów Bukowiny.

Zboże było już właściwie przygotowane do żniw. Ostatnio mocniej popadało, w powietrzu unosiła się rześka wilgoć i leśne aromaty porannej świeżości.

Jagody ponownie dopisały, choć na początku sytuacja była przeciętna. W tym sezonie sprawdzała się reguła, zgodnie z którą – im dalej w las, tym więcej jagód.

Księżyc zbliżał się do ostatniej kwadry i już od samego poranka zawisł na tle bezkresnego błękitu nieba.

Owoce były solidnie umyte ostatnimi opadami. Przed południem, kiedy temperatura wzrosła i wzmógł się wiatr, wszystko elegancko obeschło.

Kolejny, bardzo dobry zbiór jagód stał się faktem. Po opadach w lesie było bardzo przyjemnie. W południe zrobiło się bardzo ciepło, ale znośnie.

Zaczęły się pojawiać grzyby, ale nie te, które mogłyby być bazą do pierwszej zupy grzybowej, sosu lub jajecznicy.

W lesie na drogach pojawiło się sporo kałuż. Dobrze, że lipiec nie poczęstował nas falą uciążliwych upałów, jak to wiele razy bywało.

W zamian pogoda zaoferowała bardzo przyjemną i w dużej części komfortową termicznie odmianę lata.

Właściwie to od początku sezonu jagodowego nie trafiłem na jakieś wyjątkowo ekstremalne warunki, tj. temperatury przekraczające +34/+35 stopni C.

Pomimo zwiększonej wilgotności i całkiem niezłych jak na lato warunków termicznych, świat grzybów wciąż pozostawał w uśpieniu.

Lipcowy las ostatecznie zastępuje barwy jasnozielonej szaty wiosny na ciemniejsze, głębokie, o maksymalnym przepychu, który określiłem kiedyś “barokiem” lasu.

Po zbiorach jagód łapię w obiektyw letnie kadry i wyruszam w drogę powrotną. Nagle podrywa się zimniejszy wiatr, a na niebie pojawiają się ciemniejsze chmury.

Żadnej burzy nie przyniosły, ale dość mocno ochłodziło się i “postraszyło” załamaniem pogody. Dziwne to było. Taka burza bez burzy i deszcz bez deszczu.

W takim klimacie kończę jagodowe, “środkowo-lipcowe” zbiory. Kolejną i prawdopodobnie ostatnią wyprawę jagodową w tym sezonie, planuję na najbliższą niedzielę.

20 lipca – Jagodowa niedziela w Bukowinie 

Minął pierwszy miesiąc astronomicznego lata. Sezon jagodowy trwa w najlepsze, wstępnie można go już ocenić. Jest bardzo dobry, o niebo lepszy od poprzedniego.

Zaszywam się w pobliskich lasach Bukowiny i rozpoczynam uroczystą skubaninę, której efekty będą widoczne za wiele godzi w wiaderkach.

Późnym popołudniem zmęczony i maksymalnie zadowolony fotografuję końcowe zbiory. W czasie przerwy, zrobiłem tradycyjny obchód grzybowych miejscówek.

Ciekawostką są czubajki kanie, których znalazłem kilkanaście sztuk. W większości były przesuszone.

Nakręciły mnie jednak na poszukiwanie innych kapeluszników, zwłaszcza pierwszych koźlarzy, usiatków i kurek.

Oględziny kilku miejscówek rozwiały wszelkie wątpliwości. Gatunki innych grzybów nie zareagowały na zwiększoną podaż wilgoci w ściółce.

Za to do obiektywu wpadło kilka różnych osobliwości leśnych, między innymi piękny mech i liście paproci w jesiennych barwach.

Jeden z leżących konarów imitował głowę węża, na niebie dostrzegłem twarz chmury z długim nosem.

Lato przechodziło w coraz dojrzalszą fazę, zboża właściwie były już przygotowane do młócenia.

Dzień, choć jeszcze bardzo długi, zaczynał się szybciej skracać na rzecz nocy. Panoramy Wzgórz Twardogórskich gminy Międzybórz, tradycyjnie prezentowały się wybornie.

Odwiedziłem jeden ze szlagierowych lasów, tzw. Borowikowy Bór. Świat prawdziwków spał w najlepsze i nie zareagował na nieco wilgotniejsze warunki.

