Przejdź do treści
Sierpniowe grzybobranie w Bukowinie.

Środa, 13 sierpnia 2025 roku. Skoro świt w Bukowinie wysiadam w mig! Wkraczam na drogę prowadzącą do lasu przez starą aleję jesionową. Przydrożne jabłonie uginają swoje gałązki od ciężaru i obfitości owoców.

Nad Bukowiną rozpościera się cudny, sierpniowy poranek. Dojrzała faza lata została przypieczętowana skoszonymi zbożami. W Bukowinie już po żniwach.

Ostatni raz byłem tu pod koniec lipca, kiedy złapała mnie solidna ulewa. W między czasie trochę dopadało, a temperatury nie były zbyt wysokie.

Teoretycznie zaistniały warunki pod pierwszy, letni wysyp grzybów. Niemniej zrobiło się już dość sucho, a temperatury zaczęły iść w górę. Co w tym temacie ma do powiedzenia grzybnia? Mówiąc prostymi słowami – sie wejdzie i sie zobaczy, co sie w lesie dzieje.

Ze stoickim spokojem świeci Księżyc, który zawsze dodaje uroku, tajemniczości i mistyki nad lasami Królowej Dolnośląskich Klimatów Leśnych – tj. Bukowiny.

Zastanawiam się, czy to poranek wita mnie, czy ja witam poranek? Chłód, rosa i zapachy lasu, doprawione świeżością traw i pulchnością gleby. Gdzieś w nawłoci buszują dziki i sarny.

To jeszcze lato, ale w powietrzu czuć nadciągające zmiany, które najpierw będą prawie niezauważalne, subtelne, delikatne jak skrzydła motyli, ciche jak mgła opadająca o poranku.
∼ GRZYBY ∼

Rozpoczynam przegląd grzybowych miejscówek. Już pierwsza z nich, głównie na koźlarze czerwone, daje mi wyraźny sygnał – coś rośnie, dzisiaj warto powłóczyć się za grzybami.

Trochę się spóźniłem, bowiem część owocników przerosła, skapcaniała i została opanowana przez tłuste czerwie. Ale mniejsza o to. Jakże oczy się cieszą i serce raduje na widok tych grzybowych piękności!

No i zaczynam mój grzybowy marsz. Powoli, bez pośpiechu, na luzie, skrupulatnie włócząc się przez krzaczory, chaszcze i leśne przestrzenie.

Część koźlarzy czerwonych znajduje się w idealnym stanie, spotykam również koźlarze grabowe i babki. Za to nie znalazłem ani jednego koźlarza pomarańczowożółtego i topolowego.

Następnie idę na prawdziwki. Są! I to dużo! Od razu napiszę, że około 70-75% z nich pozostawiłem w lesie z uwagi na niechciane towarzystwo w miąższu lub naturalne przerośnięcie.

Ale trafiłem też kilkadziesiąt zdrowych, pięknych borowikowych perełek, które trafiły do kosza. Część z nich sfotografowałem.

Wciąż kluły się młode owocniki. Gdyby tak chłodna i wilgotna aura potrwała dłużej, wysyp ten, mógł się rozwinąć do znacznych rozmiarów.

Jednak stan, na który trafiłem 13. sierpnia to była właściwie kulminacja pierwszego, letniego wysypu i wiadomo było, że z każdym dniem ilość i jakość owocników będą spadać.

Dlatego chciałem się nacieszyć nimi, naoglądać i nazbierać, bo nie wiadomo, co pogoda wykombinuje nam na jesień i jaki pod względem jakościowo/ilościowym będzie wysyp jesienny.

Piękne, letnie borowiki w bukowińskich lasach. Ich aromat od razu zdradzał, że w koszu niosę króla grzybów. Pachniały mi przez całą wycieczkę.

Prawdziwki rosły zarówno na stanowiskach piaszczystych pod sosnami, jak i zakopywały się w zeszłorocznych liściach pod bukami.

Kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt znalazłem w trawach. Tam owocniki były najbardziej przerośnięte i najbardziej robaczywe.

Mówiłem do nich – siejcie zarodnikami obficie, aby następne pokolenie szlachciców zaprezentowało swoje kapelusze podczas jesieni. ;))

Część borowików kończyła swój żywot. Opadły z sił, przeżarte przez owady, ślimaki i żuki. Szybko upłynął im czas od jędrnej młodości do wypróchniałej starości.

Niektóre były nadgryzione przez dużego zwierza w procesie leśnej degustacji kapelusza. Inne wykluły się na słonecznych stanowiskach i zostały równomiernie przypieczone.

Jedne z nich wyglądał tak, jakby za długo przebywał w solarium. ;)) Był kompletnie zasiedlony przez żarłoczne, tłuste robale.

Gdyby większość borowików w tym dniu była zdrowa, to mój średniej wielkości koszyk, nie byłby w stanie ich pomieścić.

Spokojnie zapełniłbym ogromny kosz, który zabieram tylko na jesienne grzybobrania. Spodziewałem się, że zdrowotność sierpniowych boletusów będzie słaba.

Znalazłem też kilkanaście borowików usiatkowanych. Te nie pozostawiły mi żadnych wątpliwości, dla kogo są przeznaczone. Wszystkie były zamieszkałe przez czerwie w irracjonalnych ilościach.

