Przejdź do treści
W jagodowo-lipcowym błysku Bukowiny.

Środa, 16 lipca 2025 roku. Mija miesiąc od rozpoczęcia sezonu jagodowego w lasach Wzgórz Twardogórskich. Wczesnym porankiem wysiadam z autobusu komunikacji zastępczej w Bukowinie Sycowskiej i maszeruję do torów kolejowych.

Przechodzę obok kultowej alejki jesionowej, w oddali łąki, pola i lasy Bukowiny przeciągają się giętko porannym wiatrem po letniej i rześkiej nocy.

Następnie kieruję wzrok na drugą stronę szosy. Na horyzoncie znajduje się jeden z najurokliwszych kadrów zielonej mapy Bukowiny. Klasyczny, mistyczny, wyjątkowy, znany osobiście od 38 lat.

Szlak kolejowy jest zamknięty dla pociągów co najmniej do końca 2025 roku. Dość dawno nie szedłem po nim, dlatego postanowiłem nadrobić tę zaległość. Wprawdzie ruch kolejowy jest wstrzymany, ale ostrożności nigdy nie za wiele, dlatego bacznie obserwując otoczenie, żwawym krokiem wyruszam do lasu.

Po spontanicznie rosnących trawach na torowisku widać, że pociągi przestały po nim jeździć. Obecnie przypomina on, spotykane w wielu innych miejscach kraju, zapomniane i opuszczone szlaki, po których od kilkudziesięciu lat nie przejechał ani jeden pociąg.

Budynek szkoły podstawowej w Bukowinie i kilka okolicznych domostw w pobliżu głównej drogi. W powietrzu unosi się orzeźwiający chłód poranka po wtorkowej burzy, która przetoczyła się nad Bukowiną.

Każda wycieczka do Bukowiny to podróż w nieznane po znanym. Przejdę przez hektary lasów, które znam doskonale, ale nigdy nie wiem, czym zaskoczą mnie tym razem.

Księżyc zbliża się do ostatniej kwadry, na niebie figuruje jeszcze nieco ponad 50% naszego naturalnego satelity, który nadaje wyprawie dobrej i jednocześnie tajemniczej aury.

Po zejściu ze szlaku kolejowego, wchodzę na polną ścieżkę prowadzącą prosto do lasu. Zboża przeszły w stan gotowości przed żniwami, które rozpoczną się na bukowińskiej ziemi lada dzień.

Wybornie falują kłosy tych zbóż, zarówno dzięki pofałdowanemu terenowi jak i porannym podmuchom wiatru.

Przy drodze szumi giętka dorodna brzoza. Jeszcze kilkadziesiąt metrów i wchodzę do mokrego, świeżego, pachnącego lasu.

Zanim na dobre zaszyję się w borówkowych borach, muszę przejść około 3 km. Jest to okazja do podziwiania wilgotnego i porannego lasu, w którym wciąż jeszcze kapią krople deszczu.

Tegoroczne lato, przynajmniej do tej pory, jest inne niż większość poprzednich. Pogoda jest bardzo zmienna, ciepłe lub upalne masy powietrza, na przemian przeplatają się z napływami mas wilgotniejszych i termicznie komfortowych, głównie z zachodu i północy.

To duża wartość, którą bardzo doceniam, mając w pamięci kilka “piekielnych” sezonów, w których upały i brak opadów ciągnęły się tygodniami, a jagody wysychały na potęgę już w drugiej połowie lipca.

Jeszcze kilkanaście minut temu, niebo było prawie bezchmurne. Teraz całkowicie zachmurzyło się, ale nie były chmury deszczowe tylko mgła i wilgoć, które wzbiły się w powietrze.

Drzewa i ich pędy zroszone wczorajszym prysznicem, z wdzięcznością uwalniają leśne aromaty. Każda kropelka wody lśni jak przeźroczysta perła, w której można dostrzec miniaturkę odbicia fragmentu lasów.

Liście buków i dębów błyszczą tak, jakby ktoś je posmarował lakierem bezbarwnym. Wciąż słychać spadanie wielu kropelek wody z wyższych pięter lasu.