Lasy czarowały lipcowym wystrojem, letnim spokojem i aurą niepowtarzalności.

Tymczasem na stacji w Bukowinie trwa remont, od połowy czerwca pociągi nie kursują i stan ten ma potrwać jeszcze wiele miesięcy.

27 lipca – Deszczowy spacer po Bukowinie 

Ostatnia lipcowa wycieczka do lasów Bukowiny miała miejsce w niedzielę 27. lipca. Był to dzień, w którym do Polski zaczęły docierać bardzo wydajne fronty niżu genueńskiego. Jeden z nich zahaczył o gminę Międzybórz.

Już od ranna w Bukowinie panowało całkowite zachmurzenie, przed południem zaczęło mocniej padać. A później rozpętała się piękna ulewa, którą oglądałem spod parasola na skraju lasu.

Ulewa ta, ostatecznie zniweczyła jakiekolwiek plany jagodowe w tym dniu, ale ja patrzyłem na nią nie jak na przeszkodę w zbieraniu jagód, tylko nektar orzeźwiający bukowińskie lasy.

Las “podpowiedział” mi również, że na ten rok należy zakończyć zbieranie jagód i pomyśleć trochę więcej o grzybach.

Ta ulewa dawała nadzieję, że za 2 tygodnie dojdzie do uformowania się pierwszego letniego wysypu grzybów na terenie gminy Międzybórz. O ile oczywiście sierpień nie dowali do pieca z upałami, bo miesiąc ten jest specjalistą w tej profesji.

Las po ulewie wyglądał fantastycznie. Wszędzie płynęła lub stała woda. Warto jeszcze wspomnieć, że zabrakło bardzo niewiele, aby ulewa ominęła gminę Międzybórz. Za kilkanaście/kilkadziesiąt godzin później przeszły dużo większe ulewy, które podtrzymały już tradycję omijania tych terenów.

Po spacerze dookoła Bukowiny, postanowiłem wrócić do Wrocławia, ponieważ moje obuwie i ubranie nie nadawały się do włóczęgi w tak mokrym lesie. Niemniej radości z widoku skąpanej w deszczu Bukowiny miałem od groma.

To była wycieczka kończąca pierwszą część Tour De Las & Grzyb 2025, który zapisał się jagodami i bezgrzybiem. Niemniej ulewa, która przeszła pod koniec lipca dawała nadzieję, że w sierpniu zrobi się ciekawiej w świecie grzybów.

Podsumowując grzybowo miesiąc lipiec 2025 roku w gminie Międzybórz należy stwierdzić, że opady w normie przy stosunkowo łagodnym przebiegu temperatur i bez męczących fal upałów, nie wystarczyły, aby doszło do pojawienia się pierwszego letniego wysypu grzybów. Kilka czubajek kani, kurek lub innych grzybów, można rozpatrywać jedynie na zasadzie ciekawostek mykologicznych tegorocznego lipca a nie poważniejszego kontraktu grzybni z owocnikami grzybów.

Za to jagód było dużo i pod tym względem lipiec był bardzo udany. Wraz z przechodzącymi opadami, jędrność i wielkość owoców wzrosła, co jeszcze bardziej sprzyjało zbiorom najcenniejszych owoców runa leśnego. Do tego należy podkreślić przyjemne warunki termiczne, które uatrakcyjniały wielogodzinne skubanie krzewinek borówki.

Sezon jagodowy 2025 otrzymuje ocenę bardzo dobrą z plusem. Jagody pojawiły się o czasie czyli w połowie czerwca, występowały masowo i długo. Od trzeciej dekady czerwca, co najmniej do końca lipca, można było nazbierać jagód ile dusza zapragnie. Na pewno był to znacznie lepszy sezon od zeszłorocznego. Pierwszej części sezonu grzybowego, który w tym roku obejmuje miesiące maj-lipiec, wystawiam ocenę niedostateczną czyli szkolną “pałę” z uwagi na stałe, równe i przewlekłe bezgrzybie, ciągnące się przez pełne 3 miesiące.

Drugą część podsumowania sezonu grzybowego 2025 planuję opublikować w przyszłym tygodniu, ale jeszcze w tym roku.

 Mapy z miesięcznymi sumami opadów, anomaliami sum opadów i rozkładem dobowych sum opadów: IMGW

DARZ GRZYB! ;))

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.