facebooktwitteryoutube
Aktualności - 29 Paź, 2015
- 2 komentarze
Jak tam Panie Zielonka? Kontrowersyjny rarytas późnojesiennego lasu.

CIMG2579 CIMG2582CIMG2584CIMG2585CIMG2589CIMG2590CIMG2593CIMG2600CIMG4818CIMG4959

Jednym z najchętniej zbieranych grzybów późnojesiennych jest GĄSKA ZIELONKA (łac. Tricholoma equestre). Jest to grzyb prawnie dopuszczony do obrotu handlowego w Polsce. Gąski zielonki są wyśmienitymi grzybami jadalnymi, maja bardzo duże walory smakowe i zastosowanie. Można sporządzać z nich sosy, zupy. Nadają się do suszenia, mrożenia i kiszenia. Zielonka jest dosyć odporna na transport i zaczerwienie. Ma specyficzny zapach, przypominający świeżo zmieloną mąkę. Miejsce występowania gąski zielonki, najczęściej kojarzone jest z podłożem piaszczystym i borami sosnowymi. Faktycznie tak jest, piaszczyste bory sosnowe są idealnym środowiskiem dla zielonek. Jednak jest to grzyb dosyć tajemniczy i zmienny ponieważ okazuje się, że bardzo dobrze, służy mu również podłoże bardziej wapienne z topolami osikami w mikoryzie.

Osobiście, mam kilka takich miejsc, w których zbieram gąski zielonki, właśnie w topolach osikach. Przy sprzyjających warunkach, z jednej miejscówki, można wyciąć nawet 10 – 12 kg tych przepysznych grzybów. W tym roku ten „problem” nie istnieje. W „zielonkowych” miejscach „cicho wszędzie, głucho wszędzie” z powodu suszy. Ostatnie deszcze nie pobudziły ich wzrostu. Mikolodzy, chcieli „podzielić” gąskę zielonkę na dwie odmiany – „piaszczyste”, czyli te, które występują we wspomnianych borach sosnowych i „wapienne”, tworzące mikoryzę z topolami osikami. Jednak nie można było doszukać się żadnych cech, które pozwoliłyby na wyodrębnienie tych dwóch odmian. Jest to ten sam gatunek, który ma po prostu bardzo zmienne stanowiska siedliskowe i tyle.

W ostatnich latach, pojawiły się jednak informacje, że gąski zielonki, mogą stać się przyczyną poważnych zatruć. Zatrucie polegać ma na tym, że czynnik toksyczny z gąski zielonki powoduje RABDOMIOLIZĘ, czyli rozpad białka włókien w komórkach mięśniowych. Objawem tego jest uczucie słabości mięśniowej, po pewnym czasie sztywność mięśni, brązowe zabarwienie moczu. Rabdomioliza doprowadza do pojawienia się we krwi wolnej mioglobiny pochodzenia mięśniowego, która następnie jest filtrowana przez kłębuszki nerkowe, co może doprowadzić do ich uszkodzenia i rozwoju ostrej niewydolności nerek. Żeby stwierdzić rabdomiolizę, bada się u pacjenta, aktywność określonych enzymów we krwi. Krew oczyszcza się przez dializę lub podaje się mu dużo płynów, doprowadzając do szybszego wypłukania toksycznych produktów rozpadu mioglobiny z organizmu. Celem spowolnienia tempa wydostawania się mioglobiny do krwi, mięśnie są ochładzane zimnymi kompresami. Jeżeli akcja oczyszczająca z toksyn, nastąpiła w miarę szybko i nie doszło do uszkodzenia nerek, pacjent wychodzi z zatrucia bez trwałego uszczerbku na zdrowiu.

Subtelne stany” rabdomiolizy, miał praktycznie każdy z nas, w postaci tzw. zakwasów po zwiększonym wysiłku fizycznym. Ostatnie badania wskazują, że przyczyną zakwasów nie jest kwas mlekowy, który jest usuwany i rozkładany do godziny po wysiłku, a mechaniczne uszkodzenie włókien mięśniowych. Uszkodzenia te powstają gdy skurczony mięsień jest rozciągany większą siłą niż własna siła skurczu. Bezpośrednio po wysiłku odczuwa się tzw. słabość mięśniową. Ból mięśni pojawia się dopiero po upływie doby lub dwóch i utrzymuje się przez kilka dni aż do czasu gdy uszkodzone włókna mięśniowe zostaną odbudowane. Właśnie z uszkodzonych włókien mięśniowych do krwi dostaje się MIOGLOBINA. Jeżeli jest jej za dużo, może to doprowadzić do rabdomiolizy i ostrej niewydolności nerek.

Ponieważ nie ma jeszcze solidnych danych statystycznych na temat zatruć zielonkami, trudno jednoznacznie wskazać, ile procent ludzi, zatruło się po spożyciu zielonek w stosunku do ogółu spożywających. Kilka doniesień o zatruciach, pochodzi z zagranicy, kilka z naszego rodzinnego podwórka. W 2005 roku, zrobiono też test na ludziach (byli to ochotnicy). W kontrolowanych warunkach, ochotnicy zjadali od 70 do 1200g potrawy z zielonki, pojedynczo lub do 4 dni pod rząd. Badane u nich wskaźniki rabdomiolizy dały negatywne wyniki. W 2009 roku, pojawiła się publikacja o śmiertelnym przypadku zatrucia zielonkami w Polsce. Ogółem zatruły się trzy osoby dorosłe i dziecko. Jedli kilka dni pod rząd duże ilości zielonek. Ofiarą był najstarszy ze spożywających – 72 – letni mężczyzna.