Do tego obudziło się leśne towarzystwo ornitologiczne, gdzieś w oddali słychać donośne skrzeki kruków. Za to w pobliżu śpiewają inni członkowie ptasiej orkiestry lipcowej kniei.

Stanowiska borówkowe są jeszcze mokre. Owoce umyte, pomału zaczynam je skubać, ale planuję podejść jeszcze kilkaset metrów, gdzie rośnie ich dużo więcej.

Zza chmur nieśmiało przebuja się Słońce, wieje bardzo przyjemny chłodny wiatr, nie ma na co czekać, trzeba się brać ostro do roboty.

Całkowite zachmurzenie zaczyna ustępować po godz. 9. Cieplejsza aura i wiatr, stopniowo osuszają borówkowe stanowiska, owoce są jędrne i dorodne.

Słońce zaczyna dominować na 16-sto lipcowym niebie, ale nie ma upału, w cieniu nadal jest chłodno. Są to wymarzone warunki na jagodowe zbiory.

Błyszczące dywany borówkowe wyglądają olśniewająco. To mieszanka barw złocisto-słonecznej zieleni, której natężenie i ostrość reguluje las. Zatapiam w nich wzrok i czerpię ogromną radość z możliwości podziwiania leśnych cudów.

Przez wiele godzin skubię jagody, które obecnie są bardzo dojrzałe i dorodne. Mamy do czynienia z kulminacją sezonu jagodowego 2025 w lasach Wzgórz Twardogórskich.

Kolejny wyśmienity jagodowy dzień w lasach Bukowiny. Zbieranie w komfortowych warunkach + dorodność owoców to marzenie, które właśnie się spełniło.

Po wtorkowej burzy, jagody nabrały ciężkości i intensywnego aromatu. Borówki to skarby lasu, raj dla kubków smakowych oraz bezcenna mieszanka witamin i minerałów dla organizmu.
♦ Trochę leśnego świata ♦

Jeśli chodzi o grzyby w połowie lipca w Bukowinie i okolicach to wciąż jest bardzo słabo. Tylko bardzo punktowo można spotkać pojedyncze owocniki gatunków grzybów niejadalnych lub trujących.

Po burzy i opadach wcześniejszych, zaczęły wykluwać się nieliczne purchawki, tęgoskóry, ponurniki aksamitne, sromotniki smrodliwe i łysiczki.

Lipcowe bezgrzybie to norma na przestrzeni ostatnich lat. Najczęściej jest za sucho lub za gorąco albo jedno i drugie razem. To jeszcze nie czas na porządne grzybobrania na tych terenach.

Na koniec kilkadziesiąt kadrów z lipcowego lasu. Pachnącego, orzeźwiającego, miejscami mocno zarośniętego letnim, barokowym przepychem.

Jaskrawość i intensywność leśnych barw.

Kałuże na leśnych duktach.

Do jesieni jeszcze daleko, ale z każdym dniem bliżej.

Borówkowe bory w porannej szacie.

Gdzieś daleko na leśnych szlakach.

Każde pokolenie ma swój czas…

Pocztówki z lasu.

Leśne tunele czyli drogi do ponad-świadomości…

Raz w gęstwinie, raz w prostej luźnej sośninie.

Przyjemność spacerowania.

Na kilka chwil przed ucieczką.

Kwintesencja lipca w borówkowym borze.

W przepychu lipcowego baroku.

Kadry bliskie sercu i duszy.

Późniejszym popołudniem na niebie pojawiły się gęstsze chmury, poderwał się mocniejszy wiatr, ale na tym się skończyło. Nie padał deszcz i nie pojawiła się burza.

Chmury towarzyszyły mi przez kilkadziesiąt minut, po czym ponownie wyszło Słońce i zrobiło się ciepło.

Wyprawę zakończyłem przy kapliczce, obok której zatrzymuje się autobus komunikacji zastępczej.

Mój sezon jagodowy 2025 zbliża się do mety. Planuję jeszcze jedną wyprawę jagodową i na tym zakończę tegoroczne zbiory borówki czarnej. Co dalej? Coraz częstsze rozmyślanie o jesiennym sezonie grzybowym. ;))
Darz Grzyb!
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.Akceptuję Odrzucić Więcej Polityka prywatności & Cookies