Aktualności Grzyby Las Perły dendroflory

Przedwiośnie w Bukowinie.

Przedwiośnie w Bukowinie.

28. lutego 2026 roku. Koniec meteorologicznej zimy. Od kilku dni na dobre zapanowało przedwiośnie. Zapowiada się bezchmurny, ciepły dzień. To idealny moment, aby sprawdzić co piszczy w lasach Bukowiny Sycowskiej po zimowych ciemnościach.

O tej porze roku, do lasu jeżdżą bardzo nieliczne osoby. Do Bukowiny przyjechałem sam. Wciąż trwa remont szlaku kolejowego, który ma się zakończyć w czerwcu, ale nie wiadomo, czy się jednak nie przedłuży. Pod koniec wycieczki, będę chciał sprawdzić, jak przebiega remont na stacji kolejowej. Póki co, po szybkim przejściu od przystanku autobusowego, daję nura w las.

Szlak mojej włóczęgi przebiega przez część starego szlaku jagodowego. Zatrzymuję obiektyw aparatu na wybranych leśnych szczegółach. Ptaki zaczynają zwiastować zmianę pory roku. Podśpiewują radośniej, choć jeszcze nielicznie. Już wkrótce rozpoczną się cudne, wiosenne koncerty skrzydlatych stworzeń.

Po drodze mijam perełkę dendrologiczną – dąb bezszypułkowy “Gajowy”, któremu powiększyła się dziupla w częściowo wypróchniałym pniu.

To ostaniec, który rośnie na skraju mieszanego boru. Mijałem go 39 lat temu, kiedy po raz pierwszy deptałem ten szlak do jagodowego eldorado.

Młode buki, wciąż mocno trzymają zeszłoroczne ulistnienie. Wstydzą się swojej drzewnej golizny i wymienią “ubranie”, kiedy rozwiną tegoroczny zestaw liści. 🙃

Nadszedł idealny czas, aby w promieniach coraz wyżej świecącego Słońca, podziwiać jeszcze śpiący las. Światło dociera do podłoża, gdyż nie jest zatrzymywane przez szczelną zasłonę liści. Tak będzie mniej więcej do połowy kwietnia.

W Bukowinie tegoroczna zima nie była zbyt śnieżna, dlatego po kilku ciepłych dniach, praktycznie wszędzie nie ma już śladu po pokrywie śnieżnej. Krzewinki borówki czarnej czekają na wiosenne ciepło, które pobudzi pędy do ceremonii narodzin nowych listków i owoców.

Przeszedłem przez piękne sosnowe bory jagodowo-podgrzybkowe i zmierzałem do urokliwej alejki brzozowej.

Kilkadziesiąt lat temu rósł tu stary sosnowy bór. Później został wycięty. Teraz rośnie nowy las, który jest przedzielony leśnym duktem, obsadzony po obu stronach wdzięcznymi brzózkami.

Za alejką rozpościerają się następne sosnowe bory, w których przedwiośnie otuliło włóczęgę ciepłem, poranną wilgotnością powietrza, miękką ściółką i leśną ciszą.

Na skraju leśnej polany leżał gruby dywan zeszłorocznych liści. To “zwłoki” jesieni 2025 roku, które jeszcze nie zdołały się rozłożyć.

Dotarłem do rozlewiska w pobliżu Dziesławskiego Potoku. Tu ukryły się resztki odchodzącej zimy. Wciąż skute lodem i przyprószone śniegiem.

Na leśnej polanie, którą ostatni raz odwiedziłem na początku lipca zeszłego roku, panowała kompletna cisza pod błękitem nieba. Grunt był dość grząski, miejscami stała woda.

Zatoczyłem pętlę dookoła polanki, ponownie wszedłem do lasu i pomału zacząłem zmieniać kierunek wyprawy z południowego na południowy-zachód.

To oznacza, że wcześniej czy później dotrę na tereny w pobliżu Goli Wielkiej i jej unikatowego rezerwatu. Jednak najpierw czekał mnie kilkudziesięcio-minutowy marsz przez kultowe knieje Bukowiny.

W lesie nie spotkałem ani jednego człowieka. To jedna z najcenniejszych dla mnie wartości podczas leśnych wypraw, poza zasadniczym sezonem grzybowym. Lubię odpocząć od ludzi.

Na jednej z tysięcy sosen dostrzegłem “czarcią miotłę”. Jeszcze nie zdążyłem się w pełni zachłysnąć leśnym światem bukowińskich borów, a już stanąłem u wrót rezerwatu.

Na południowych krawędziach rezerwatu rośnie najmocniej przytulona para drzew tych terenów, którą wiele razy prezentowałem na moim blogu. To oczywiście buk zwyczajny zakochany w sośnie zwyczajnej.