W moim ulubionym Borowikowym Borze znalazłem kilkanaście prawdziwkowych kapci. Wszystkie nie nadawały się do wzięcia, dlatego pozostały na swoich stanowiskach.

Pięknie prezentowały się pośród jagodowych krzewinek. Przy okazji dodam, że sezon jagodowy jest już na mecie, chociaż punktowo, jagodowy uparciuch mógłby jeszcze naskubać kilka litrów granatowych pereł.

Prawdziwki zdominowały moje trzynasto-sierpniowe poszukiwania grzybów i były najczęściej fotografowanym gatunkiem grzybów. Każdy z nich cieszył oczy.

Gdyby nie ich kiepska zdrowotność, grzybobranie to byłyby jednym z najobfitszych w Bukowinie w sierpniu od wielu, wielu lat.

Jak to się mówi – może następnym razem czyli w innym sezonie, bowiem w tegorocznym sierpniu nie ma już szansy na drugi, obfity wysyp.

Jednego z największych prawdziwków znalazłem w siewkach buków. Był naprawdę sporych rozmiarów, ale jego jakość była kiepska, nie wspominając o tym, co mu tańczyło w miąższu.

Po przejściu borowikowych stanowisk, poszedłem zobaczyć miejsca na podgrzybki. Tych znalazłem około 30-stu sztuk i prawie wszystkie były zdrowe.

Gdybym zdecydował się szukać wyłącznie podgrzybków, to zapewne znalazłbym ich dużo więcej. Tylko jak są prawdziwki to… tracę dla nich głowę. ;))

Znalazłem również krasnoborowiki ceglastopore. Część zbyt przerośniętych i robaczywych, ale znalazłem też kilka owocników w dobrej formie i kondycji zdrowotnej. Te wylądowały w koszu.

Niektóre ceglasie rosły w bardzo zacienionych stanowiskach, w gęstwinie młodych buków i dębów. Tam ich zdrowotność była najlepsza.

Do koszyka wpadło również kilka sztuk przepysznych czubajek kani. Pierwsze w tym roku kotlety zostały uroczyście skonsumowane.

Kanie wyrosły w miejscach, gdzie było więcej wilgoci i cienia. Tam, gdzie rosną podczas jesieni (na otwartych łąkach), nie znalazłem ani jednej.

Z innych gatunków na pewno warto odnotować gołąbki, tęgoskóry i niektóre gatunki muchomorów, zwłaszcza czerwieniejących, których miejscami było od groma.

Do dzisiaj nie przekonałem się, żeby zbierać muchomory czerwieniejące do celów konsumpcyjnych i chyba już się nie przekonam, chociaż skosztowałem je kilka razy.

Jednym z powodów jest ich bardzo częste zasiedlenie przez czerwie. Jeżeli chodzi o smak, to zdecydowanie bardziej smakują mi kanie.

Po sześciu godzinach buszowania przyszedł zasłużony odpoczynek, sfotografowanie bardzo udanych, jak na tę porę roku i w tych lasach, zbiorów.

Zatem odnotowuję bardzo miły, grzybowy akcent w sierpniowych lasach Bukowiny Sycowskiej w sezonie 2025. Na koniec trochę wspaniałych, właściwie już późnoletnich klimatów.

Krajobrazy, które otulają duszę i wywołują w niej błogi spokój.

Na skraju sosnowego lasu i wędrując polnymi ścieżkami.

Drepcząc po sosnowym igliwiu i kadr z życia łąki.

Borowikowy Bór – miejsce kompletnie zaczarowane jagodami i borowikami.

Jeszcze raz Borowikowy Bór i wzrastające nowe pokolenie lasu.

Na sosnowych wzniesieniach i miejsce po rębni zupełnej.

Kwitnące wrzosy czyli idzie jesień!

Tam, gdzie las gęstnieje paprociami.

Zarośnięte brzegi leśnego strumienia oraz kikut drzewa po złamaniu.

W młodych buczynach i dębinach.

Trochę leśnej gęstości i dzikości.

Ekspozycja piękna i w drodze powrotnej.

Pod koniec wyprawy zauważyłem na drodze zająca. Ten mnie nie zauważył i spokojnie kicał do przodu.

Był już bardzo blisko. Coś zaczęło mu się nie podobać, ale kicał nadal.

Ja tylko stałem nieruchomo i pstrykałem zdjęcia. W końcu poczciwy szarak dostrzegł Lenarta i wydarł w knieję! „Nu, Zajec! Nu pagadi!” ;))

Pozostało mi jeszcze przejść obok stacji. Remont szlaku kolejowego rozkręcił się na dobre. Na terenie stacji wysypano mnóstwo tłucznia i ułożono betonowe podkłady kolejowe, które zastąpią stare, drewniane.

Ostanie spojrzenie na ukochaną Bukowinę, jej lasy, pola, łąki i tajemnicę, która skrywa się w zakątkach tej cudnej krainy.

Nadchodzi jesień i pozostaje najważniejsze pytanie – jakie grzybowe tajemnice skryją się w lasach Bukowiny we wrześniu i październiku?
Darz Grzyb!
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.Akceptuję Odrzucić Więcej Polityka prywatności & Cookies