Podsumowując temat „toksyczności” zielonek, przy uwzględnieniu dotychczasowych publikacji, można dojść do wniosku, że NIE NALEŻY SPOŻYWAĆ ZIELONEK W NADMIERNYCH ILOŚCIACH, W SZCZEGÓLNOŚCI WIELE DNI POD RZĄD. Muszę ten wątek rozwinąć ponieważ osobiście przetestowałem jedzenie zielonek przez wiele dni pod rząd i to w dosyć sporych ilościach. Miało to miejsce w 1999 roku. Z powodu bardzo obfitego wysypu gąsek zielonek, dużo z nich zakisiłem w glinianych garnkach (po uprzednim sparzeniu wrzątkiem). Po około 4 tygodniach, kiedy grzyby nabrały już specyficznego zapachu i były ukiszone, codziennie robiłem z nich przystawkę w postaci sałatki do obiadu. Wtedy nie miałem jeszcze pojęcia, że zaistnieje problem toksyczności zielonek. Dokładnie nie pamiętam ciągłości codziennego ich spożywania, ale myślę, że było to co najmniej 3 tygodnie z rzędu. Zresztą część moich najbliższych i znajomych, z którymi podzieliłem się kiszonymi zielonkami, także mogło „pochwalić” się spożywaniem ich przez co najmniej kilka dni pod rząd. Konkluzja nasuwa się taka – nie taka zielonka straszna, jak ją malują, ale warto mieć na uwadze, tzw. indywidualną wrażliwość danego osobnika na grzyby. Może po prostu, był to fart, że wszyscy spożywający, mieli organizmy, które dobrze tolerowały zielonki? W każdym razie, na pewno nie jest zalecane spożywanie grzybów przez wiele dni pod rząd.

Osoby wrażliwe na grzyby, czy mające problemy żołądkowo-zdrowotne, powinny w ogóle ograniczać spożycie grzybów, które są w większości ciężko strawne (chociaż trudno powstrzymać się, jak grzybowe zapachy unoszą się w kuchni). Grzyby, należy poddawać obróbce termicznej (poprzez gotowanie, suszenie itp.). Osobiście, robiłem nawet kotlety smażone z zielonek, zarówno surowych, jak i uprzednio obgotowanych. W tym przypadku, również niczego niepokojącego nie zauważyłem (poza ponowną chęcią zrobienia kotletów ;)). Co więcej, nigdy nie odczułem negatywnych skutków po zjedzeniu zielonek nawet po intensywnym wysiłku fizycznym (zdarzało się, ze po ciężkim treningu, zjadałem obiad z „zielonkową” sałatką.

Na koniec, jeszcze jedna konkluzja – każdy z nas jest inny i ma inną wrażliwość. Dla jednych, dawka śmiertelna alkoholu, wynosi 4 promile, dla innych, to dopiero początek dobrej zabawy. ;)) Podobnie może być z grzybami. Ktoś zje kilogram zielonek i nic mu się nie stanie, inna osoba po kilku egzemplarzach, wyląduje w szpitalu. Żeby było barwniej, jest co najmniej kilka gatunków grzybów, które budzą emocje, dyskusje i kontrowersje. Wspomnę tu chociażby o maślaku zwyczajnym, krowiaku podwiniętym, zwanym olszówką i gąsówce nagiej. Do tematu toksyczności/nietoksyczności grzybów z pewnością wrócę.

Więcej o toksyczności gąski zielonki, można przeczytać na stronie www.grzyby.pl po wykupieniu (tylko 19 PLN rocznie), dostępu do pełnej wersji atlasu grzybów.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blip
  • Blogger.com
  • Drukuj
  • email

Komentuj na FB

Dodaj komentarz

  • Piotr //29 Paź 2015

    Najlepszy artykuł w tematyce grzybów jaki czytałem. Dzięki za zebranie informacji, trochę się obawiałem zielonek odkąd wiem o zagrożeniu, ale nie aż tak żeby się ograniczać w jedzeniu. Ostatni duży wysyp to faktycznie mógł być już prawie 20 lat temu, ale pamiętam, że wtedy zielonki rosły w borach sosnowych wszędzie i można je było kosą ciąć. Pozdrawiam Serdecznie

    • Admin //30 Paź 2015

      Dziękuję Piotrze za tak miłe słowa! Ostatni, dobry wysyp zielonek, jaki odnotowałem na Wzgórzach Twardogórskich, miał miejsce w 2012 roku. Przyzwoicie, ale nie rewelacyjnie, było w 2013 roku. Zeszły rok, jak również bieżący, to porażka. Zielonki na Wzgórzach, zbieram praktycznie tylko w miejscach występowania topoli osiki. Ponieważ mamy już dywan liści, to żeby wilgoć pod nie dotarła w wystarczającej ilości do rozwoju i wzrostu zielonek, musi naprawdę solidnie popadać. A z opadami w październiku zeszłego roku było bardzo słabo. W tym roku, ich ilość, także okazała się niewystarczająca. Pozdrawiam. ;))