Ich życie to uczucie i konkurencja w jednym i nawet las nie wie, które z nich jest silniejsze. 😮😉 Buk przebił korę sosny tak, jakby chciał ją przytulić do siebie. Sosna jednak, nie okazuje (przynajmniej wizualnie) podobnego uczucia do liściastego adoratora.

Pomijając powyższe rozważania, drzewa te za każdym razem budzą mój zachwyt. Sosna wyraźnie przerosła buka, a jej korona góruje nad koroną buka.

Lubię posiedzieć pod liściasto-iglastą parą drzew i obejrzeć ją od dołu. Oba drzewa odznaczają się bardzo dobrą kondycją zdrowotną, ich obwód na poziomie pierśnicy wynosi 379 cm, przy czym buk jest nieco grubszy od sosny.

Po przejściu rezerwatu, postanowiłem wyjść na szosę na Goli Wielkiej, ale przede mną był do przejścia jeszcze jeden fragment sosnowych borów.

Zlokalizowany jest po zachodniej stronie rezerwatu i z tego co zauważyłem, wkrótce rozpocznie się w nim trzebież, ponieważ część pni drzew, wykropkowano na czerwono.

Z borów wyszedłem wprost na patriarchalną dziką gruszę polną, która jest mistrzynią w dysproporcji. To znaczy jej kompletnie wypróchniały i wypalony wewnątrz pień, nijak ma się do wciąż bardzo żywotnej korony.

W bliskim sąsiedztwie minąłem witającą lipę, której korona została w maksymalnym stopniu zaatakowana przez jemiołę. Zabiegi usuwające półpasożyta, potrzebne są drzewu natychmiast!

A skoro odwiedziłem witającą lipę, to grzechem niewybaczalnym byłoby pominięcie Królowej Lip Wzgórz Twardogórskich i okolic.

To fascynująca, lipowo obłędna i jedyna, niepowtarzalny Baśniowa Staruszka, która wciąż zachwyca swoim skrajnym nieuporządkowaniem i drzewnym indywidualizmem.

Drzewo przybrało tak oryginalny wygląd i pokrój, że wciąż nie odnalazłem bardziej obłędnie wyglądającej lipy, a widziałem ich już naprawdę wiele. Są grubsze, są starsze, ale pod względem lipowego chaosu, Baśniowa Staruszka nadal jest numerem jeden!

Przy lipie odpocząłem i wsłuchałem się w jej tajemniczy świat, który skrywa się w korzeniach, wnętrzu wypróchniałego pnia, chaotycznej koronie oraz w każdym fragmencie jej baśniowego wyglądu.

Następnie pokręciłem się w pobliżu Goli Wielkiej, odwiedzając kilka lasów grzybowo-jagodowych, do których powrócę już na początku sezonu jagodowego.

Od porannego wejścia do lasu upłynęło już wiele godzin, a więc pomału musiałem szykować się do drogi powrotnej z odpowiednim zapasem czasu, aby zdążyć odwiedzić bukowiński cmentarz i stację kolejową.

Na moment spojrzałem do góry, ponieważ usłyszałem silniki przelatującego pod błękitem nieba samolotu. Przeszedłem na skróty przez łąką i już znalazłem się po bukowińskiej stronie lasów.

W lesie spotkałem sporo kałuż, ale ogólna sytuacja hydrologiczna u progu wiosny nie jest jakaś wybitnie dobra. Zima zapisała się na tych terenach z dużym deficytem opadów, dzięki niskim temperaturom i częstemu zachmurzeniu, parowanie było ograniczone do minimum.

Obecnie rozbudowały się pogodne wyże, natomiast marzec – jak na razie – zapowiada się bardzo sucho. To kiepska informacja tuż przed rozpoczęciem sezonu wegetacyjnego.

Słońce znacząco obniżyło pułap, w lesie rozpoczął się przedwieczorny spektakl ciepłych barw. Wciąż panowała przejmująca cisza i blask przedwiośnia, dający nadzieję na rychłe nadejście wiosny.

Pożegnałem bukowińskie lasy i udałem się na cmentarz. W starej, poniemieckiej części wiosna budzi się do życia. Brzmi to nieco dziwnie w tym szczególnym miejscu, ale to właśnie tutaj zakwitły przebiśniegi.

W zeszłym roku zakończono pierwszy etap prac odnowieniowych w kaplicy von Weger. Głównym celem tych prac było zabezpieczenie neobarokowego obiektu (ok. 1890 r.) przed dalszą degradacją oraz przywrócenie mu wartości historycznych i estetycznych.

W ramach I etapu wykonano szereg niezbędnych działań:

1) Zabezpieczenie konstrukcyjne: Wymiana pokrycia dachowego wraz z warstwami konstrukcyjnymi i nowymi obróbkami blacharskimi (kaplica jest chroniona przed wilgocią).

2) Prace elewacyjne: Uzupełnienie brakujących cegieł i tynków, oczyszczenie elewacji z porostów i roślinności oraz wykonanie prac konserwatorskich.

3) Renowacja detali: Wymiana rynien i montaż rur spustowych, odnowienie powłok malarskich na drzwiach zewnętrznych oraz renowacja schodów i balustrad.

Dzięki tym działaniom kaplica, choć nieużytkowana, została uchroniona przed dalszą destrukcją i znów stanowi godny element lokalnego krajobrazu historycznego.

♦ Źródło: Miasto i Gmina Międzybórz

Doceniam te prace, ale brakuje mi pięknego bluszczu, który nadawał kaplicy sentymentalnej upiorności. Coraz więcej fragmentów dawnych klimatów Bukowiny, odchodzi do historii.

Tradycyjnie obszedłem zapomnianą część nekropolii i postanowiłem zmierzyć obwód pnia cmentarnego dębu, którego opisałem na blogu w cyklu pereł dendroflory Wzgórz Twardogórskich 2017. Wówczas obwód pnia drzewa na poziomie pierśnicy wynosił 431 cm.

Obecnie wynosi on 445 cm. W ciągu 9 lat, dąb przytył o 14 cm, a właściwie to w ciągu 8. lat, ponieważ w tym roku drzewo jeszcze nie weszło w sezon wegetacyjny.

Po wyjściu z cmentarza udałem się w kierunku stacji PKP. Rozpoczęła się wieczorna złota godzina, Bukowina zamieniła się w krainę pomalowaną złotymi barwami.

Księżyc zbliżający się do pełni, wzniósł się wysoko. W ten sposób aura kończącego się lutego, stała się uroczysta i tajemnicza. To już ostatnie godziny drugiego miesiąca 2026 roku.

Powrót przez alejkę jesionową i otaczające ją łąki i pola. Cisza. Tylko gdzieś w oddali słychać przejeżdżający szosą samochód i ujadanie wiejskiego kundelka z pobliskiego gospodarstwa.

Nadchodzi marzec, a później przyjdzie kwiecień i maj, w którym oficjalnie rozpocznę 39. Tour De Las & Grzyb.

Na koniec pozostawiłem stację kolejową, która przechodzi gruntowny remont. Na razie panuje chaos, błoto i bałagan – jak to przy remoncie. Niemniej efekty pierwszych prac już widać.

Obecnie mija 5 lat od czasu kiedy otruto drzewa na stacjach w Bukowinie i Międzyborzu. W między czasie wycięto też pięknego jałowca rosnącego przy budynku stacji. Już wtedy wymyśliłem tezę, że w ten sposób przygotowano grunt pod przyszły remont, bo przecież drzewa przeszkadzają i warto się ich pozbyć…

Jak to się wszystko ułożyło w logiczną całość. Nieznani sprawcy otruli drzewa, Gmina Międzybórz zamiotła sprawę pod dywan i nie odpowiedziała mi na pytania o sposób załatwienia sprawy… Dlaczego???

Dawny, wyjątkowy klimat stacji PKP w Bukowinie na zawsze przeszedł do historii. Uwieczniłem go na licznych fotografiach. Teraz będzie schludnie, czysto i “ładnie”. Będzie beton, prażące Słońce i radość władz z dobrze zleconej roboty…

Nie mam nic przeciwko remontowi i odnowieniu terenu dookoła stacji. Niemniej barbarzyńskie otrucie drzew i zamiecenie tej sprawy pod dywan, jest dla mnie niewytłumaczalnie i nie mogę o tym zapomnieć! Oczywiście gmina ma to głęboko gdzieś…

Ciekawy jestem, jak ostatecznie będzie wyglądać odnowiony teren przy stacji. Roboty są w toku i mają potrwać do końca czerwca.

Kończy się luty, nad Bukowiną zapada zmierzch. Księżyc wznosi się coraz wyżej, ten to nigdy nie ma lęku wysokości. 😂

Po zachodniej stronie nieba, Słońce wyraźnie obniża pułap i prześwituje przez niewielkie ławice delikatnych chmur.

W słoneczno-księżycowych klimatach pod rozlanym błękitem nieba, żegnam się z ostatnio-lutową Bukowiną z nadzieją, że w marcu przyjadę tu ponownie. Do zobaczenia kraino lasów, grzybów, jagód i duchowej wędrówki! 🌳🌲✨🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.